Niezapominajki
To błękitne bajki
A szepczą Ci skromnie
Nie zapomnij o mnie
|
Tu informujemy o wydarzeniach i miejscach prowadzących nas do naszych tradycji i historii. Odwiedź niezapominajki świętokrzyskie! Dnia 1 września roku pamiętnego...
Dziś 1 września 2010 roku rocznica wybuchu II wojny światowej 1 września 1939 roku. Był to dzień pogodny i słoneczny, choć rankiem o wschodzie słońca nad Warszawą przechodziły ciemne chmury, z których wyleciały bombowce junkersa i około 4.00 rano zrzuciły pierwsze bomby również na Warszawę. II wojna światowa zmieniła świat, Europę i Polskę. Rzadko wspominamy w mediach i prasie, iż w przeliczeniu na 1000 mieszkańców swego kraju Polska poniosła największe straty w zabitych i wywiezionych ludziach oraz zniszczonym bogactwie materialnym. Krajobrazy tamtej Polski należały do piękniejszych w Europie, były różnorodne i w każdej dzielnicy inne. Piękne dwory ziemiańskie, bogate wsie chłopskie zwane ulicówkami, liczne spiętrzenia wodnych elektrowni, młynów, tysiące hektarów stawów i rzeki pełne łodzi, tratew i życia nadbrzeżnych wsi i miasteczek.
Dziś tego krajobrazu nie odtworzymy, chociaż na pewno warto ożywiać tak zwaną głęboką ekologię, a więc sięgać do ocalałych miejsc i widoków, a może niektóre nawet odtwarzać... To prawda, że tamta Polska była biedna, zwłaszcza w byłym zaborze rosyjskim. Stosunkowo najlepszy los przypadł Polakom w zaborze austro-węgierskim. Nie mieliśmy elektrowni, nie mieliśmy dróg bitych, a więc szos, a tym bardziej autostrad. Była natomiast nowoczesna sieć kolejowa dróg żelaznych, a przejeżdżające pociągi dawały okazję do sprawdzenia punktualności własnych zegarków. Restauracje na stacjach kolejowych słynęły z kuchni i przyciągały nie tylko podróżnych, ale również mieszkańców okolicznych miasteczek, czy nawet niewielkich wsi.
Wówczas w Polsce żyło dużo ludzi, którzy podpisywali się "krzyżykami", ale przez 20 lat wolnej Polski do 1939 roku każda nowa szkoła, zwłaszcza na wsi była okazją do świętowania radości po jej otwarciu. Istniały słynne uniwersytety, które gromadziły polską inteligencję tak okrutnie i starannie zniszczoną przez wrogów z zachodu i wschodu.
Od 20 lat znów i to po raz drugi w ciągu jednego wieku jesteśmy wolnym krajem, ale te 20 lat nauczyło wielu, iż wolność wymaga dużych umiejętności od całego społeczeństwa. Wolność można zdobyć, ale jeszcze trudniej ją pielęgnować. Pamiętajmy o tym nie tylko dzisiaj - "dnia 1 września roku pamiętnego wróg napadł na Polskę z nieba wysokiego".
Pociąg do
wolności - 1920r.
To jest właśnie pociąg jadący przez dolinę
Skawy w okolicach Jordanowa. Jest on replliką pociągu, którym w sierpniu
1920 roku ochotnicy z Małopolski jechali na wojnę z Bolszewikami. Według
"Gazety Krakowskiej" jego trasa wiodła od Chabówki przez Kraków do
Warszawy Wileńskiej i Radzymina.
Robert K. Leśniakiewicz
Król Jagiełło wraca do Puszczy Kozienickiej
Zbliża się czas wielkiej rocznicy 600-lecia Bitwy pod Grunwaldem. Wśród wielu inicjatyw w całej Polsce wymienić warto starą miejscowość - Jedlnia koło Kozienic, w słynnej puszczy, gdzie często przebywał Król Władysław Jagiełło, mając tam nawet swój dwór. Przez Jedlnię prowadziła trasa przejazdu Króla Jagiełły z Krakowa do drugiej stolicy Rzeczpospolitej Obojga Narodów- Wilna. W Jedlni inicjatywa mieszkańców oraz miejscowego proboszcza, a także samorządu gminy Pionki, doprowadziła do odsłonięcia specjalnego pomnika W. Jagiełły. Wici Jedlnieńskie 2010 roku
Starożytnym obyczajem obwoływano w Polsce pospolite ruszenia, rozsyłając wici. Od XV w., gdy nauka pisania i czytania znakomicie się w kraju rozszerzyła, wiązano do wiechy czyli wici, listy z pieczęcią panującego, które możny obwoływał na "miejscach zwykłych'', to jest po starostwach, urzędach i dworach urzędników ziemskich. Król przesyłał takie wici wojewodom i starostom, a oni rozsyłali je w swoich ziemiach i powiatach. Wić miała symboliczne znaczenie rózgi czyli kary w razie nieposłuszeństwa rozkazowi. Niestawającym groziła utrata życia i dóbr. (r. 1510). Najdawniejszą i najciekawszą naukę o wiciach zawiera dokument małopolski z roku 1325. Prawo z r. 1520 stanowi, że wici troiste generalną wojnę uprzedzić mają. Gdy więc stany sejmujące uchwaliły pospolite ruszenie, wtedy król (a w bezkrólewiu prymas) rozsyłał troje wici każde z osobna, co dwa tygodnie jedna po drugich. Pierwsze i wtóre wici nakazywały wzajemną gotowość. Trzecie wzywały do Natychmiastowego ruszenia, wskazując miejsce zboru. Tam każda ziemia czyniła popis przed swym kasztelanem, a województwo całe przed wojewodą, i pod wodzą swych kasztelanów i wojewody ciągnęło rycerstwo na miejsce wskazane przez króla, gdzie król i hetmani obejmowali dowództwo. Kto miał dobra w kilku ziemiach, ten stawał osobiście z tych dóbr, gdzie go wici zostały. Z innych zaś, na zachodzie uchwały sejmowe z r. 1510, winien dać zastępcę. W razie nagłej potrzeby sejm dozwalał królowi jedne wici za dwoje lub troje, jak to np. wydarzyło się za Zygmunta Starego w r. 1544. W r. 1595 uchwalono jako wysłane być mają wici trzecie pod odjazd króla z Korony, gdyby nieprzyjaciela pospolitem ruszeniem odegnać przyszło (Vol. leg. II, f.1400). Encyklopedia staropolska Z. Gloger. Mając w trwałej pamięci nasze starożytne obyczaje, zapraszamy wszystkich mieszkańców naszej wioski, a także mieszkańców Ziemi Radomskiej i innych Ziem ościennych do uroczystych obchodów " Sześćsetlecia bitwy pod Grunwaldem'', które będą miały miejsce w tym roku w Polsce. Jednym z takich miejsc będzie Jedlnia. Drodzy Rodacy! Zawsze będziemy radzi Was witać i gościć najserdeczniej - po staropolsku. Pragniemy bardzo, aby ukochana szczególnie przez króla Władysława Jagiełłę wieś, stała się miejscem spotkań, miejscem dla nas wszystkich pamięci wspaniałych dziejów naszej Ojczyzny. Przybywajcie do nas, abyśmy mogli wspólnie z myślą o przeszłości i piękną nadzieją przyszłości zaśpiewać cudowną pieśń "Bogurodzica'' : "Bogurodzica, Dziewica, Bogiem sławiena Maryja, Twego Syna, Gospodzina, Matko zwolena, Maryja, Ziści nam, spuści nam, Kyrie elejson. Twego dziela Krzciciela, Bożycze, Usłysz głosy, napełń myśli człowiecze, Słysz modlitwę, jąż nosimy.'' Zapraszają: Parafia św. Mikołaja w Jedlni i Stowarzyszenie „Jedlnia”.
Warszawa -
miasto z martwych powstałe
Historyczna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego - sierpień 1944. Stolica Polski w swej kilkuset letniej historii była często uczestnikiem dramatycznych walk i zmagań. Często była nawiedzana przez obce armie, które zdobyciem i podpaleniem Warszawy chciały zakończyć istnienie naszego państwa. W ciągu ostatnich setek lat kilka razy oblegano Warszawę i niszczono. Dziś patrzymy na wspaniałe, nowoczesne miasto, może jeszcze pełne chaosu, ale tak się dzieje często, kiedy siły wychodzą naprzeciw nadziejom.
Zdjęcia pochodzą z albumów zdjęć lotniczych Marka Ostrowskiego pt. Spojrzenie Warsa oraz Pokolenie Varsovia.pl (Tryptyk Warszawski) .
Zostały wykonane przez
autora lub pochodzą ze zbiorów Archiwum Państwowego m.st. Warszawy.
Więcej zdjęć Warszawy
współczesnej można znaleźć na
www.samper.pl w
zakładkach Warszawa z lotu orła oraz Tryptyk Warszawski.
Zdjęcia przedstawiają:
panoramę Warszawy we
wrześniu 1944 r. a więc w momencie powstania Warszawskiego.
Kolejne zdjęcie przedstawia
fragment Warszawy z dużym jasnym obszarem u góry zdjęcia (to obszar
zburzonego getta). Ostatnie zdjęcie przedstawia zburzony rejon Starego
Miasta i zamek , a także z lewej strony kadru obecny Plac Zwycięstwa ze
stanowiskami artyleryjskimi i okopami.
W przedwojennym warszawskim kabarecie kilka lat do wybuchu II wojny światowej śpiewano piosenkę dziś już zapomnianą, która zaczynała się od słów: ...Warszawo, ty moja Warszawo, tyś miastem mych marzeń i snów... Być może, że jesteśmy blisko tych marzeń...
Korzystając z tych historycznych dni wybuchu Powstania Warszawskiego i II wojny światowej, zamieszczamy poniżej apel bibliotekarzy Biblioteki Głównej Uniwersytetu w Szczecinie - polskim mieście od 1945 roku, gdzie podjęto nasz pomysł uznania znaku polskiej niezapominajki w specjalnym święcie każdego roku 15 maja. Apel kierowany jest do wszystkich bibliotekarzy w kraju. Pomysł znakomity, czekamy na odzew...
Niezapominajkowy Apel 2011
Uwaga, uwaga, Nauczyciele! Bibliotekarze! Mamy wspólne cele. Od zarania dziejów drogi nasze zbieżne I instytucje mamy współzależne.
Łączą nas ludzie i to im będziemy Szeptać, jakie Natura ma problemy. A przy okazji „Niezapominajki” W myślach dzieci zakwitną eko-bajki.
Młodzi dzięki nam docenią, co mają Starsi przez ciekawość się zatrzymają. Piętnastego maja każdego roku Jakby za sprawą Boskiego wyroku
Niezapominajka ma swoje święto Słusznie bardzo, że jej nie pominięto. Spiritus movens – Redaktor Zalewski Dziesięć lat temu dał pomysł niebieski.
Błękitna laguna w maju powraca Dodam, że jest to wielu miast współpraca, Której owocem jest wiedza tajemna I satysfakcja dla wszystkich wzajemna.
Niezapominajka uczy i bawi. Dostarczy wzruszeń, wielu zaciekawi. Dlatego warto, by udział w tym święcie Wzięli ludzie z naukowym zacięciem.
Szczecin, 26 lipca 2010 r. Marta Sztark-Żurek (bibliotekarz) Pamiętamy o Wykusie Już w najbliższy weekend (12-13 czerwca 2010), na uroczysku Wykus i w Wąchocku odbędą się uroczystości poświęcone zgrupowaniom partyzanckim AK „Ponury- Nurt”.
Starachowicki
Urząd Miejski, który w tym roku dołączył do grona współorganizatorów
uroczystości przygotował inscenizację, którą będzie można obejrzeć na
Wykusie w sobotę o godz. 15. 12 CZERWCA (SOBOTA) – WĄCHOCK, WYKUS
Kapliczka na Wykusie, fot. M. Ossowska Uroczystości 65-lecia powstania WOP odbyły się w Jasielu W czwartek 10 czerwca w nieistniejącej wsi Jasiel na terenie rezerwatu „Źródliska Jasiołki” odbyły się uroczystości patriotyczne upamiętniające 65-lecie powstanie Wojsk Ochrony Pogranicza. Na terenie rezerwatu znajduje się pomnik żołnierzy WOP poległych w walkach i pomordowanych przez ukraińskich nacjonalistów w roku 1946. Ponad 64 lata temu na terenie Jasiela miała miejsce tragiczna w skutkach potyczka żołnierzy i milicjantów polskich z oddziałami UPA, w wyniku której śmierć poniosło 72 Polaków. Przed obeliskiem upamiętniającym te wydarzenia odbyły się uroczystości, w trakcie których przypomniano tragedię sprzed lat i oddano honory poległym. Delegacje uczestników złożyły wieńce i kwiaty. Wieniec w imieniu dyrektora RDLP w Krośnie złożyła Krystyna Kiełtyka, zastępca dyrektora ds. ekonomicznych. Oddano też hołd kurierom beskidzkim, których pomnik znajduje się na obszarze tegoż rezerwatu. W trakcie uroczystości odznaczono osoby zasłużone dla upamiętniania miejsc walki i męczeństwa oraz dla współpracy ze środowiskami kombatanckimi. Wśród uhonorowanych znaleźli się: Maria Szkutnik, zastępca nadleśniczego i Bogusław Famielec, nadleśniczy Nadleśnictwa Rymanów – jednostki która od wielu lat dba o miejsca pamięci narodowej w Beskidzie Niskim. Uroczystości uświetnił występ uczniów ze szkoły w Jaśliskach oraz koncert orkiestry dętej PGNiG w Sanoku. Organizatorami uroczystości byli: Starostwo Powiatowe w Sanoku, Zarząd Rejonowy ZBŻZiORWP w Sanoku, Wójt Gminy Komańcza i Nadleśnictwo Rymanów Edward Marszałek rzecznik prasowy RDLP w Krośnie W centrum dawnej wsi, w miejscu spalonej placówki WOP w Jasielu, stoi dziś pomnik wopistów z wypisanymi nazwiskami 72 żołnierzy, którzy zginęli w marcu 1946 roku. W dniu 17 marca dowództwo jednostki wojskowej w Sanoku otrzymało wiadomość o zamierzonym napadzie połączonych sił UPA na strażnicę w Jasielu, gdzie stacjonowało 30 żołnierzy. Podjęto decyzję o ewakuacji tej placówki do Komańczy. Zebrano eskortę w sile 68 żołnierzy i milicjantów. Grupa ta w dniu 19 marca po przebyciu prawie 20 km dotarła do Jasiela. Nazajutrz rankiem, po spakowaniu sprzętu i dokumentacji, zarządzono wymarsz oddziału. Gdy kolumna wyszła poza obręb wsi, wpadła w zasadzkę połączonych sotni „Bira”, „Hrynia” i Mirona” liczących ponad 500 ludzi. W walce zginęło 3-5 żołnierzy. Trzem udało się uciec na stronę czechosłowacką. Po wyczerpaniu się amunicji 94 żołnierzy i milicjantów upowcy wzięli do niewoli. Wszystkim związali ręce drutem telegraficznym i w kolumnie odprowadzili do Moszczańca. W nocy skrępowanych żołnierzy przetrzymywano na mrozie, oficerowie byli katowani podczas przesłuchania. Następnego dnia 20 jeńców w samej bieliźnie wypuszczono na wolność. Pozostałych wyprowadzono w okolice wioski Wisłok Wielki i nad wykopanym dołem rozpoczęto egzekucję, zabijając ich strzałem w tył głowy. Tylko jeden człowiek – strzelec Paweł Sudnik – zdołał uciec, w momencie strzału przeskoczył swój niedoszły grób i lekko ranny uciekał na oślep. Po kilku dniach, boso i bez ubrania, przybył do sztabu jednostki i zdał relację z tragedii. W jednym zbiorowym grobie odkryto później 36 zwłok. Do tej pory nie wyjaśniono losów 30 żołnierzy. O tych zdarzeniach przypomina dziś pomnik stojący w miejscu dawnej placówki wojskowej. W czasie ostatniej wojny przez Jasiel prowadził szlak kurierski na Węgry. Chodzili tędy m. in. miejscowi leśnicy zaangażowani w działalność konspiracyjną. Wielu z nich, jak choćby Wojciech Grodziński, leśniczy z Jaślisk, przypłaciło swą służbę życiem. Między innymi dla uczczenia ich pamięci w 1981 roku PTTK Brzozów postawiło tu obelisk „Kurierom beskidzkim AK 1939-1944”. Ciekawostką jest, że funkcję leśniczego w Jasielu sprawuje obecnie Paweł Grodziński, wnuk tragicznie zmarłego kuriera, Wojciecha Grodzińskiego.
Zamordowany w Kozielsku... Ostatnia tragedia narodowa jest dobrą chwilą na przypomnienie Polakom sylwetki profesora Andrzeja Pisarskiego, który został zamordowany w Kozielsku. Jest to jedna z najważniejszych postaci w historii miejscowości Jeżów. Profesor Andrzej Pisarski urodził się w Jeżowie 22 września 1908 roku w rodzinie Walentego i Cecylii Pisarskich. W Jeżowie spędził lata dziecięce i szkolne. Dalszą edukację realizował w Gimnazjum Bolesława Prusa w Skierniewicach. Był zdolnym i ambitnym uczniem, więc korepetycjami zarabiał na swoje utrzymanie. Gimnazjum w Skierniewicach ukończył prawdopodobnie w 1928 roku. 1 października tego samego roku został przyjęty w poczet studentów Politechniki Warszawskiej. Jednakże w następnym roku akademickim Andrzej Pisarski podjął studia na Uniwersytecie Poznańskim na Wydziale Matematyczno- Przyrodniczym. W dniu 18 czerwca1934 roku uzyskał dyplom magistra filozofii w zakresie matematyki. Następnie po odbyciu stażu w charakterze zastępcy asystenta przy Instytucie Matematycznym w Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym Uniwersytetu Poznańskiego oraz pracy nauczycielskiej w Prywatnym Gimnazjum Żeńskim Sióstr Urszulanek w Stanisławowie, poddał się egzaminowi na nauczyciela szkół średnich i zdał go z wynikiem pozytywnym. Było to 11 maja 1939 roku. Po zdanym egzaminie pracował w Gimnazjum w Gnieźnie. Był już wtedy gruntownie przeszkolony wojskowo w Szkole Podchorążych Rezerwy Piechoty w Zambrowie. Awansowany na stopień plutonowego podchorążego w 1930 i podporucznika rezerwy w 1939 roku. Miał przydział do 55 Pułku Piechoty stacjonującego w Lesznie i w Rawiczu. Odbył również szkolenie w 82 Syberyjskim Pułku Piechoty im. Tadeusza Kościuszki w Brzesku nad Bugiem. Ostatnie w wolnym kraju wakacje w 1939 roku spędził w Jeżowie pomagając rodzicom w pracach polowych. Tu dotarła do niego karta mobilizacyjna do macierzystej jednostki. Był to jego ostatni pobyt w rodzinnym Jeżowie. W drugiej połowie września 1939 roku spotkał przypadkiem jednego z członków rodziny na szlaku bojowym w okolicach Kowla. Nie słuchał namowy do ucieczki przed zbliżającymi się wojskami sowieckimi. Jako prawdziwy Polak i patriota pozostał wiernym przysiędze wojskowej i swoim przekonaniom. W jakich okolicznościach został aresztowany i wzięty do niewoli, tego nie wiadomo. Jako jeden z 245 więźniów znalazł się w obozie dla internowanych w Kozielsku. Pisał stamtąd listy do swojej narzeczonej Janiny Miodowicz. Korespondencja została przerwana na początku 1940 roku. W listopadzie tego samego roku pani Miodowicz prosiła Genewski Czerwony Krzyż o rozpoczęcie poszukiwań podporucznika Pisarskiego. Szwajcarski Komitet otrzymał również prośby o ustalenie losu syna i miejsca jego pobytu od ojca Walentego i siostry Anieli. Ale świat jeszcze nie wiedział, jakie mroczne tajemnice kryły lasy koło Smoleńska. Prawdopodobnie dotarł tam z transportem jenieckim na rozkaz Berii, który wydał decyzję nakazującą utworzenie specjalnych obozów przejściowych i rozdzielczych dla polskiej inteligencji, korpusu oficerskiego, policjantów, służby granicznej i więziennej. Andrzej Pisarski dzielił tragiczne losy z innymi więźniami, o których doli też nic nie było wiadomo. W końcu listopada 1939 roku pozwolono internowanym wysłać po jednym cenzurowanym liście do rodzin. Korespondencja urwała się w marcu 1940 roku. Dziś wiemy, że przyczyną tego była akcja NKWD mająca na celu likwidację jeńców polskich w Kozielsku, Ostaszkowie, Starobielsku. I tylko najbliżsi przez całe lata poszukiwali i opłakiwali syna, brata, narzeczonego - żywiąc nadzieję, że może przeżył, że się odnajdzie i powróci do domu. Czas płynął nieubłaganie i nadzieja była coraz mniejsza, aż znikła całkowicie. Wszyscy dowiedzieli się ,że Andrzej Pisarski nie żyje, ale nie mogli o tym mówić. Bo było to niepoprawne politycznie. Przez wiele lat o ofiarach Golgoty Wschodu oficjalnie milczano. Dopiero teraz w czasach III Rzeczpospolitej możemy chyląc czoło nad tą największą ofiarą złożoną na ołtarzu Ojczyzny wyraźnie wskazać winnych tych zbrodni. Naszym obowiązkiem jest czcić pamięć bohaterskiego mieszkańca Jeżowa śp. Andrzeja Pisarskiego i przekazywać ją młodemu pokoleniu. Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie… Dzięki uprzejmości rodziny materiały zebrała i opracowała B. Kencler
„A Cergowa patrzy i myśli co się tutaj dzieje” Niezapominajkowa Droga Krzyżowa dukielskich uczniów Niezapominajkowe akcje mają na celu przypominać o naszych wielkich Polakach ,o tradycjach, zabytkach, kulturze i pięknej przyrodzie ojczystej. 31 marca 2010r wszyscy uczniowie LO im. Świętego Jana z Dukli udali się wraz z nauczycielami na Górę Cergową ścieżką „Do Złotej Studzienki” na niecodzienną Drogę Krzyżową upamiętniającą 5 rocznicę śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II. Krzyż brzozowy i kwiaty niezapominajek wykonali uczniowie Koła Ekologów. A modlitwy i rozważania do każdej stacji drogi krzyżowej przygotowali uczniowie wraz z katechetą. Trud pokonania wejścia, modlitwa, zaduma, w pięknej scenerii góry Cergowej były ofiarowane w hołdzie Ojcu Świętemu. Pogoda była wymarzona ,łanowo kwitnące wiosenne rośliny: fioletowy żywiec gruczołowy ,białe śnieżyce wiosenne i niebieskie cebulice dwulistne dopełniały tę uroczystość. Woda źródlana od naszego patrona mająca szczególną moc przy Złotej Studzience umocniła nas w przekonaniu jak ważne jest to miejsce umiłowane przez Ojca Świętego i Świętego Jana. Uczniowie Koła Ekologów od 5 lat składają wiązanki własnoręcznie wykonanych niezapominajek przy pomniku Ojca Świętego. Katecheta O. Dobromił Godzik Opiekun Koła Ekologów Maria Walczak
W 70 rocznicę wielkiej deportacji leśników z Kresów Wschodnich Dziś – 10 lutego - mija 70 lat od przeprowadzenia przez okupacyjne władze ZSRR zakrojonej na wielką skalę pierwszej deportacji Polaków zamieszkałych na dawnych terenach wschodnich Polski. Przygotowana przez NKWD i inne służby radzieckie operacja w szczególności dotknęła pracowników administracji leśnej. Po kampanii wrześniowej 1939 r. i zajęciu polskich Kresów, Sowieci, w wyniku „spreparowanych” wyborów, umożliwili objęcie władzy cywilnej miejscowym aktywistom komunistycznym, których większość miała porachunki z Polakami. Z pomocą lokalnej władzy szczebla podstawowego, NKWD sporządzała listy „wrogów ludu pracującego” i „źle nastawionych” do ZSRR patriotów polskich, przeznaczonych do pilnego usunięcia z okupowanych terenów. Na listach figurowali wszyscy Polacy, których status życiowy był ponadprzeciętny. Oprócz właścicieli ziemskich, osadników-piłsudczyków, policjantów, wojskowych, kombatantów wojny 1920 r., nauczycieli, urzędników państwowych i służb mundurowych, znaleźli się na nich prawie wszyscy leśnicy i to od szczebla gajowego poczynając. Właśnie administracja leśna zdawała się być elementem najbardziej podejrzanym, jako potencjalni niedawni szpiedzy i agenci polskiego wywiadu. Już od jesieni 1939 r. miały miejsce częste aresztowania kresowych leśników, kończące się przeważnie wyrokami śmierci. Globalna gehenna rodzin leśników, którzy według przygotowanych list „poszli na pierwszy ogień” rozpoczęła się niespodziewanie w noc 9/10 lutego 1940 r. w wyznaczonym terminie pierwszej deportacji. Dotknęła 75% leśników na Kresach. Przebieg akcji wywózki był wszędzie podobny. Nad ranem, pod dom leśnika przybywało kilku enkawudzistów z przedstawicielem miejscowej władzy, którego zadaniem była identyfikacja członków rodziny. Łomot do drzwi, brutalne wkroczenie, wrzaski i rewizja za kosztownościami i koniecznym dowodem, mogącym posłużyć przeciwko domownikom, to wszystko paraliżowało wyrwaną ze snu, zaskoczoną i zastraszoną rodzinę. Konsekwencją odnalezienia czegoś podejrzanego, było aresztowanie z poleceniem szybkiego spakowania się i załadunku niezbędnego do podróży bagażu na podstawioną podwodę. W końcu rozpacz, lament i wymarsz pod eskortą do najbliższej stacji kolejowej. Po sowieckiej stronie Bieszczadów, dobitnym tego przykładem była choćby załoga państwowego Nadleśnictwa Brzegi Dolne, gdzie wywózką objęto całość obsady tego nadleśnictwa z rodziną nadleśniczego Józefa Stracha włącznie. Nie wszystkim zesłańcom, stłoczonym w bydlęcych wagonach-„tiepłuszkach”, udało się dotrzeć na miejsce „spiecposielienija” w dalekiej Syberii i Kazachstanie. Wielu zmarło w drodze podczas kilkutygodniowej podróży w głodzie i chłodzie. Na ironię losu większość leśników, „zgodnie z kwalifikacjami”, zatrudniono w swoim zawodzie w Liespromie do katorżniczej pracy przy wyrębie lasu. Wyśrubowane normy pracy i surowe warunki życia były powodem dużej śmiertelności. Niewielu leśnikom-zesłańcom udało się wyrwać z nieludzkiej ziemi. Pierwszym „szczęśliwcom” powiodło się po pogłosce o formowaniu się korpusu gen. Andersa. Walczyli później w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie. Ci którym udało się przeżyć w tajdze do końca wojny, zwalniani pojedynczo wracali do kraju w przeciągu lat 1946-52. Jednak tysiące leśników i ich rodzin, których nawet personalia nie są ustalone, zmarło. Bez godnego pochówku spoczęli w bezkresach Syberii. Ich kości skrywają mchy. Brak jest wyczerpujących opracowań dotyczących strat poniesionych przez leśników zesłanych w głąb ZSRR. Przyjmuje się, że deportacje ze wschodnich terenów Polski objęły 45,5 tys. leśników i robotników leśnych oraz 67,8 tys. członków ich rodzin, co stanowi 75 % zatrudnionych. My leśnicy nowego pokolenia winniśmy pamiętać o losach leśników tamtego okresu. Tekst: Edward Orłowski Nadleśnictwo KomańczaPrzy pomniku Ojca Świętego w Dukli ,uczniowie LOP przy LO Dukla złożyli wiązanki niezapominajek, własnoręcznie wykonane z włóczki. fot. Maria Walczak Sierpień - miesiąc bogatej historii Polaków
Kiedy wspominamy tylko ostatnie 100 lat historii Polski, to okaże się, że bardzo wiele historycznych wydarzeń działo się właśnie w sierpniu. Przede wszystkim w sierpniu 1920 roku toczyła się bitwa polskiego wojska tak niedawno sformowanego w 1918 roku, z nacierającą czerwoną armią. Bitwa, która niewątpliwie uratowała Europę od sowietyzacji. Czym to groziło, wiemy dobrze patrząc na dzieje Polski ludowej utworzonej układami jałtańskimi. Ale w sierpniu również i to wcześniej I Brygada Józefa Piłsudskiego wyruszyła z Krakowa do Kielc, w sierpniu też mieliśmy wielki protest stoczniowców w Gdańsku i powstanie Solidarności. Można byłoby jeszcze wiele wydarzeń ważnych dla Polski i Polaków połączyć właśnie z sierpniowymi kalendarzami. A przecież 15 sierpnia jak co roku od kilku wieków pielgrzymi podążają na Jasną Górę.
Oto znak przypominający bohatersko żołnierzy w Bitwie Warszawskiej w sierpniu 1920 roku. Był to rzeczywiście szczególnego rodzaju Cud nad Wisłą wspierany różnego rodzaju zbiegami okoliczności! Ale my w EkoRadio nie wierzymy tylko w zbiegi okoliczności.
„BOROWNICA” - Dzieciaki –szybko! Nie będziem tu siedzieć, jak Niemce majo iść. Zabierać się, idziemy do ciotki Witki, do Borownicy! Opuściliśmy nasz dom 5 września. Tamto lato było bardzo ciepłe – długo można było biegać boso po rżysku i słuchać wieczornych koncertów świerszczy. Wyruszyliśmy rano, San przekroczyliśmy bez kłopotów. To, co dla nas okazało się przychylnym zrządzeniem losu, dla innych było katastrofalnym załamaniem strategii. Tak jak i my przez rzekę mogły bez trudu przeprawiać się wojska niemieckie. Nasz wróg, który w mojej głowie, głowie ośmiolatka, jawił się jak duch- ogromny, zły, w aureoli niepokojów dorosłych, poważnych i suchych komunikatów radiowych, tłumów ludzi uciekających przed nim – tak jak i my wtedy. Nasza całodniowa wędrówka przez cienkie łańcuszki leśnych duktów, przez rude miedze i smutne ciemną zielenią łąki była rozczarowaniem. Borownicka organistówka ciotki Wici, przycupnięta jak maleńki osesek przy barczystym ojcu – wieży kościoła w centrum wsi, nie była dobrym miejscem na przeczekanie wrześniowej nawałnicy. Przez kolejne dni przechodziły drogą kolumny wojsk polskich: zmęczonych, poobijanych, niemrawych. Ciotka i mama, natchnione przeczuciem sobie tylko wiadomym, które sercom matek każe wyczuwać niebezpieczeństwa zagrażające ich dzieciom, zdecydowały, że opuszczamy organistówkę i idziemy do kuzynostwa – kilka kilometrów od Borownicy.
- No - westchnęła z wyraźną ulgą ciotka, kiedy dotarliśmy na
miejsce. Jaką zawieruchę? – pomyślałem. (…) - Panie pułkowniku! Melduję posłusznie: ostatnie nasze jednostki przeszły przez San! Zatrzymajmy się gdzieś, bo nam chłopcy padną w drodze! To my 17 pułk piechoty. Idziemy tak już cztery dni, setki kilometrów. Jesteśmy nieludzko zmęczeni, głodni, nieposłuszni. Mundur uwiera, pas poluźniony, buty palą. Mauser ciężki, tornister ciężki. Spać, spać, spać – tylko to pragnienie wybija rytm marszu. - Dobrze, zatrzymamy się w tym folwarku. Zarządzam postój, całodniowy. Wyruszamy przed nocą. Zwiad bada drogę na Jawornik. - Panie pułkowniku melduję, że drogą na Jawornik nie przejdziemy! Cała zawalona taborem! W Jaworniku Niemcy. Kotarba pochylił się nad mapą. - Zostawić tabor. Zabrać tylko wozy amunicyjne i kuchnie. Idziemy lasem, na Borownicę. Maszerujemy całą noc. Ciągle tylko góra, dolina, góra, dolina. Psia mać!! Kark kolegi z przodu pojaśniał trochę, zaczyna świtać. Wrócił zwiad. - Panie podpułkowniku. Niemcy we wsi, w rejonie kościoła. W sile jednego plutonu. Śpią. Bierzemy ich? - 4 kompania i kompania kapitana Gwoździka. Po opanowaniu terenu i rozbrojeniu Niemców zająć stanowiska nad kościołem. -Tak jest! Szybko! Cicho! Podkradamy się jak najbliżej. Krew pulsuje, żelazo już nie ciężkie, nogi pędzą. Coraz prędzej w zwartym szyku. Łup, łup, łup, biegniemy, są, są już blisko. Dawać ich! Gin, gin! Ra ta ta, ra ta ta! Dobra! Mamy ich! Wstrzymać ogień!! Uwaga! Wracają Niemcy! Ognia! Dawaj go! Raz, raz, raz! Tutaj! Bardziej na prawo! Dawaj, dawaj! Granaty! Bach! Niemcy ciągle podwożą piechotę. Erkaem pracuje nieustannie! Polka jak jasna cholera! Meldunek do dowódcy: tą drogą się nie przebijemy. Decyzja: kierować oddziały na Czarny Potok. Ruszaj! Spróbujemy przez las! Prusaki ściągnęli artylerię: łoją niemiłosiernie, sukinsyny. Kto jest- szybko - dowódca wzywa na naradę. - Nie damy rady przedrzeć się całym pułkiem. Musimy rozformować oddziały i małymi grupkami próbować się przebić. Na razie utrzymajmy to piekiełko do zmroku.
Ale cisną! Cofamy się w las. Podchodzi nas piechota. Ciągle
świst pocisków, krzyk, jęk, rannych przybywa, ręce parzą od
lufy karabinu, maxim huczy jak opętany. A tamci coraz
bliżej. Krzyczymy, w pełnej świadomości wyboru śmierci: hurraaaa!! Pą! Dziki świst miękko plusnął. Szarpniecie powaliło na plecy. W ustach zamiast okrzyku bulgotać zaczyna krew, czuć jej metaliczny smak, słyszę - bach, bach- pulsują skronie, coraz wolniej. Żołnierska dusza szarpie się z ciałem, stygnie wściekłość strach, szum, pachnie mech. Oho! Tu zostanę. Cisza. Nie ma nas. (…) Kiedy, wracając do organistówki, dotarliśmy pod kościół ujrzałem całą masę martwych żołnierzy polskich. Leżeli ciasno, jeden przy drugim spleceni przez wroga w ostatnim braterskim uścisku. Ten obraz ciał zmasakrowanych, zakrwawionych, oczu nieobecnych, ust zastygłych w niewydanych okrzykach i grymasach bólu wbił się w moje serce jak bagnet: mocno i na zawsze. Sznela! Sznela! – wokół słychać było groźne popędzanie Niemców. Pamiętam ten paraliżujący strach, mam przed oczami tę łąkę. Wreszcie doszliśmy do schodów. Popatrzyłem w dół a tam, jak szkarłatny potok, płynęła krew. Krew. Wokół drogi pełno było okopów, w nich porzucony sprzęt i mnóstwo łusek. Kiedy raz potknąłem się, nieomal nie upadłem, ukradkiem zamknąłem w dłoni kilka z nich – mój najboleśniejszy talizman, moją bliznę po bitwie. Małgorzata Kaczorowska Specjalista SL ds. technicznych Nadleśnictwo Dynów RDLP w Krośnie Borownica- niewielka wieś w powiecie Przemyskim, gminie Bircza. Tutaj 12 września 1939 roku 17 pułk piechoty 24 dywizji Piechoty Armii Karpaty pod dowództwem ppłk. Dypl. Benjamina Kotarby stoczył z nieprzyjacielem swa ostatnią walkę. Pułk wycofywał się w rejon Przemyśla jako ostatnia jednostka 24 DP. W Borownicy natknął się na stacjonujące tam wojska niemieckie , podjął z nimi walkę i został rozbity.
W roku 1945 oddziały UPA zaatakowały wieś , kilkudziesięciu
mieszkańców zamordowano, Dziś wieś liczy kilkadziesiąt domów i zamieszkuje ją ponad 100 mieszkańców. Autor: Małgorzata Kaczorowska. Ukończyła Akademię Rolnicza w Krakowie. Jako leśnik pracuje od roku 2007 w Nadleśnictwie Dynów, gdzie m.in. zajmuje się edukacją leśna i promocją Nadleśnictwa.
OBCHODY 70 -TEJ ROCZNICY WRZEŚNIA 1939r. w Jeżowie 70. rocznica września 1939r. to okazja do refleksji i wspomnień ofiary żołnierzy Armii Łódź i cywilnych mieszkańców ościennych gmin, poległych w obronie Niepodległej Polski.
Staraniem władz gmin: Dmosin, Jeżów, Koluszki i Lipce Reymontowskie tegoroczne obchody rocznicy tragicznych wydarzeń – września 1939r., zorganizowano wyjątkowo uroczyście. 8 września 2009r. odbył się I etap rajdu młodzieży gimnazjalnej z Dmosina, Jeżowa, Lipiec Reymontowskich i Koluszek historycznymi śladami walk oddziałów Armii Łódż”. Tego dnia odbyły się także uroczystości na terenie miejscowości Kołacinek. 9 września – uczestnicy rajdu przebyli trasę z Kołacina na cmentarz wojenny do Jeżowa.
W Jeżowie, zorganizowano uroczystości związane z 70. rocznicą Bitwy pod Jeżowem, stoczonej przez 30 Poleską Dywizję Piechoty.
Uroczystość uświetnili swoją obecnością: Józef Głowacki – uczestnik bitwy pod Jeżowem, Kombatanci z Kół w Jeżowie, Rawie Mazowieckiej, Brzezinach, Dmosinie i Słupi, rodziny kombatantów i poległych żołnierzy, przedstawiciele władz samorządowych i powiatowych, delegacje instytucji z terenu gminy Jeżów, uczniowie i nauczyciele ze Szkoły Podstawowej im. Bohaterów Września 1939r. i Gimnazjum im. Jana Pawła II, przedszkolaki z Gminnego Przedszkola w Jeżowie, Jeżowska Orkiestra dęta, poczty sztandarowe i delegacje Ochotniczych Straży Pożarnych z Jeżowa , Przybyszyc i Rewicy oraz mieszkańcy gminy Jeżów i okolicy. Pierwsza część uroczystości odbyła się na placu przy Szkole Podstawowej noszącej chlubne imię Bohaterów Września 1939r. Tu dokonano odsłonięcia tablicy pamiątkowej. Poczym nastąpił uroczysty przemarsz uczestników na cmentarz wojenny żołnierzy Wojska Polskiego w Jeżowie, gdzie odbyły się dalsze uroczystości prowadzone przez Przewodniczącego Rady Gminy Jeżów Krzysztofa Orłowskiego. Drugą część uroczystości rozpoczęto od odegrania hymnu państwowego.
Po powitaniu, Wójt Gminy Zofia Anna Schab mówiła: - „Dziś po raz kolejny spotykamy się tu – w miejscu wiecznego spoczynku Naszych Bohaterów, którzy oddali swoje niejednokrotne młode życie w obronie Ojczyzny, aby oddać im hołd i uczcić ich pamięć. 70 lat dzieli już nas od tamtych tragicznych dni od wybuchu II Wojny Światowej – Wojny, która na zawsze odmieniła losy Europy i całego świata. Ten dzień, ta rocznica rokrocznie kieruje nasze myśli i refleksje wokół słów „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Na cmentarzu wojennym w Jeżowie, oddajemy hołd żołnierzom 30 Poleskiej Dywizji Piechoty, którzy pod dowództwem generała Leopolda Cehaka stoczyli nierówną bitwę z wrogiem w lesie „Górki” w okolicach Słupi i północnej części Jeżowa, wykonując rozkaz osłony pozostałych sił Armii „Łódź” . „…poległo ok. 250 polskich żołnierzy. Kilkuset było rannych, a około 2 tysięcy dostało się do niewoli. Przestał istnieć 83 pułk piechoty Strzelców Poleskich, a jego dowódca pułkownik dyplomowany Adam Nadachowski poległ. Polegli też trzej dowódcy batalionów: Major S. Kalinowski z 83 pp, Stefan Pękalski i Kazimierz Klimczak z 82 pp…” Wójt Gminy podkreśliła, że zachowanie w pamięci Bohaterów Września 1930r. – żołnierzy 30 Poleskiej Dywizji Piechoty jest moralnym obowiązkiem żyjących. Zginęli oni w obronie Ojczyny, po to byśmy mogli żyć w wolnej Polsce. Dla mieszkańców Gminy i zapraszanych gości - pamięć o poległych bohaterach jest wciąż żywa. Uroczystość odbywa się corocznie, jest znakomitą lekcją historii i świadectwem patriotyzmu, szczególnie ważnego dla młodego pokolenia Obecnym na uroczystości uczestnikom wojny i kombatantom złożyła serdeczne życzenia.
Do tragicznych wydarzeń września 1939r. w swych wystąpieniach, nawiązali także: Józef Głowacki – uczestnik Bitwy pod Jeżowem, Edmund Kotecki - Starosta Brzeziński, Franciszek Klimek - Prezes Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych w Rawie Mazowieckiej, Sławomir Wochna – Burmistrz Miasta Koluszki Tadeusz Loster – Starszy Kustosz Muzeum Górnictwa Węglowego – Kierownik Działu Historii i Techniki Górniczej w Zabrzu, Paweł Godziński – autor książki pod tytułem 8 – 10 września 1939r. Dmosin, Jeżów, Koluszki, Lipce Reymontowskie, wydanej w 2009r. przez wydawnictwo EKO-GRAF Adam Świć, Helena Kierner – były sołtys i mieszkanka Jeżowa – naoczny świadek wydarzeń. Franciszek Klimek wygłosił Apel poległych w którym przywołał pamięcią poległych żołnierzy, którzy ofiarowali swe życie w obronie Ojczyzny. Biografię pułkownika dyplomowanego, oficera zawodowego Wojska Polskiego Adama Nadachowskiego – poległego w Bitwie pod Jeżowem, przedstawił adwokat Piotr Nasiołkowski. Delegacje złożyły wieńce i zapaliły znicze na mogiłach poległych żołnierzy.
W dalszej części dokonano uroczystego odsłonięcia tablicy pamiątkowej, ufundowanej przez samorząd gminy Jeżów. Uczniowie Szkoły Podstawowej w Jeżowie pod kierunkiem nauczycieli: Urszuli Marczyk, Barbary Sawickiej i Jolanty Płacek, zaprezentowali bogatą w treść część artystyczną. Oprawę muzyczną przygotował chór szkolny pod kierunkiem nauczycielki Joanny Siemiątkowskiej. Obchody Bitwy pod Jeżowem zakończyła uroczysta polowa Msza Święta w intencji poległych, odprawiona przez proboszcza parafii pw. św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny w Jeżowie ks. kan. Tadeusza Głąba. Przy wejściach na cmentarz wojenny ustawiono tablice informacyjne, ufundowane z budżetu Gminy Jeżów. Dalsze obchody uroczystości 70 -TEJ ROCZNICY WRZEŚNIA 1939r., będą miały miejsce w dniu 13 września na terenie Gminy Lipce.
„Drzewo, czyli rozmowy polskie o kulturze pamięci i kulturze przestrzeni”
Projekt „Drzewo – czyli rozmowy polskie o kulturze pamięci” jest to cykl działań kulturotwórczych i edukacyjnych realizowanych z inicjatywy Fundacji Kresy 2000 we współpracy z Kolegium Wigierskim. Spektakl „Drzewo”, jako wydarzenie artystyczne o szczególnym znaczeniu społecznym, wpisuje się w kampanię społeczną Pro Publico Bono p.t. „Rok Niepodległości – pamięć i tożsamość Rzeczypospolitej”, której inicjatorem jest Fundacja Przestrzeni Obywatelskiej Pro Publico Bono. Do udziału w tym projekcie zaproszone są w szczególności instytucje kultury oraz inne organizacje prowadzące działalność w zakresie edukacji społecznej. Spektakl powstał w oparciu o dramat znakomitego powieściopisarza i dramaturga, dwukrotnego laureata Literackiej Nagrody Nike, Wiesława Myśliwskiego. Sztuka ta miała swoją prapremierę w 1988 roku w Teatrze Polskim w Warszawie, potem była grana m.in. w Teatrze Nowym w Poznaniu i Teatrze Telewizji. 5 października 2002 roku „Drzewo” plenerowo zagrano w Nadrzeczu koło Biłgoraja. Stefan Szmidt, reżyser spektaklu i odtwórca roli Dudy, kreuje swoją postać w sposób dwojaki. Jest jednocześnie aktorem, wcielającym się w bohatera, który walczy o stare drzewo, przeznaczone na wycinkę, ale jest w tej roli również sobą samym, który stanął kiedyś w obronie drzewa (ostatniej lipy w Nadrzeczu), które – podobnie jak w opowiadaniu – miało zostać wycięte ze względu na planowaną budowę drogi. „Drzewo” nie jest jednak zamkniętym w formie dramatu reportażem z „akcji proekologicznej”. Jest to raczej opowieść o tym, co przeszłe. Prowokuje tym samym do pytań o naszą tradycję, o to jakiej tradycji chcemy i jak ją realizować dziś, wbrew przeciwnościom, które stawia współczesność. Opowieść Myśliwskiego i Szmidta stanowi pretekst do namysłu nad pamięcią i historią, nad naszym dziedzictwem kulturowym, przyrodniczym i krajobrazowym, nad tożsamością obecnego pokolenia Polaków, nad współżyciem tego co wynika z przeszłości, tego co wiąże się z naszą teraźniejszością i tego, co motywuje nas do kształtowania przyszłości. Spektakl daje możliwość autentycznej debaty. Autor dramatu zapytany o tematykę „Drzewa” powiedział: „Stoi drzewo, a pod drzewem dzieje się Polska”. I to właśnie Polska, we wszystkich swoich wymiarach jest i nieustannie ma stanowić temat do rozmów, rozmów o tym kim jesteśmy i kim chcemy być jako Polacy, w końcu o naszej pamięci - o kulturze pamięci. Pragniemy pobudzić dyskusję dotyczącą dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego, o którym do tej pory mało się mówiło. Tej problematyce poświęcona jest w części, proklamowana 10 czerwca w Krakowie „Karta Solidarności”. Znajduje się w niej następujące sformułowanie: „Wielopokoleniowemu przekazowi służy zapis dziedzictwa w krajobrazie polskim. Jest on tłem i miejscem dziejów. Człowiek potrzebuje piękna krajobrazu, szczególnie tego, w którym jest zakorzeniony. W krajobrazie zapisane są wartości przyrodnicze, sakralne, społeczne i historyczne. Pomiędzy krajobrazem a pamięcią istnieje szczególna, niewidzialna więź. Tożsamość określonego obszaru i związanych z nim ludzi umacnia poczucie ciągłości w czasie i przestrzeni”. Pragniemy, aby prezentacja spektaklu i towarzysząca mu rozmowa mogły odbywać się w różnych miejscach Polski. Dzięki temu każdy spektakl będzie w swojej formie inny, gdyż będą go tworzyć elementy związane z lokalną tradycją i obrzędami, takie jak imiona bohaterów, muzyka i pieśni, stroje. W ten sposób walory i wartości miejsca staną się nie tylko ważnym elementem spektaklu, ale przede wszystkim pozwoli to na podjęcie refleksji o kulturze pamięci w oparciu o lokalne dziedzictwo. Podkreślając walory artystyczne spektaklu: niepowtarzalna scenografia, wykorzystująca warunki naturalne danego miejsca i folklor regionu, znakomita obsada aktorska i reżyseria, zwracamy przede wszystkim uwagę na jego wartość kulturotwórczą i edukacyjną. Dyskusja, którą wywołuje spektakl, służy odnowieniu kultury spotkania i rozmowy. Jest tym samym nawiązaniem do klasycznych wzorców, w oparciu o które kształtuje się międzyludzka wspólnota. Charakterystyczne dla spektaklu „Drzewo” silne osadzenie go w kontekście miejsca, poprzez przypomnienie tradycji i zwyczajów świadczy o jego znaczeniu edukacyjnym i wychowawczym: nie tylko przekazuje wiedzę o przeszłości, ale przede wszystkim uczy postawy szacunku do przodków, do ziemi, do własnej kultury i przyrody.
Cystersi- zakon związany z rolnictwem i partyzantką AK
Klasztor Cystersów w Wąchocku ma w swej historii jeszcze niezwykle ciekawe dzieje. Oto w latach komunizmu opiekowali się tradycją partyzantów świętokrzyskich Armii Krajowej, a w klasztorze został pochowany legendarny przywódca partyzantów świętokrzyskich Ponury, czyli mjr Jan Piwnik. Jego pogrzeb przed laty ciągnął się kilkanaście kilometrów w drodze do miejsca pochówku w klasztorze. Co roku na Wykusie, czyli polanie w lasach nad Wąchockiem, spotykają się tysiące ludzi, co nasza strona opisuje w zakładce Świętokrzyskie niezapominajki. Radzimy w niedzielę być blisko głośnika radiowego. Otoczenie klasztoru stało się też szczególnym miejscem panteonu bohaterów podziemnego państwa polskiego. Chyba takiego uroczyska nie ma nigdzie w Polsce.
]
MERCISZORKI - piękny zwyczaj Piekna wiosenna tradycja - w Rumunii i Moldawii istnieje piekna wiosenna tradycja - w pierwszym dniu Wiosny ludzie nawzajem daruja sobie male bialo-czerwone MERCISZORKI - bialy kolor - to marcowy snieg a czerwony - dowod milosci i uznania kazdego do kazdego. I te MERCISZORKI przypinaja do ubrania i nosza w ciagu calego marca. Danusia z Wilna
Na drogach życia
Polecamy do lektury pozycję wydaną przez Wydawnictwo Bernardinum. Książka ta, jak sam tytuł
wskazuje, jest zapisem drogi życiowej polskiego księdza, od blisko pół wieku
związanego z Paryżem. Pierwsza myśl, jaka może się nasuwać przed lekturą to
ta, że przecież podobnych książek opublikowano tysiące. Nic bardziej
mylnego. Pamiętają o powstaniu styczniowym Każdego roku pod koniec stycznia, działające na Zamojszczyźnie Kresowe Bractwo Miłośników Konia i Żywota Staropolskiego, odwiedza położoną w środku Czartoryjskiego lasu Mogiłę Powstańców Styczniowych, aby zapalić symboliczny znicz i pokłonić się tym, którzy walczyli abyśmy my mogli cieszyć się dzisiaj naszą wspaniałą ojczyzną. Bractwo od kilku lat opiekuje się położoną z dala od dróg i ludzkich siedzib Mogiłą w rejonie wsi Czartoria, a jej członkowie nie tylko raz w roku, ale i w czas świąt Bożego Narodzenia, Wszystkich Świętych, 3 maja, docierają tu konno, aby oddać hołd. Krzysztof Czarnota
*** Na zdjęciach przedstawiamy najlepsze lekarstwo na zimę. Ruska bania. Niewielkie pomieszczenie dobrze (wyizolowane), w środku piecyk typu koza opalany drzewem. Panująca wewnątrz temp. Dochodzi do 70 stopni. I kiedy już trudno zdzierżyć człek wybiega na dwór zanurza ciało w dużej beczce z wodą i lodem, albo tarza się w śniegu. A kiedy zaczyna być zimno z powrotem do bani. Bania działa u nas drugi sezon i korzystamy z niej regularnie, co czwartek. ( u króla Stasia były obiady, my mamy czwartkową banię) Efekty są znakomite, poza psychicznym i fizycznym relaksem, kapitalnie zwiększa się odporność. Nikt nie choruje, nikogo nie strzyka w krzyżach. Bania to samo zdrowie. Czasem minus 15 stopni, wiatr gwiżdże w kominie, śnieżyca, zawierucha, a my siedzimy sobie w cieplutkiej bani i rozprawiamy o marności żywota. Pozdrawiam K. Czarnota Kolędnicy przypominają starą Polskę [Pozdrawiamy kolędników z Iłży - widzieliśmy i cieszymy się, że są!] Fot. Jacek Nowak, Barć Kamianna Szopka bożonarodzeniowa Klasztor na Świętym Krzyżu odbudowany i przywrócony naszej pamięci narodowej Fot. Czesław z Gór Świętokrzyskich Kościół Św. Anny w Wilnie Nasza stała korespondentka z Wilna Pani Danuta R. przysłała nam zdjęcie słynnego kościoła w Wilnie, który oczarował przed laty cesarza Francji Napoleona. Miał ponoć powiedzieć, że gdyby ten kościół zmieścił się na dłoni - zabrałby go ze sobą do Paryża. Przy okazji pozdrawiamy wszystkich internautów z Wilna i całej Litwy. Najstarsza Polska Droga Krzyżowa W ubiegłą niedzielę poświęcona została historyczna Droga Krzyżowa z Nowej Słupi na Święty Krzyż w Górach Świętokrzyskich. Wydarzenie ważne i ciekawe nie tylko dla wierzących czy pielgrzymów. Warto przypomnieć, że do czasów wojen szwedzkich, czyli tzw. potopu, najpopularniejszym sanktuarium chrześcijaństwa i kościoła rzymskokatolickiego był Święty Krzyż. Wówczas to powstała droga krzyżowa, której piękno teraz zostało odtworzone w pełnej krasie. Ziemia Świętokrzyska, o czym też warto pamiętać i sięgać do literatury oraz książek historycznych jest częścią Polski bogatą w ślady tysiącletniej historii naszego Państwa. Można powiedzieć, iż Góry Świętokrzyskie są ostatnimi górami europejskimi przed Uralem i stanowią same w sobie swoiste sanktuarium przyrodnicze i religijne. Dzień Pamięci Podziemnego Państwa Polskiego Gawęda Na granicy życia i śmierci Spotkaliśmy się na tej urokliwej polnie na Wykusie, w leśnej stolicy zgrupowań partyzanckich Armii Krajowej dowodzonych przez porucznika Jana Piwnika ps. „Ponury”, „Cichociemnego” awansowanego pośmiertnie do stopnia majora, odznaczonego dwukrotnie orderem „Virtuti Militari”. To najwyższe polskie odznaczenie wojskowe nadawane za szczególne osiągnięcia ustanowione zostało jeszcze przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Jan Piwnik zasłużył sobie w pełni na te zaszczytne odznaczenia bo był człowiekiem niezłomnego charakteru i niezwykłych żołnierskich talentów. Jeśli przyjdziecie tu za rok, to opowiem wam tylko i wyłącznie o „Ponurym”, o wyjątkowym człowieku, „urodzonym żołnierzu”, utalentowanym dowódcy, którego postać osnuta była legendą jeszcze za życia. Opowiem o takich rzeczach, o których nie przeczytacie w żadnej książce, bo są mi znane tylko i wyłącznie z opowieści mojego taty, żołnierza od „Ponurego”, podczas długich, wieczornych kolacji. A dziś chcę wam opowiedzieć o rzeczach, o których moim zdaniem mówi się też zbyt mało i za mało pisze. Zanim jednak zacznę o tym opowiadać chcę zwrócić waszą uwagę na urodę dzisiejszego ranka. Jest początek jesieni, ciepło, bezdeszczowo, za chwilę słońce przebije się przez korony drzew. W taki dzień przyjemnie było wybrać się do lasu. Nie przestraszyliśmy się ani porannego chłodu, ani porannej rosy, ani trudów długiej pieszej wędrówki. Pewnie dlatego że ten ładny ranek poprzedzała bezpieczna noc w rodzinnym domu, kilka godzin spokojnego snu w czystej i ciepłej pościeli, poranna kąpiel w ciepłej wodzie, i dobre obfite śniadanie. W zderzeniu z tym sielskim rankiem aż trudno sobie wyobrazić choćby jeden wrześniowy dzień chłopców z tego lasu, partyzantów od „Ponurego”. Mówię chłopców, bo niektórzy z nich byli niewiele starsi od was. Wówczas nie mogło być i z pewnością nie było tak przyjemnie jak dzisiaj. Tamtych dni, sprzed sześdziesięciuparu laty z dzisiejszym dniem żadną miarą nie da się porównać. Partyzanci kochali ten las jak swój własny dom, bo był on wówczas ich przystanią. Tu mieszkali w szałasach przez wiele miesięcy, i ten las dawał im schronienie przed Niemcami. Ich partyzanckie życie wymagało wielkiego hartu ducha i hartu ciała. Wymagało wielu zabiegów, pomysłów, forteli i zabezpieczeń, by przetrwać w tych trudnych warunkach, by przeżyć w starciu z głodem, chłodem, chorobą, robactwem i w nierównej walce z Niemcami. Spali w szałasach i na posłaniach zbudowanych z gałęzi, igliwia i mchu. Leśny szałas nie dawał dobrego schronienia przed wilgocią i zimnem. Otwór wejściowy był niewielki, by ciepło nie wydostawało się zbyt szybko na zewnątrz, ale i tak chłód jesiennych nocy dawał się porządnie we znaki. Grube wojskowe płaszcze sukienne czy koce nie chroniły przed dotkliwym zimnem. Granaty uwieszone na pasie lub włożone do chlebaka zamiast poduszek z pierza wkładali sobie pod głowę. Gdy udawali się na spoczynek, zakładali na rękę pasek od karabinu, by w razie alarmu, w najciemniejszą bodaj noc wyrwani nagle z głębokiego snu mieć broń zawsze pod ręką, nie zawieruszyć jej. Zgubienie broni mogło skończyć się tragicznie, mogło równać się śmierci. Poza militarnymi akcesoriami partyzant nie zdejmował z siebie niczego. I w dzień i w nocy nosił na grzbiecie to samo odzienie nie zmieniane czasami tygodniami. Gdy sytuacja temu sprzyjała mógł sobie co najwyżej pozwolić na chwilowe zdjęcie uwierających butów. Pranie i suszenie bielizny, onuc, skarpet, stanowiło poważny problem. Wszystko to było przyczyną szerzenia się najgorszej plagi trapiącej każdego partyzanta – katastrofalnej wszawicy. Z tą plagą chłopcy z lasu toczyli nieustanne boje, niemal tak zażarte jak z samym okupantem. Każdy partyzant nosił na swym ciele i w swym ubraniu pokaźną ilość małych, wiecznie głodnych i ruchliwych stworzonek. Nazywano je dowcipnie „oddziałami pomocniczymi” bądź „żywymi siłami przeciwnika”. Ale tak naprawdę żadnemu posiadaczowi dokuczliwych żyjątek do śmiechu nie było. Każdy partyzant marzył o nowej partii odzieży czy obuwia, którą przydzielał osobiście sam dowódca po porannym apelu. „Ponury” w asyście kroczącego tuż za nim kwatermistrza oglądał uważnie każdego żołnierza od stóp do głów wychwytując różnice w nędznym umundurowaniu poszczególnych chłopców. Potem podejmował niełatwą decyzję co i komu się należy w pierwszej kolejności. Raz zdarzyło się że o zmienne obuwie poprosił cicho rodzony brat „Ponurego” – Józek Piwnik ps. „Topola”, ale na prośbę brata komendant odpowiedział krótko: „Ty masz jeszcze „Topola” całkiem dobre buty, możesz poczekać!”. W rzeczywistości buty Józka były tak sfatygowane, że ledwie trzymały się nóg. Wszyscy w oddziale wiedzieli że rodzinnym powinowactwem nic u komendanta „Ponurego” wskórać się nie da i na żadne ulgi czy pobłażania Józek liczyć nie może. Żołnierze od „Ponurego”, chłopcy z tego lasu, nie mieli wielkich pragnień i wielkich oczekiwań. Marzyli o spokojnej, bezpiecznie przespanej nocy, pełniejszym umundurowaniu, o lepszym jedzeniu bez „przyrodniczych” dodatków. Partyzancki obiad, zazwyczaj klajstrowata kasza z kawałkami mięsa, gotowany w kotłach bezpośrednio na ogniu zawierał liczne „przyprawy”: liście, igliwie, korę z okolicznych drzew, kawałki patyków. Na deser każdy chłopak otrzymywał wyznaczoną ilość czarnej kawy do popicia. Nic dziwnego więc, że rozmowy na temat „co bym teraz sobie zjadł” stanowiły ulubiony motyw żołnierskich żartów. Nie łatwy był los partyzantów z Wykusu i jeszcze trudniejszy los ich dowódcy, który musiał nie tylko poprowadzić swych żołnierzy do walki, ale nieustannie zabiegać o wyżywienie, umundurowanie, amunicję. Przy tak znaczącym liczebnie zgrupowaniu nie było to proste. Wszyscy chronicznie przemęczeni, na wpół głodni i wyziębieni wspierali się nawzajem i zawsze mogli na siebie liczyć, bo w partyzantce dowódca i oddział to jedno. Zbudowana w tych warunkach przyjaźń przetrwała lata i trwa po dzień dzisiejszy. phm Anna Skibińska Hufiec ZHP Starachowice *** W dniu 26 września 2007 roku o godzinie 10.00 na Wykusie niedaleko Wąchocka i Starachowic w województwie świętokrzyskim, uczniowie okolicznych szkół spotkali się na wiecu. Wspominali legendy partyzantów Gór Świętokrzyskich - Ponurego i Nurta. W programie uroczystości przewidziano także deklamacje wierszy przez młodzież szkolną. Poniżej kilka fotografii z uroczystości autorstwa Dyr. SP w Wielkiej Wsi - Pani Bożeny Wrony:
68-rocznica powstania Polskiego Państwa Podziemnego Obchody odbyły się 27 września 2007 roku o godz. 11.00 przy kapliczce Św. Jacka w Wąchocku. Uroczystość zorganizowali: Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej, Środowisko Świętokrzyskich Zgrupowań Partyzanckich PONURY-NURT, Koła w Wąchocku i Starachowicach, Świętokrzyski Kurator Oświaty oraz Burmistrz Miasta i Gminy Wąchock. W programie znalazło się m.in.: 10.45 zbiórka pocztów sztandarowych 11.00 uroczysta Msza Św. Polowa 12.00 wystąpienie zaproszonych gości 12.15 harcerskie ognisko W dniu 8 września 2007 r. o godz. 14.00 w 50-tą rocznicę utworzenia Środowiska Świętokrzyskich Zgrupowań Partyzanckich AK PONURY-NURT nastąpiło odsłonięcie pomnika na Wzgórzu 326 (zwanym Kropką),
Dotychczas powszechnie znana polana i kaplica na Wykusie, nie jest historycznym miejscem obozowania Partyzantów Świętokrzyskich Armii Krajowej. Takie miejsce, dotychczas zatajone, znajduje się na Wzgórzu 326 (zwanym KROPKĄ), niedaleko od Ratajów i Wąchocka. Obozowisko to zostało w czasie II wojny światowej zniszczone przez wojska hitlerowskie, w czasie tragicznej obławy, której celem było zniszczenie zgrupowania Ponurego i Nurta. Po zdobyciu, wojska niemieckie spaliły krzyż, ołtarz, szałasy i wszelkie ślady obozowiska. Reszta tych miejsc została ostatecznie zlikwidowana przez służby bezpieczeństwa w PRL-u. Natomiast blisko duktu leśnego i drogi, stworzone zostało uroczysko przez 50 lat nawiedzane w pamiętnych rocznicach. Tam też znajduje się uświęcona Kapliczka na Wykusie z prochami wielu żołnierzy Partyzantki Świętokrzyskiej. Pięćdziesięcioletnią tradycję spotkań na Wykusie w tym roku uświęcamy odtajnieniem właściwego miejsca kwaterowania partyzantów Ponurego i Nurta. Liczymy na liczny udział, przede wszystkim rodzin partyzantów, jeszcze żyjących żołnierzy Ponurego i Nurta oraz innych ugrupowań świętokrzyskich, m.in. Jędrusiów oraz Batalionów Chłopskich. Dojazd do miejsca spotkania zarówno od strony Sieradowic i Siekierna, jak i Wąchocka oraz Ratajów. Gospodarzem całej imprezy była jednostka organizacyjna Lasów Państwowych - Nadleśnictwo Suchedniów.
Lekcja
patriotyzmu w Bykowcach
W dniu 10 września 2007 roku w Bykowcach k. Sanoka odbyła się tradycyjna uroczystość patriotyczna „Żołnierzom Września 1939”. Jej organizatorami byli: Stowarzyszenie Rozwoju Wsi Bykowce „Moja Wieś” im. Stanisławy Tarnawieckiej, 21 Brygada Strzelców Podhalańskich im. gen. bryg. M. Boruty Spiechowicza i Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Krośnie. Uczestnicy uroczystości złożyli wieńce i kwiaty pod pomnikiem żołnierzy poległych w walce w dniu 10 września 1939 roku w Bykowcach. Wygłoszony został referat okolicznościowy w miejscu upamiętniającym walkę i śmierć por. Mariana Zaremby i jego żołnierzy, z których jeden – Leon Urbaniak – również był leśnikiem. Następnie w asyście kompanii honorowej podhalańczyków i orkiestry, uczestnicy przeszli na cmentarz, gdzie odbył się apel poległych, prowadzony z wojskowym ceremoniałem, oddana została salwa honorowa i złożone wieńce oraz kwiaty na grobach żołnierzy września. Dokładnie 68 lat temu – 10 września 1939 roku - w Bykowcach miała miejsce głośna potyczka tylnej straży 6. Pułku Strzelców Podhalańskich z Sambora z oddziałami niemieckimi. Plutonem karabinów maszynowych dowodził tu inżynier leśnik, ppor. rez. Marian Zaremba. Podhalańczycy podjęli walkę z przeważającymi siłami wroga, zadając mu spore straty. Porucznik Zaremba, widząc, że nie da się obronić pozycji, rozkazał wycofać się pozostałym przy życiu żołnierzom. Sam pozostał na stanowisku, prowadząc ogień z karabinu maszynowego. Po wyczerpaniu się amunicji, ciężko ranny, został ujęty przez Niemców. Był bity i przesłuchiwany a na końcu zastrzelony przez niemieckiego oficera. Ciała jego nie pozwolono przez kilka dni pochować. Dopiero po wielu dniach zwłoki bohaterskiego oficera spoczęły na miejscowym cmentarzu. Tam również ostatecznie pochowano poległych wraz z nim 5 żołnierzy. Dla uczczenia ich pamięci w latach 70-tych przy drodze w Bykowcach stanął kamienny pomnik przedstawiający poszarpaną flagę narodową. Kilka lat temu odnowiono żołnierskie nagrobki. Płytę i krzyż na grobie Mariana Zaremby ufundowali leśnicy z Nadleśnictwa Brzozów. . Edward Marszałek Rzecznik prasowy RDLP w Krośnie
Mało kto wie, iż dla polskich harcerzy ZHP, alarm wojenny został ogłoszony 25. sierpnia 1939 roku. W Warszawie gońce i telefony przekazały wieczorem poprzedniego dnia indywidualne zawiadomienia do harcerzy, aby stawili się w siedzibach swych drużyn. Warszawscy harcerze 25. sierpnia objęli m.in. służbę na wszystkich dworcach kolejowych, gdzie opiekowali się przyjeżdżającymi pasażerami, a wracali oni przeważnie z wakacji w głębi kraju. Pojawiali się też już uciekinierzy z pogranicza polsko-niemieckiego, przywożąc ze sobą najcenniejsze dobytek i ręczny bagaż. Stosy wyładowywanych walizek i bagażów znajdowały się właśnie pod strażą warszawskich harcerzy. Ich służba utrzymywana była jeszcze do 3. września, kiedy po pierwszych nalotach i atakach lądowych, pociągi praktycznie przestały funkcjonować.
|
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
Chmielnik szanuje przeszłość "Ale - czy to nie jakaś pomyłka, aby Spotkania z Kulturą Żydowską rozpoczynać Mszą świętą ???. Nie, najmilsi, to nie pomyłka." - relacja z IV SPOTKAŃ Z KULTURĄ ŻYDOWSKĄ ,, ŚLADAMI ŻYDOWSKICH MIASTECZEK", ...zobacz
w Góry Świętokrzyskie ciągną jeszcze żyjący partyzanci
Centralna Biblioteka Rolnicza CBR jest biblioteką naukową podległą Ministerstwu Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Posiada oddział w Puławach. Księgozbiór Biblioteki - tematycznie ograniczony do rolnictwa, przemysłu spożywczego i nauk pokrewnych - liczy około 432 tys. wol. wydawnictw, w tym 235 tys. wydawnictw zwartych, 155 tys. wydawnictw ciągłych i 42 tys. zbiorów specjalnych. Liczba tytułów czasopism bieżących wynosi 693. ...więcej Ziemia Puławska przypomina o swojej sławie Wiemy wszyscy, iż kwiaty towarzyszą ludziom od narodzin do śmierci, ale sława niezapominajek na Ziemi Puławskiej sięga czasów księcia Adama i Izabeli Czartoryskich. Krewna księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, nazwiskiem Zofia Matuszewiczówna, była niezwykle utalentowaną, zdolną i piękną damą dworu Czartoryskich. Niestety zmarła razem z dwojgiem maleńkich dzieci, mając zaledwie 25 lat. Tą dramatyczną śmierć i odejście ozdoby książęcego dworu długo przeżywało małżeństwo księcia Adama i Izabeli Czartoryskich. Księżna Izabela w testamencie woli wskazała na potrzebę corocznej modlitwy Eucharystycznej za zmarłą matkę i jej dzieci. Ustaliła też w testamencie, że modlitwa ta będzie odprawiana przy ołtarzu udekorowanym wyłącznie niezapominajkami. Strojny ołtarz miała dopełnić róża z dwoma pąkami jako wspólne symbole matki i dzieci. Jednym z trzech dni corocznej modlitwy był dzień imienin matki, 15 maja, w święto Zofii. Młodzież powiatu Puławskiego propagując Święto Niezapominajki pragnie aby Niezapominajki stały się znowu w okolicach Puław znakiem radości i piękna w codziennej pracy nad sobą. Misja lokalnego Święta Polskiej Niezapominajki w Janowcu nad Wisłą proklamowana przez Zespół Szkół w Janowcu, Urząd Gminy i Muzeum Nadwiślańskie dnia 15 maja 2005r. Bez kwiatów nie ma przyjaźni i miłości. Fakt powołania do Kapituły Polskiej Niezapominajki zasłużonego działacza i rolnika Ziemi Puławskiej, pana Lucjana Kurowskiego, wymaga od nas efektywnego działania. Mowa kwiatów związana jest z historią kultury i cywilizacji na całym świecie. Kwiaty utrwalają naszą pamięć osobistą, rodzinną, społeczną i narodową. Kwiaty mówią za nas i dodają radości, wzruszeń czy nawet miłości. Anglicy kochają hiacynty, Francuzi konwalie i narcyzy, Holendrzy tulipany. Nas w Polsce najbardziej wzruszają dumne róże i skromne niezapominajki. Modra, delikatna niezapominajka ma kolor nieba, swoim błękitem i subtelnością wskazuje drogę wzwyż - od bylejakości i prostactwa - do szlachetnej wrażliwości i zadumy nad samym sobą. Niech więc skromny kwiatek przypomina o zieleni, która oznacza życie, a więc nadzieję. Chrońmy wspólnie czystość i tożsamość polskiego krajobrazu, bowiem Polska jest na pewno ciągle jeszcze salonem europejskiej przyrody, bogatej w bioróżnorodność i naturalne piękno. Warto o tym przypominać tak długo, jak długo ze zgrozą patrzeć będziemy na zachowanie się wielu rodaków w lasach. Na naszej Ziemi Puławskiej, w okolicach Kazimierza, Bochotnicy, Nałęczowa i Janowca każdego roku obserwujemy dziesiątki tysięcy turystów których chętnie gościmy i pragniemy to czynić dalej. Musimy jednak stać na straży piękna naszych stron ojczystych - tak ozdobnych i tak wabiących turystów. Generał Dezydery Chłapowski Stanowczo przywrócić musimy naszej pamięci postać niezwykłą, generała Dezyderego Chłapowskiego (1788-1879). Żołnierz wojsk napoleońskich, który do końca wiernie służył Napoleonowi, ale po upadku cesarza nie wrócił do Wielkopolski, podbitej wówczas przez Rosjan. Pozostaje początkowo w zachodniej Europie i na Wyspach Brytyjskich, gdzie poznaje osiągnięcia zawodu rolnika w tych krajach. Potem po wyjściu Rosjan z Wielkopolski i powstaniu Księstwa Wielkopolskiego powraca do swojej rodzinnej Turwi i rozpoczyna modernizację gospodarstwa według wzorów niemieckich i angielskich. Powinniśmy się dzisiaj uczyć od Chłapowskiego komponowania Polskich krajobrazów. Chłapowski widział potrzebę tworzenia śródpolnych pasów zieleni oraz tzw. remiz śródpolnych, które były ostojami dla ptactwa, zwierząt płowych, a także gadów i płazów. Myśmy w Polsce w latach PRLu niepotrzebnie i błędnie starali się przeznaczyć pod pług znaczne obszary wykorzystywane rolniczo. Mamy wobec tego dzisiaj znaczną powierzchnię ugorów, które za wiele lat powrócą do naturalnej struktury roślinności. Porzuciliśmy ziemię nieopłacalną w uprawie, ale nie odtworzyliśmy naturalnych warunków rozwoju przyrody. Generał Chłapowski przypomina...
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
|
![]() |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||