Niezapominajki
To błękitne bajki
A szepczą Ci skromnie
Nie zapomnij o mnie

PROGNOZA

Przyjaciele

 
 Dzień Niezapominajki
 
 
 
 
 
 Pogoda ducha
 
 
 Nasza Ojczyzna
 
 
 
Tunele reklam
przydrożnych
 Nie zapomnij o mnie
 
Niezapominajki
zimują w sercach
 
 
 

 Eko-ciekawostki

 

HOME


PROGNOZA EkoRadia

Prognozy słuchaczy

Ranek 3 listopada 2006r. - Iława i okolice (fot. Feliks Rochowicz)

 

 

 

Skala porostowa

Lasy wchodzą w stan uśpienia zimowego i warto już teraz przypomnieć naszym Słuchaczom i Czytelnikom o ciekawym urządzeniu ekologicznym w naszych lasach. Prosty ekologiczny barometr. Wskaźnikiem czystości powietrza w lesie i jego okolicach jest obecność porostów na korze drzew i w runie. Te niepozorne organizmy złożone z grzybów i glonów żyjących w ścisłym związku zwanym symbiozą tworzą zielone lub żółtawe "plamy" na pniach lub kamieniach. Inne rodzaje m. in. popularna tarczownica składa się z szarozielonych, postrzępionych "blaszek". Jeśli komuś szczęście dopisze napotka może brodaczkę, której płowe nitki zwieszają się z gałęzi dodając borowi tajemniczości, prawdziwie baśniowego uroku. W borze sosnowym na ubogich piaskach można spotkać porosty krzaczaste: małe kępki szarego, delikatnego chrobotka reniferowego. Rośnie tam również czasem lecznicza płucnica islandzka, którą rozpoznać można po charakterystycznych czarkach na szczytach "gałązek". W parze komponentów porostu grzyb jest uzależniony od glonu do tego stopnia, że nie może egzystować bez zielonego partnera.

Sam porost, dzięki połączeniu dwóch różnych organizmów tworzy całość niezwykle odporną na złe warunki glebowe i klimatyczne. Porosty rosną na skałach. Gęste darnie darnie chrobotka w tundrze to przysmak reniferów. Porost może przetrzymać kilka miesięcy suszy, gdy wreszcie spadnie deszcz strzępki grzyba magazynują wodę. Porosty są jednak bardzo wrażliwe na zanieczyszczenia powietrza. jeśli podczas spaceru po lesie napotkacie porosty, możecie się cieszyć z tego, że oddychacie czystym powietrzem.

(według gazety "Gromada - Rolnik Polski", 1964 rok).

Monitoring powietrza z wykorzystaniem skali porostowej

Za pomocą skali porostowej, poprzez obserwacje typów plech porostów rosnących na danym terenie, można ocenić skalę zanieczyszczenia powietrza w danym obszarze. Porosty pełnią tu rolę gatunku wskaźnikowego (tzw. bioindykatora). Na drzewach badanego terenu należy odszukać porosty. Po dokonaniu ich identyfikacji można zaliczyć dany teren do odpowiedniej strefy zanieczyszczenia.

Strefy porostowe są to obszary, w których występują porosty nadrzewne (epifity), przy określonym stężeniu dwutlenku siarki w powietrzu:

 

Strefa I

Bezwzględna pustynia bezporostowa – o szczególnie silnym zanieczyszczeniu powietrza. Brak porostów nadrzewnych, nawet skorupiastych; co najwyżej występują jednokomórkowe glony tworzące zielone naloty na korze drzew. Duże miasta i ośrodki przemysłowe. Skażenie powietrza przekracza 170 µgSO2/m3.

 

Strefa II

Względna pustynia bezporostowa – o bardzo silnym zanieczyszczeniu powietrza. Występują tu misecznica proszkowata Lecanora conizaeoides oraz liszajec Lepraria sp.; gatunki należą do najbardziej odpornych na zanieczyszczenia. Obszary miejskie. Skażenie powietrza 170-100 µgSO2/m3.

 

Strefa III

Wewnętrzna strefa osłabionej wegetacji – o silnie zanieczyszczonym powietrzu. Paznokietnik ostrygowy Hypocenomyce scalaris, obrost wzniesiony Physcia adscendens, złotorost postrzępiony Xanthoria candelaria, Pustułka pęcherzykowata Hypogymnia physodes. Obszary zadrzewione na obrzeżach miast.  Skażenie powietrza 100-70 µgSO2/m3.

 

Strefa IV

Środkowa strefa osłabionej wegetacji – o średnio zanieczyszczonym powietrzu: tarczownica bruzdkowana Parmelia sulcata i inne porosty listkowate. Obszary leśne w pobliżu miast. Skażenie powietrza 70-50 µgSO2/m3.

 

Strefa V

Zewnętrzna strefa osłabionej wegetacji – o względnie mało zanieczyszczonym powietrzu. Mąkla tarniowa Evernia prunastri, mąklik otrębiasty Pseudevernia furfuracea, odnożyce Ramalina spp.; ich plechy są zdeformowane i słabo wykształcone. Spotyka się też porosty krzaczkowate. Najczęściej duże obszary leśne. Skażenie powietrza 50-40 µgSO2/m3.

 

Strefa VI

Wewnętrzna strefa normalnej wegetacji – o nieznacznym zanieczyszczeniu powietrza Włostka brązowa Bryoria fuscescens, brodaczka kępkowa Usnea hirta, płucnik modry Platismatia glauca; taksony rosnące w strefie V o normalnie rozwiniętych plechach. Skażenie powietrza 40-30 µgSO2/m3.

 

Strefa VII

Typowa strefa normalnej wegetacji – powietrze czyste lub co najwyżej minimalnie skażone Taksony bardzo wrażliwe z rodzajów: włostka Bryoria, brodaczka Usnea, pawężniczka Nephroma, granicznik Lobaria. Skażenie powietrza poniżej 30 µgSO2/m3.

 

 

Dyskusja o klimacie...
dr inż. Łukasz Oskwarek , Warszawa

To, że w tym sezonie mamy "zimę bez zimy" wszyscy chyba zauważyliśmy, nawet osoby nie interesujące się zbytnio pogodą (bo przecież oni także mają z nią do czynienia). O ile zmienność danych pór roku w poszczególnych latach w naszym klimacie są normą, o tyle ich skala zaczyna budzić coraz większe znaki zapytania i co gorsze coraz większe podejrzenia o dalszą przyszłość naszego klimatu i nas samych.

Tej zimy mieliśmy bowiem raptem tylko 2 krótkotrwałe uderzenia zimowych chłodów, a śniegu było mniej niż podczas ubiegłej kiepskiej zimy. Dodam, iż koło domku przez ostatnie 2-3 miesiące miałem więcej grabienia liści niż odśnieżania! Z drugiej zaś strony dochodzą do mnie informacje o tęgich mrozach i dużych śniegach (znacznie przewyższających normy) w Azji i Ameryce Płn. I to na szerokościach geograficznych mniejszych niż leży Polska i Warszawa (np. w Turcji! Nie wspominając już o Chinach, czy części Stanów Zjednoczonych Ameryki).

Zastanawiam się w tym miejscu nad kilkoma kwestiami.

1) Czy rzeczywiście możemy mówić o efekcie cieplarnianym, a jeżeli tak to czy zawsze będzie on oznaczał tak ciepłą i niemal bezśnieżną zimę jak w tym roku (sezonie). Czy efekt cieplarniany może (w naszych stronach świata) puścić tak nagle (i to już na zawsze) zimy w niepamięć. Skoro przykładowo wzrost temperatury o 0,5 to bardzo dużo (tak można wyczytać z różnych danych klimatycznych na Ziemi), to przyrost temp. o 3-5 st. powyżej normy to przecież wzrost kosmiczny

2) W jakim stopniu powodem zmian klimatu może być sam człowiek. Czy przykładowo prądy oceaniczne (morskie), a także temperatury mórz i oceanów (w naszym przypadku przede wszystkim Atlantyku) to sprawa samych oceanów, czy też pośrednio człowieka. Myślę, że zmiany klimatyczne, których źródłem jest sama natura są do zaakceptowania (zarówno przez ludzi jak i przez przyrodę), gorzej jeżeli zmiany te wprowadza sam człowiek  to tak jakby podcinał on sobie gałąź, na której sam siedzi

3) Jak ludzie (z ich nawykami i tradycjami) oraz przyroda (z jej rocznym rytmem) mogą przyzwyczaić się do zmian klimatu. Zima bez zimy oznacza przecież nie tylko zmniejszenie rachunków za ogrzewanie, oszczędności dla służb drogowych, ale także przyspieszenie rozwoju wegetacji (w tym roku o ponad miesiąc!) oraz znacznie szybsze pojawienie się wysokich temperatur (ze wszelkimi tego skutkami). Nie wyobrażam sobie, iż tak nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, moglibyśmy przyzwyczaić się do zmiany klimatu z umiarkowanego na śródziemnomorski

4) Czy, a jeżeli tak to kiedy i w jaki sposób może nastąpić odreagowanie tegorocznej dziwnej zimy. I tu jawią mi się 3 scenariusze: a) ochłodzenie i powrót relatywnie niższych temperatur w czasie trwania kalendarzowej wiosny (II połowa marca-maj), b) po gorącej wiośnie, deszczowe i burzowe lato, c) ciepła wiosna, gorące i słoneczne lato, za to chłodna jesień i prawdziwa zima (z temperaturami około lub poniżej normy wieloletniej) w przyszłym roku.

Może nie miałbym żadnych pytań i wątpliwości, gdyby nie bardziej wnikliwa ocena sytuacji na całym naszym globie. Osoby nie zorientowane w temacie mogą przecież myśleć, że jesteśmy na dobrej drodze bo zima to tylko same kłopoty. Przyglądając się jednak sprawie nieco szerszym wzrokiem przyznam, iż przebieg tegorocznej zimowej aury wzbudził we mnie niezwykłą ciekawość nt. naszego klimatu.

Nie wiem, czy będzie możliwe udzielenie odpowiedzi na mojego emaila (choć wyrażam taką nadzieję) bezpośrednio, za pośrednictwem audycji radiowych (traktując mnie jako jednego z wielu radiosłuchaczy) lub poprzez wskazanie interesujących źródeł informacji (książki, czasopisma, internet). Z góry dziękuję bardzo za wszelkie udzielone mi informacje.

dr inż. Łukasz Oskwarek


Wielka Brytania: Wielki Post energetyczny

Maciej Kuźmicz, Londyn

Brytyjscy biskupi anglikańscy apelują do wiernych, by do Wielkanocy ograniczyli zużycie energii. I opracowali postny kalendarz.

W przeddzień Wielkiego Postu Kościół anglikański zachęca Brytyjczyków do nowoczesnych wyrzeczeń - aby w dobie globalnego ocieplenia postarali się zmniejszyć swój udział w przegrzewaniu atmosfery. We wtorek James Jones, biskup Liverpoolu, i Richard Chartres, biskup Londynu, przekonywali do tego na Trafalgar Square, w samym centrum brytyjskiej stolicy.

- Zachęcamy wiernych do postu energetycznego, bo globalne ocieplenie to dziś jeden z największych problemów - przekonywał bp Jones.

- To mieszkańcy państw zamożnych wytwarzają najwięcej dwutlenku węgla, który przyczynia się do ocieplenia, powodzi, huraganów. Najbardziej dotknięci tymi nieszczęściami są biedni tego świata, którzy wytwarzają go najmniej. Mamy moralny obowiązek przed tymi ludźmi, przyszłymi pokoleniami i Bogiem, by zużywać mniej energii - mówił bp Jones.

Brytyjscy wierni na 40 dni postu dostali specjalny kalendarz, w którym dzień po dniu są rozpisane propozycje, jak ograniczyć zużycie energii.

Na Środę Popielcową biskupi radzą: "Wykręć jedną żarówkę i nie używaj jej przez cały post". Dzień szósty: "Zmniejsz ogrzewanie o jeden stopień". Dzień siódmy: "Nie zostawiaj sprzętu elektronicznego w trybie czuwania. Jeśli będziesz wyłączał telewizor, wyemitujesz rocznie o 20 kg dwutlenku węgla mniej".

Ostatniego dnia postu wierni mają na miejsce wykręconej żarówki z dnia pierwszego wkręcić żarówkę energooszczędną.

- Bp Jones prowadził już w rok temu podobną akcję w swojej diecezji w Liverpoolu. Odniosła wielki sukces - mówi "Gazecie" Abby King z Tearfund, kościelnej organizacji dobroczynnej, która pomaga w organizacji postu energetycznego.

- Ludzie byli naprawdę zainteresowani. Zmniejszyli zużycie energii. Co więcej, wiele zwyczajów takich jak np. gaszenie światła w pomieszczeniach, gdzie nie przebywają, przenieśli potem poza Wielki Post - dodaje King.

Tearfund i biskupi mają nadzieję, że akcją zainteresują się nią tylko wierni, ale też niewierzący. Kto nie będzie miał cierpliwości do surowego codziennego reżimu wyrzeczeń, może skorzystać z prostych wskazówek: nie kupować nic w torebkach plastikowych (ich produkcja pochłania energię, a torebki wyrzucamy), jeździć komunikacją miejską zamiast samochodem, myć naczynia ręcznie, a nie w zmywarce.

Zielony post wspierają też autorytety naukowe, politycy, gwiazdy sportu. Z badań wynika, że Brytyjczycy sądzą, iż pomysł jest niezły. W ankiecie, którą wśród 7 tys. osób przeprowadził Tearfund, trzech na pięciu pytanych przyznało, że chętnie powzięliby ekologiczne postanowienia wielkopostne.

Według badań zużycie energii przez przeciętnego Brytyjczyka powoduje emisję ponad 11 ton dwutlenku węgla rocznie. Mieszkaniec biednego Bangladeszu wysyła do atmosfery 0,067 tony. Autor tego tekstu emituje - ze wstydem - aż 2,22 tony CO2 rocznie.

To, jak mocno przyczyniamy się do globalnego ocieplenia, można sprawdzić dzięki specjalnym kalkulatorom (można je znaleźć w internecie, np. pod adresem http://www.direct.gov.uk/en/environmentandgreenerliving/actonco2/DG_067197). W Wielkiej Brytanii takie przeliczenia w internecie umożliwia rząd. Gabinet Gordona Browna chce powołać ministra ds. walki z globalnym ociepleniem.

Źródło: Gazeta Wyborcza


Efekt cieplarniany "od kuchni" (opracowanie autorskie)

Witam wszystkich serdecznie. W obliczu zmian klimatycznych wzrosło zainteresowanie zjawiskiem jakim jest efekt ciepliarniany. Jest to zjawiska naturalne wywolane obecnością w atmosferze tzw. gazów ciepliarnianych - dwutlenku węgla, pary wodnej w mniejszym stopniu metanu. Rodzi się pytanie: w jaki sposób w/w gazy przyczyniają się do istnienia efektu szklarniowego? Ten problem spróbuje pokrótce wyjaśnić, patrząc z fizykochemicznego punktu widzenia, jakby "od kuchni". Zacznijmy on ditlenku węgla. Jest to substancja o następujacej budowie cząsteczki: O=C=O, gdzie "O" ozn. atom tlenu a "C" - atom węgla. Znak "=" symbolizuje tzw. wiązanie podwójne pomiędzy tlenem a węglem. Jest to dość trwały układ, trudny do zniszczenia w ziemskiej atmosferze. Cechą charakterystyczną każdej substancji jest pochłanianie (absorpcja) przezeń promieniowania elektromagnetycznego, które dostarcza jej energii. Na nie składają się m.in.: promieniowanie widzialne, ultrafioletowe (UV) oraz podczerwone (IR). Dana cząsteczka pochłania w/w rodzaje promieniowania w różnym stopniu. W przypadku CO2 najsilniej absorbowane jest promieniowanie z zakresu podczerwieni, o najmniejszej energii. Podobnie jest w przypadku wody i CH4. To jakie promieniowanie związek pochłania zależy od jego budowy, ściślej od trwalości powstałych wiązań. Struktura CO2 została już wyjaśniona, teraz kolej na wodę, która ma najogólniej mówiąc cząsteczki o budowie kątowej z pojedynczymi wiązaniami tlen - wodór. Metan wygląda podobnie, tyle, że zamiast tlenu ma w składzie węgiel i o 2 atomy wodoru więcej. Są to dość trwałe struktury. Pochłonięta porcja promieniowania cieplnego przez ten czy inny gaz nie może "wydostać" się na zewnątrz lub wydostaje się w niewielkim stopniu.

Bilans jest za ten korzystny dla cząsteczki gazu. Energia promieniowania z zakresu IR wzmaga ruchy rotacyjno - oscylacyjne ("z grubsza" obrotowe) cząsteczek oraz ich ruch translacyjny (przesuwczy). Wskutek tego wzrasta średnia energia kinetyczna molekuł, czyli, mówiąc potocznie -wzrasta temperatura układu. Z fizycznego punktu widzenia temperatura to miara średniej energii kinetycznej cząstek. Zmagazynowane w ten sposób ciepło przyczynia sie właśnie do powolnego, ale nieustannego ocieplania powietrza. To zjawisko to wlaśnie wspomniany efekt szklarniowy. Ale dlaczego naukowcy i ekolodzy, w tym Ekoradio zwracają przeważnie tylko na dwutlenek węgla a nie na np. parę wodną? Aby odpowiedzieć na to pytanie należy wspomnieć o koncentracji tych gazów w atmosferze. W przypadku pary wodnej jest ona bardzo zmienna od zera do kilku procent. Natomiast zawartość CO2 jest w przybliżeniu stała i wynosi około 0,05%.

Skąd ta różnica? Wynika ona z faktu, iż para wodna to gaz bardzo łatwy do skroplenia: gazowa woda prędzej czy później powróci na ziemię w postaci ciekłej (lub stałej). Natomiast dwutlenek węgla jest w ziemskich warunkach gazem nie ulegającym skropleniu. Toteż pozostaje cały czas w troposferze. Na koniec wspomnę, że istnieje naturalny proces redukcji zawartości CO2 - zachodzi on miliony lat a odpowiedzialne są za to koralowce. Wiążą one gazowy dwutlenek węgla mówiąc poetycko "w skałę" - węglan wapnia (CaCO3), który jest głównym składnikiem ich wapiennych szkielecików.

Michał z Inowrocławia


Opracowując swoje prognozy często asekuruję się pradawną wiedzą starych przepowiadaczy pogody. Dzięki mojemu zainteresowaniu tą dziedziną wiedzy zdobyłem również umiejętności interpretowania zdjęc satelitarnych, map sytuacji atmosferycznej, itd. Technika ciągle pędzi na przód, powsatają coraz sprawniejsze modele matematyczne, a moc obliczeniowa maszyn ciągle zwiększa się. Jednak przyszłość i to nie tylko ta meteorologiczna ciagle dla wielu owiana jest tajemnicą. Pytanie które się teraz nasuwa brzmi czy zawsze tak będzie? Czy istnieje jakaś granica, której przekroczenie umożliwi poznanie przyszłości, choćby tej pogodowej? Ktoś kiedyś powiedział słowa które były, są i chyba będą aktualne po wsze czasy, bowiem "tylko Bóg zna przyszłość". Jest to dosc logiczne, bowiem Ktoś, kto stworzył materię, czas i przestrzeń musiał znaleźć się poza światem fizycznym.

Zmiany klimatyczne, które dzieją się na naszych oczach są zaiste niepokojące. W zasadzie mamy doczynienia już z nie tylko przyspieszającym ociepleniem, ale samo przyspieszenie przyspiesza. Wszystko nabiera większego pędu, lodowce topnieją w mgnieniu oka, zastanawiam się czy aby prastara wiedza ma jeszcze jakieś odzwierciedlenie w dzisiejszym stanie rzeczy, czy jej mądrość jest jeszcze reprezentatywna, a jeśli to w jakim stopniu? W moim mniemamniu zakres zmian klimatycznych jest już faktem, teraz najbogatsze kraje świata powinny skupić się na tym, aby ten proces wyhamować, a potem być może zniwelować. Pytanie, które cały czas pozostaje w gestii otwartej brzmi; czy zmiany klimatyczne to niejako naturalny proces historii dziejów Ziemi?, czy też wynik naszej działalności? Jeszcze do niedawna byłem przekonany, że raczej pierwszy wariant, a wpływ działalności człowieka jest relatywnie niewielki na te zmiany. Dziś zaczynam się wahać. Nie możemy przecież bagatelizowac czy marginalizowac wpływu wielkich potęg gospodarczych na klimat całej naszej planety. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że wpływ działalności czlowieka na przebudowę tego klimatu może byc bardzo znaczący. Chociaż w przeszłości jak się okazuje wielkie ocieplenia także miały miejsce. Pisałem już o tym wcześniej, ale przypomnę że świadczy o tym Grenlandia, której nazwa oznacza przezcież nic innego jak Zielony Ląd. Jest to niezbity dowód na to, że kilkaset lub kilka tysięcy lat temu panował tam zupełnie odmienny klimat aniżeli dzisiaj. Jeśli proces zmian klimatycznych jest sztuczny, to oczywiście jego główne brzemię spada na wielkie potęgi tego świata i na kreje rozwijające się jak np. Stany Zjednoczone i Chiny. Ale również my możemy wiele zrobic aby ten proces w jakiejś mierze wyhamowac. Wystarczy trochę determinacji i samodyscypliny, chociażby wyrzucając śmieci - segregujmy je, a ilośc i jakość produkowanych śmieci świadczy przecież o zamożności i świadomości społeczeństwa. Co ciekawe Polska jest bardzo ubogim krajem w wodę pitną, ale jednocześnie mamy kilka liczących się w świecie źródeł wody mineralnej. Wodę pitną w kranach również powinniśmy oszczędzac, chociażby nie goląc się przy otwartym kranie, zmywając naczynia nie pod wodą bierząca a misach zlewowych. Nasza palneta nas zywi i chroni. Poi, karmi, lasy produkują tlen, ale ten cały ekosystem bez naszej pomocy się rozreguluje. Unicestwimy go, a przecież Ziemia została nam tylko wypożyczona na pewien czas, naszej tutaj egzystencji. Musimy ją przekazać nastepnym pokoleniom przynajmniej w takiej kondyncji w jakiej ją zastaliśmy. Boże daj, aby była to kondycja lepsza, zdrowsza. Jeśli nie bedziemy żyli na zdrowej Ziemi, oddychali czystym powietrzem, jedli zdrowej żywności i pili czystej wody to bardzo szybko obróci się to przeciwko nam. I tak ziarnko do ziarnka... A rozwiajnie przemyślu farmaceutycznego? - to przecież nie tędy droga. Zadbajmy o przyczyny a skutki znikną same. Co do najbliższej pogodwej przyszłości to ciągle mam nadzieję, że trochę zimy bedziemy jeszcze mieli w drugiej dekadzie lutego.

Pozdrawiam serdecznie Marcin Fiałek


Z wykształcenia jestem geologiem, a ściślej hydrogeologiem i geologiem inżynierskim. W czasach, kiedy studiowałem na Wydziale Geologii UW program studiów na większości kierunków tego wydziału był skonstruowany tak, aby absolwenci mieli nie tylko wiedzę w zakresie wybranej specjalności, ale także ogólną wiedzę geologiczną. Na tzw. geologii technicznej mieliśmy także zajęcia z geologii historycznej z elementami paleontologii, mineralogii i petrografii, geomorfologii z elementami geologii czwartorzędu itp. Rozwodzę się trochę na ten temat, bo pragnę popolemizować z Panem na temat "efektu cieplarnianego". Jest to pojęcie z zakresu geologii oraz planetologii i określać się zwykło tym terminem taką sytuację w atmosferze w planety, gdy gromadzą się w niej gazy sprzyjające powstawaniu grubych i rozległych powłok obłoków oraz dochodzi do zatrzymywania wody w atmosferze. Taka sytuacja w historii geologicznej Ziemi na przestrzeni ostatniego 1 mld lat powstawała co najmniej kilkukrotnie, a na jej zmianę przychodziły okresy wielkich zlodowaceń. Ostatnie takie wahnięcia na dużą skalę miały miejsce na przestrzeni ostatnich 100-120 mln lat (kreda - pleistocen), a w skali drobniejszej w samym pleistocenie - 4 wielkie zlodowacenia przedzielone okresami ociepleń, nieraz bardzo dużych. Nie wolno zapominać, że ostatni lądolód ustąpił z ziem północnej polski raptem ok. 5000 p.n.e. Nawet dzisiaj przypuszcza się, że pod dnem jednego z jezior mazurskich (niestety nazwa wyleciała mi z głowy) zalega bryła martwego lodu, o czym miałaby świadczyć temperatura przy dnie - ok. 0 o C.

W ramach zajęć na studiach i późniejszego "dokształcania się" przedstawiano nam wyniki badań paleoklimatycznych i analiz pyłkowych, szczególnie w ostatnim okresie historii naszej planety, z których jednoznacznie wynikały spore wahnięcia klimatu na półkuli północnej. Ustąpienie lądolodu ze Skandynawii zmusiło, prawdopodobnie, mieszkańców zielonej dotychczas Sahary do osiedlenia się w dolinie Nilu - skończyły się pluwiały na Saharze. A patrząc na historię najnowszą pragnąłbym zwrócić Pańską uwagę na tzw. "małe optimum klimatyczne", które miało miejsce na przełomie I i II tysiąclecia n.e. To wtedy średnia temperatura była na tyle wysoka, że możliwa była uprawa zbóż na Grenlandii, co z kolei spowodowało osiedlenie się tam Wikingów. Z zapisków historycznych wynika, że w niektórych regionach Europy plony zbóż zbierano dwa razy do roku. Po tym okresie, gdzieś od XV w. rozpoczął się okres znacznego ochłodzenia, tzw. "mała epoka lodowcowa", podczas której zamarzał prawie cały Bałtyk i można było saniami dotrzeć na Bornholm, a nawet do Szwecji, a na lodzie stawiano karczmy, aby było gdzie się ogrzać.

Przedstawiam Panu te fakty aby próbować udowodnić tezę, iż obecne wahnięcia klimatyczne w naszym kraju i w ogóle na naszej planecie mieszczą się, jak na razie, w pewnej ogólnej normie geologicznej, nawet krótkookresowej, oraz paleoklimatycznej. Bardzo mi się w swoim czasie spodobało stwierdzenie prof. Olliera z Australii, że geolodzy na półkuli północnej mają "oczy zasypane osadami lodowcowymi". Trawestując to powiedzenie gotów jestem twierdzić, że my wszyscy mamy "oczy przesłonięte długością życia osobniczego człowieka" i zapominamy o geologicznej skali czasu. A nawet nie geologicznej - popatrzmy na otaczający nas świat "oczami" araukarii liczącej sobie 5000 lat, dębu mającego 700-800 lat lub 400-letniej lipy. Prawda, że będzie on wyglądał inaczej? Nie popełniajmy błędu XIX-wiecznych uczonych, którzy twierdzili, że już wszystko odkryto, i nie mówmy, że znamy odpowiedź na pytania związane z klimatem. Nobel temu, kto stworzy jednolity funkcjonujący i funkcjonalny matematyczny model naszej planety - litosfery, hydrosfery i atmosfery z uwzględnieniem oddziaływania czynników związanych z wnętrzem naszej matki Ziemi oraz z Wszechświatem. A więc schowajmy do szuflady efekt cieplarniany i mówmy o wahnięciach klimatu mieszczących się w pewnej długookresowej normie. Nie znaczy to, że nie widzę zagrożeń spowodowanych emisją do atmosfery przez przemysł i samych ludzi gazów cieplarnianych. Ale ich roczna emisja nie dorównuje solidnej erupcji wulkanu, np. Krakatau lub Santorini. Dobrze jest stosować "brzytwę Okhama".

Z wyrazami szacunku dla Pana i Pańskiej audycji

Jacek G

 


GÓRA STRONY

"Czyńcie sobie ziemię poddaną.
Te słowa bowiem są najpierwotniejszą i najbardziej kompletną definicją ludzkiej kultury"

(Jan Paweł II "Pamięć i tożsamość")