Dyskusja o klimacie...
dr inż. Łukasz Oskwarek , Warszawa
To, że w tym sezonie mamy "zimę bez zimy" wszyscy chyba
zauważyliśmy, nawet osoby nie interesujące się zbytnio pogodą (bo
przecież oni także mają z nią do czynienia). O ile zmienność danych
pór roku w poszczególnych latach w naszym klimacie są normą, o tyle
ich skala zaczyna budzić coraz większe znaki zapytania i co gorsze
coraz większe podejrzenia o dalszą przyszłość naszego klimatu i nas
samych.
Tej zimy mieliśmy bowiem raptem tylko 2 krótkotrwałe uderzenia
zimowych chłodów, a śniegu było mniej niż podczas ubiegłej kiepskiej
zimy. Dodam, iż koło domku przez ostatnie 2-3 miesiące miałem więcej
grabienia liści niż odśnieżania! Z drugiej zaś strony dochodzą do
mnie informacje o tęgich mrozach i dużych śniegach (znacznie
przewyższających normy) w Azji i Ameryce Płn. I to na szerokościach
geograficznych mniejszych niż leży Polska i Warszawa (np. w Turcji!
Nie wspominając już o Chinach, czy części Stanów Zjednoczonych
Ameryki).
Zastanawiam się w tym miejscu nad kilkoma kwestiami.
1) Czy rzeczywiście możemy mówić o efekcie cieplarnianym, a
jeżeli tak to czy zawsze będzie on oznaczał tak ciepłą i niemal
bezśnieżną zimę jak w tym roku (sezonie). Czy efekt cieplarniany
może (w naszych stronach świata) puścić tak nagle (i to już na
zawsze) zimy w niepamięć. Skoro przykładowo wzrost temperatury o 0,5
to bardzo dużo (tak można wyczytać z różnych danych klimatycznych na
Ziemi), to przyrost temp. o 3-5 st. powyżej normy to przecież wzrost
kosmiczny
2) W jakim stopniu powodem zmian klimatu może być sam człowiek.
Czy przykładowo prądy oceaniczne (morskie), a także temperatury mórz
i oceanów (w naszym przypadku przede wszystkim Atlantyku) to sprawa
samych oceanów, czy też pośrednio człowieka. Myślę, że zmiany
klimatyczne, których źródłem jest sama natura są do zaakceptowania
(zarówno przez ludzi jak i przez przyrodę), gorzej jeżeli zmiany te
wprowadza sam człowiek to tak jakby podcinał on sobie gałąź,
na której sam siedzi
3) Jak ludzie (z ich nawykami i tradycjami) oraz przyroda (z jej
rocznym rytmem) mogą przyzwyczaić się do zmian klimatu. Zima bez
zimy oznacza przecież nie tylko zmniejszenie rachunków za
ogrzewanie, oszczędności dla służb drogowych, ale także
przyspieszenie rozwoju wegetacji (w tym roku o ponad miesiąc!) oraz
znacznie szybsze pojawienie się wysokich temperatur (ze wszelkimi
tego skutkami). Nie wyobrażam sobie, iż tak nagle, jak za
dotknięciem czarodziejskiej różdżki, moglibyśmy przyzwyczaić się do
zmiany klimatu z umiarkowanego na śródziemnomorski
4) Czy, a jeżeli tak to kiedy i w jaki sposób może nastąpić
odreagowanie tegorocznej dziwnej zimy. I tu jawią mi się 3
scenariusze: a) ochłodzenie i powrót relatywnie niższych temperatur
w czasie trwania kalendarzowej wiosny (II połowa marca-maj), b) po
gorącej wiośnie, deszczowe i burzowe lato, c) ciepła wiosna, gorące
i słoneczne lato, za to chłodna jesień i prawdziwa zima (z
temperaturami około lub poniżej normy wieloletniej) w przyszłym
roku.
Może nie miałbym żadnych pytań i wątpliwości, gdyby nie bardziej
wnikliwa ocena sytuacji na całym naszym globie. Osoby nie
zorientowane w temacie mogą przecież myśleć, że jesteśmy na dobrej
drodze bo zima to tylko same kłopoty. Przyglądając się jednak
sprawie nieco szerszym wzrokiem przyznam, iż przebieg tegorocznej
zimowej aury wzbudził we mnie niezwykłą ciekawość nt. naszego
klimatu.
Nie wiem, czy będzie możliwe udzielenie odpowiedzi na mojego
emaila (choć wyrażam taką nadzieję) bezpośrednio, za pośrednictwem
audycji radiowych (traktując mnie jako jednego z wielu
radiosłuchaczy) lub poprzez wskazanie interesujących źródeł
informacji (książki, czasopisma, internet). Z góry dziękuję bardzo
za wszelkie udzielone mi informacje.
dr inż. Łukasz Oskwarek
Wielka
Brytania: Wielki Post energetyczny
Maciej
Kuźmicz, Londyn
Brytyjscy biskupi
anglikańscy apelują do wiernych, by do Wielkanocy ograniczyli
zużycie energii. I opracowali postny kalendarz.
W przeddzień Wielkiego
Postu Kościół anglikański zachęca Brytyjczyków do nowoczesnych
wyrzeczeń - aby w dobie globalnego ocieplenia postarali się
zmniejszyć swój udział w przegrzewaniu atmosfery. We wtorek
James Jones, biskup Liverpoolu, i Richard Chartres, biskup
Londynu, przekonywali do tego na Trafalgar Square, w samym
centrum brytyjskiej stolicy.
- Zachęcamy wiernych do postu energetycznego, bo globalne
ocieplenie to dziś jeden z największych problemów - przekonywał
bp Jones.
- To mieszkańcy państw zamożnych wytwarzają najwięcej dwutlenku
węgla, który przyczynia się do ocieplenia, powodzi, huraganów.
Najbardziej dotknięci tymi nieszczęściami są biedni tego świata,
którzy wytwarzają go najmniej. Mamy moralny obowiązek przed tymi
ludźmi, przyszłymi pokoleniami i Bogiem, by zużywać mniej
energii - mówił bp Jones.
Brytyjscy wierni na 40 dni postu dostali specjalny kalendarz, w
którym dzień po dniu są rozpisane propozycje, jak ograniczyć
zużycie energii.
Na Środę Popielcową biskupi radzą: "Wykręć jedną żarówkę i nie
używaj jej przez cały post". Dzień szósty: "Zmniejsz ogrzewanie
o jeden stopień". Dzień siódmy: "Nie zostawiaj sprzętu
elektronicznego w trybie czuwania. Jeśli będziesz wyłączał
telewizor, wyemitujesz rocznie o 20 kg dwutlenku węgla mniej".
Ostatniego dnia postu wierni mają na miejsce wykręconej żarówki
z dnia pierwszego wkręcić żarówkę energooszczędną.
- Bp Jones prowadził już w rok temu podobną akcję w swojej
diecezji w Liverpoolu. Odniosła wielki sukces - mówi "Gazecie"
Abby King z Tearfund, kościelnej organizacji dobroczynnej, która
pomaga w organizacji postu energetycznego.
- Ludzie byli naprawdę zainteresowani. Zmniejszyli zużycie
energii. Co więcej, wiele zwyczajów takich jak np. gaszenie
światła w pomieszczeniach, gdzie nie przebywają, przenieśli
potem poza Wielki Post - dodaje King.
Tearfund i biskupi mają nadzieję, że akcją zainteresują się nią
tylko wierni, ale też niewierzący. Kto nie będzie miał
cierpliwości do surowego codziennego reżimu wyrzeczeń, może
skorzystać z prostych wskazówek: nie kupować nic w torebkach
plastikowych (ich produkcja pochłania energię, a torebki
wyrzucamy), jeździć komunikacją miejską zamiast samochodem, myć
naczynia ręcznie, a nie w zmywarce.
Zielony post wspierają też autorytety naukowe, politycy, gwiazdy
sportu. Z badań wynika, że Brytyjczycy sądzą, iż pomysł jest
niezły. W ankiecie, którą wśród 7 tys. osób przeprowadził
Tearfund, trzech na pięciu pytanych przyznało, że chętnie
powzięliby ekologiczne postanowienia wielkopostne.
Według badań zużycie energii przez przeciętnego Brytyjczyka
powoduje emisję ponad 11 ton dwutlenku węgla rocznie.
Mieszkaniec biednego Bangladeszu wysyła do atmosfery 0,067 tony.
Autor tego tekstu emituje - ze wstydem - aż 2,22 tony CO2
rocznie.
To, jak mocno przyczyniamy się do globalnego ocieplenia, można
sprawdzić dzięki specjalnym kalkulatorom (można je znaleźć w
internecie, np. pod adresem http://www.direct.gov.uk/en/environmentandgreenerliving/actonco2/DG_067197).
W Wielkiej Brytanii takie przeliczenia w internecie umożliwia
rząd. Gabinet Gordona Browna chce powołać ministra ds. walki z
globalnym ociepleniem.
Efekt cieplarniany "od kuchni"
(opracowanie autorskie)
Witam wszystkich serdecznie. W obliczu
zmian klimatycznych wzrosło zainteresowanie zjawiskiem jakim jest
efekt ciepliarniany. Jest to zjawiska naturalne wywolane obecnością
w atmosferze tzw. gazów ciepliarnianych - dwutlenku węgla, pary
wodnej w mniejszym stopniu metanu. Rodzi się pytanie: w jaki sposób
w/w gazy przyczyniają się do istnienia efektu szklarniowego? Ten
problem spróbuje pokrótce wyjaśnić, patrząc z fizykochemicznego
punktu widzenia, jakby "od kuchni". Zacznijmy on ditlenku węgla.
Jest to substancja o następujacej budowie cząsteczki: O=C=O, gdzie
"O" ozn. atom tlenu a "C" - atom węgla. Znak "=" symbolizuje tzw.
wiązanie podwójne pomiędzy tlenem a węglem. Jest to dość trwały
układ, trudny do zniszczenia w ziemskiej atmosferze. Cechą
charakterystyczną każdej substancji jest pochłanianie (absorpcja)
przezeń promieniowania elektromagnetycznego, które dostarcza jej
energii. Na nie składają się m.in.: promieniowanie widzialne,
ultrafioletowe (UV) oraz podczerwone (IR). Dana cząsteczka pochłania
w/w rodzaje promieniowania w różnym stopniu. W przypadku CO2
najsilniej absorbowane jest promieniowanie z zakresu podczerwieni, o
najmniejszej energii. Podobnie jest w przypadku wody i CH4. To jakie
promieniowanie związek pochłania zależy od jego budowy, ściślej od
trwalości powstałych wiązań. Struktura CO2 została już wyjaśniona,
teraz kolej na wodę, która ma najogólniej mówiąc cząsteczki o
budowie kątowej z pojedynczymi wiązaniami tlen - wodór. Metan
wygląda podobnie, tyle, że zamiast tlenu ma w składzie węgiel i o 2
atomy wodoru więcej. Są to dość trwałe struktury. Pochłonięta porcja
promieniowania cieplnego przez ten czy inny gaz nie może "wydostać"
się na zewnątrz lub wydostaje się w niewielkim stopniu.
Bilans jest za ten
korzystny dla cząsteczki gazu. Energia promieniowania z zakresu IR
wzmaga ruchy rotacyjno - oscylacyjne ("z grubsza" obrotowe)
cząsteczek oraz ich ruch translacyjny (przesuwczy). Wskutek tego
wzrasta średnia energia kinetyczna molekuł, czyli, mówiąc potocznie
-wzrasta temperatura układu. Z fizycznego punktu widzenia
temperatura to miara średniej energii kinetycznej cząstek.
Zmagazynowane w ten sposób ciepło przyczynia sie właśnie do
powolnego, ale nieustannego ocieplania powietrza. To zjawisko to
wlaśnie wspomniany efekt szklarniowy. Ale dlaczego naukowcy i
ekolodzy, w tym Ekoradio zwracają przeważnie tylko na dwutlenek
węgla a nie na np. parę wodną? Aby odpowiedzieć na to pytanie należy
wspomnieć o koncentracji tych gazów w atmosferze. W przypadku pary
wodnej jest ona bardzo zmienna od zera do kilku procent. Natomiast
zawartość CO2 jest w przybliżeniu stała i wynosi około 0,05%.
Skąd ta różnica? Wynika
ona z faktu, iż para wodna to gaz bardzo łatwy do skroplenia: gazowa
woda prędzej czy później powróci na ziemię w postaci ciekłej (lub
stałej). Natomiast dwutlenek węgla jest w ziemskich warunkach gazem
nie ulegającym skropleniu. Toteż pozostaje cały czas w troposferze.
Na koniec wspomnę, że istnieje naturalny proces redukcji zawartości
CO2 - zachodzi on miliony lat a odpowiedzialne są za to koralowce.
Wiążą one gazowy dwutlenek węgla mówiąc poetycko "w skałę" - węglan
wapnia (CaCO3), który jest głównym składnikiem ich wapiennych
szkielecików.
Michał z Inowrocławia
Opracowując swoje
prognozy często asekuruję się pradawną wiedzą starych przepowiadaczy
pogody. Dzięki mojemu zainteresowaniu tą dziedziną wiedzy zdobyłem
również umiejętności interpretowania zdjęc satelitarnych, map
sytuacji atmosferycznej, itd. Technika ciągle pędzi na przód,
powsatają coraz sprawniejsze modele matematyczne, a moc obliczeniowa
maszyn ciągle zwiększa się. Jednak przyszłość i to nie tylko ta
meteorologiczna ciagle dla wielu owiana jest tajemnicą. Pytanie
które się teraz nasuwa brzmi czy zawsze tak będzie? Czy istnieje
jakaś granica, której przekroczenie umożliwi poznanie przyszłości,
choćby tej pogodowej? Ktoś kiedyś powiedział słowa które były, są i
chyba będą aktualne po wsze czasy, bowiem "tylko Bóg zna
przyszłość". Jest to dosc logiczne, bowiem Ktoś, kto stworzył
materię, czas i przestrzeń musiał znaleźć się poza światem
fizycznym.
Zmiany klimatyczne,
które dzieją się na naszych oczach są zaiste niepokojące. W zasadzie
mamy doczynienia już z nie tylko przyspieszającym ociepleniem, ale
samo przyspieszenie przyspiesza. Wszystko nabiera większego pędu,
lodowce topnieją w mgnieniu oka, zastanawiam się czy aby prastara
wiedza ma jeszcze jakieś odzwierciedlenie w dzisiejszym stanie
rzeczy, czy jej mądrość jest jeszcze reprezentatywna, a jeśli to w
jakim stopniu? W moim mniemamniu zakres zmian klimatycznych jest już
faktem, teraz najbogatsze kraje świata powinny skupić się na tym,
aby ten proces wyhamować, a potem być może zniwelować. Pytanie,
które cały czas pozostaje w gestii otwartej brzmi; czy zmiany
klimatyczne to niejako naturalny proces historii dziejów Ziemi?, czy
też wynik naszej działalności? Jeszcze do niedawna byłem przekonany,
że raczej pierwszy wariant, a wpływ działalności człowieka jest
relatywnie niewielki na te zmiany. Dziś zaczynam się wahać. Nie
możemy przecież bagatelizowac czy marginalizowac wpływu wielkich
potęg gospodarczych na klimat całej naszej planety. Coraz bardziej
utwierdzam się w przekonaniu, że wpływ działalności czlowieka na
przebudowę tego klimatu może byc bardzo znaczący. Chociaż w
przeszłości jak się okazuje wielkie ocieplenia także miały miejsce.
Pisałem już o tym wcześniej, ale przypomnę że świadczy o tym
Grenlandia, której nazwa oznacza przezcież nic innego jak Zielony
Ląd. Jest to niezbity dowód na to, że kilkaset lub kilka tysięcy lat
temu panował tam zupełnie odmienny klimat aniżeli dzisiaj. Jeśli
proces zmian klimatycznych jest sztuczny, to oczywiście jego główne
brzemię spada na wielkie potęgi tego świata i na kreje rozwijające
się jak np. Stany Zjednoczone i Chiny. Ale również my możemy wiele
zrobic aby ten proces w jakiejś mierze wyhamowac. Wystarczy trochę
determinacji i samodyscypliny, chociażby wyrzucając śmieci -
segregujmy je, a ilośc i jakość produkowanych śmieci świadczy
przecież o zamożności i świadomości społeczeństwa. Co ciekawe Polska
jest bardzo ubogim krajem w wodę pitną, ale jednocześnie mamy kilka
liczących się w świecie źródeł wody mineralnej. Wodę pitną w kranach
również powinniśmy oszczędzac, chociażby nie goląc się przy otwartym
kranie, zmywając naczynia nie pod wodą bierząca a misach zlewowych.
Nasza palneta nas zywi i chroni. Poi, karmi, lasy produkują tlen,
ale ten cały ekosystem bez naszej pomocy się rozreguluje.
Unicestwimy go, a przecież Ziemia została nam tylko wypożyczona na
pewien czas, naszej tutaj egzystencji. Musimy ją przekazać nastepnym
pokoleniom przynajmniej w takiej kondyncji w jakiej ją zastaliśmy.
Boże daj, aby była to kondycja lepsza, zdrowsza. Jeśli nie bedziemy
żyli na zdrowej Ziemi, oddychali czystym powietrzem, jedli zdrowej
żywności i pili czystej wody to bardzo szybko obróci się to
przeciwko nam. I tak ziarnko do ziarnka... A rozwiajnie przemyślu
farmaceutycznego? - to przecież nie tędy droga. Zadbajmy o przyczyny
a skutki znikną same. Co do najbliższej pogodwej przyszłości to
ciągle mam nadzieję, że trochę zimy bedziemy jeszcze mieli w drugiej
dekadzie lutego.
Pozdrawiam serdecznie
Marcin Fiałek
Z wykształcenia jestem geologiem, a ściślej hydrogeologiem i geologiem inżynierskim. W czasach, kiedy studiowałem na Wydziale Geologii UW program studiów na większości kierunków tego wydziału był skonstruowany tak, aby absolwenci mieli nie tylko wiedzę w zakresie wybranej specjalności, ale także ogólną wiedzę geologiczną. Na tzw. geologii technicznej mieliśmy także zajęcia z geologii historycznej z elementami paleontologii, mineralogii i petrografii, geomorfologii z elementami geologii czwartorzędu itp. Rozwodzę się trochę na ten temat, bo pragnę popolemizować z Panem na temat "efektu cieplarnianego". Jest to pojęcie z zakresu geologii oraz planetologii i określać się zwykło tym terminem taką sytuację w atmosferze w planety, gdy gromadzą się w niej gazy sprzyjające powstawaniu grubych i rozległych powłok obłoków oraz dochodzi do zatrzymywania wody w atmosferze. Taka sytuacja w historii geologicznej Ziemi na przestrzeni ostatniego 1 mld lat powstawała co najmniej kilkukrotnie, a na jej zmianę przychodziły okresy wielkich zlodowaceń. Ostatnie takie wahnięcia na dużą skalę miały miejsce na przestrzeni ostatnich 100-120 mln lat (kreda - pleistocen), a w skali drobniejszej w samym pleistocenie - 4 wielkie zlodowacenia przedzielone okresami ociepleń, nieraz bardzo dużych. Nie wolno zapominać, że ostatni lądolód ustąpił z ziem północnej polski raptem ok. 5000 p.n.e. Nawet dzisiaj przypuszcza się, że pod dnem jednego z jezior mazurskich (niestety nazwa wyleciała mi z głowy) zalega bryła martwego lodu, o czym miałaby świadczyć temperatura przy dnie - ok. 0 o C.
W ramach zajęć na studiach i późniejszego "dokształcania się" przedstawiano nam wyniki badań paleoklimatycznych i analiz pyłkowych, szczególnie w ostatnim okresie historii naszej planety, z których jednoznacznie wynikały spore wahnięcia klimatu na półkuli północnej. Ustąpienie lądolodu ze Skandynawii zmusiło, prawdopodobnie, mieszkańców zielonej dotychczas Sahary do osiedlenia się w dolinie Nilu - skończyły się pluwiały na Saharze. A patrząc na historię najnowszą pragnąłbym zwrócić Pańską uwagę na tzw. "małe optimum klimatyczne", które miało miejsce na przełomie I i II tysiąclecia n.e. To wtedy średnia temperatura była na tyle wysoka, że możliwa była uprawa zbóż na Grenlandii, co z kolei spowodowało osiedlenie się tam Wikingów. Z zapisków historycznych wynika, że w niektórych regionach Europy plony zbóż zbierano dwa razy do roku. Po tym okresie, gdzieś od XV w. rozpoczął się okres znacznego ochłodzenia, tzw. "mała epoka lodowcowa", podczas której zamarzał prawie cały Bałtyk i można było saniami dotrzeć na Bornholm, a nawet do Szwecji, a na lodzie stawiano karczmy, aby było gdzie się ogrzać.
Przedstawiam Panu te fakty aby próbować udowodnić tezę, iż obecne wahnięcia klimatyczne w naszym kraju i w ogóle na naszej planecie mieszczą się, jak na razie, w pewnej ogólnej normie geologicznej, nawet krótkookresowej, oraz paleoklimatycznej. Bardzo mi się w swoim czasie spodobało stwierdzenie prof. Olliera z Australii, że geolodzy na półkuli północnej mają "oczy zasypane osadami lodowcowymi". Trawestując to powiedzenie gotów jestem twierdzić, że my wszyscy mamy "oczy przesłonięte długością życia osobniczego człowieka" i zapominamy o geologicznej skali czasu. A nawet nie geologicznej - popatrzmy na otaczający nas świat "oczami" araukarii liczącej sobie 5000 lat, dębu mającego 700-800 lat lub 400-letniej lipy. Prawda, że będzie on wyglądał inaczej? Nie popełniajmy błędu XIX-wiecznych uczonych, którzy twierdzili, że już wszystko odkryto, i nie mówmy, że znamy odpowiedź na pytania związane z klimatem. Nobel temu, kto stworzy jednolity funkcjonujący i funkcjonalny matematyczny model naszej planety - litosfery, hydrosfery i atmosfery z uwzględnieniem oddziaływania czynników związanych z wnętrzem naszej matki Ziemi oraz z Wszechświatem. A więc schowajmy do szuflady efekt cieplarniany i mówmy o wahnięciach klimatu mieszczących się w pewnej długookresowej normie. Nie znaczy to, że nie widzę zagrożeń spowodowanych emisją do atmosfery przez przemysł i samych ludzi gazów cieplarnianych. Ale ich roczna emisja nie dorównuje solidnej erupcji wulkanu, np. Krakatau lub Santorini. Dobrze jest stosować "brzytwę Okhama".
Z wyrazami szacunku dla Pana i Pańskiej audycji
Jacek G |