Niezapominajki
To błękitne bajki
A szepczą Ci skromnie
Nie zapomnij o mnie
|
Pisze Andrzej Zalewski, ale nie tylko... Czy rodacy powiększyli naszą powódź Nie ulega wątpliwości, że majowa powódź zapisze się wśród największych powodzi ostatnich 100, może nawet 200 lat. Jej rozmiary są dramatyczne, ale również warto już teraz, kiedy jeszcze trwa powódź zastanowić się nad błędami, które w Polsce zostały popełnione w ciągu ostatnich 70 lat i niewątpliwie przyczyniły się do powiększenia rozmiarów strat i zniszczenia. Temat bardzo drażliwy jest oczywiście przemilczany ze względów politycznych, ponieważ musielibyśmy wskazać na czasy PRL-u oraz ówczesnych polityków. Podjęli oni szereg fatalnych decyzji i niestety ostatnie 20 lat już w Polsce wolnej nie próbowano nawet przystąpić do naprawy całej naszej gospodarki przestrzennej uszkodzonej politycznymi decyzjami. Przykładów mamy wiele: oto całkowicie błędny wykopany kanał Wieprz-Krzna, który nic nie usprawnił, a zniszczył środowisko naturalne. Polityczna decyzja budowy huty pod Krakowem, a miejsce wybrane zostało wyłącznie ze względów politycznych, aby klasa robotnicza przyćmiła historyczne jagiellońskie i inteligenckie tradycje Krakowa. Równie błędna była decyzja o Hucie Katowice, która w dużym stopniu uszkodziła środowisko naturalne. Nade wszystko jednak nie próbowano naprawić zniszczeń w krajobrazie całego kraju. Oto w Polsce przed 1939 rokiem mieliśmy ponad 28 tys. małych spiętrzeń wodnych, zarówno w lasach, jak i w przestrzeni śródpolnej. Przywróciliśmy obecnie niespełna 700 tych spiętrzeń i dopiero teraz Lasy Państwowe przystąpiły do ratowania wysuszonych przestrzeni leśnych. Przodują leśnicy regionalnej dyrekcji w Gdańsku. Natomiast postępy w krajobrazie śródpolnym nie wskazują na jakiekolwiek zmiany o znaczeniu ogólnym. Warto przypomnieć, że w II RP, czyli w tzw. Polsce sanacyjnej, w krajobrazie śródpolnym obecni wówczas ziemianie z niezwykłą starannością opiekowali się remizami, które były ostojami bioróżnorodności flory i fauny. W PRL-u zostały praktycznie zniszczone, ponieważ obowiązywało hasło "każdy hektar pod pług", co oczywiście było całkowicie błędną i nietrafną zasadą strategiczną w kraju, gdzie znaczna część ziemi jest piaszczysta i nie rokowała i nie rokuje nigdy wysokich plonów oraz intensywnego gospodarowania. Również ci sami zapomniani i wyklęci ziemianie pielęgnowali w Polsce ponad 40 tysięcy parków i ogrodów dworskich. Były one rzecz jasna prywatne, dostępne tylko "jaśniepanom", ale były w całym krajobrazie. Wśród ziemian obok arystokracji o ambicjach bardziej kosmopolitycznych istniała cała liczna grupa obywateli ziemskich. A więc właścicieli średniej wielkości folwarków i dworów, albo dużych gospodarstw chłopskich. Cała ta grupa szczyciła się swoją nazwą właśnie obywateli ziemskich. Oczywiście ulegli likwidacji w PRL-u, jeżeli nie fizycznej, to przynajmniej społecznej razem z tzw. kułakami, których znaczna część została wymordowana lub wywieziona na Sybir. W PRL-u nie próbowano nadrobić wieloletnich opóźnień Polski, zwłaszcza w zaborze rosyjskim, związanych z budową wielkich zbiorników wodnych. Byliśmy i jesteśmy w Europie na samym końcu wielkich spiętrzeń i zalewów podobnych do istniejących w Pieninach, Solinie, czy Jeziorsku (dorzeczu Warty). W czasie obecnej powodzi jedynie przypomniano o ciągle jeszcze nie zakończonej budowie zbiornika wodnego na Skawie w Świnnej Porębie. Nawet ta niezakończona zapora w trwającej jeszcze powodzi uratowała nie tylko Wadowice przed zatopieniem, wiemy przecież jaką popularnością cieszą się w naszym kraju Wadowice - ukochane miejsce Jana Pawła II. Wreszcie lata już wolnej Polski od 1990 roku - kiedy przystąpiono do żywiołowej rozbudowy Polski i jeszcze nawet odbudowy po II wojnie światowej. Całe to żywiołowe budownictwo nie było podporządkowane powszechnie znanym zasadon gospodarki przestrzennej. Zatarły się granice miast i wsi, a lokalizacje obiektów przesądzały albo wielkie firmy międzynarodowego kapitału, albo upodobania zamożnych ludzi. Budowano jak w PRL-u pod palcem pierwszego sekretarza, a obecnie pod palcem kapitalistów bogatych w pieniądze. W rezultacie w czasie tej powodzi podtopieniu lub wręcz zatopieniu uległy budynki, często zakłady przemysłowe i produkcyjne, które nigdy w tym miejscu nie powinny być budowane z uwagi na zagrożenie wielkiej wody powodziowej. W tej powodzi płacimy cenę niewyobrażalnych zniszczeń. Znamiennym przykładem może być małe miasteczko pod Warszawą - Piaseczno. Przez całe lata było to miasteczko zapuszczone i zaniedbane żyjące w cieniu socjalistycznej stolicy, czyli jedno z miasteczek spełniających rolę sypialni dla pracowników w Stolicy. Od 20 lat Piaseczno też zmieniło zasadniczo swe oblicze. Stało się zabudowaną przestrzenią miejską, nawet reprezentacyjną. Kilka dni temu nad Piasecznem przez kilkadziesiąt minut trwała wielka burza. Oberwanie chmury przyniosło wielką wodę, a przez Piaseczno płynął zawsze strumyczek-rów nazywany przez mieszkańców Perełką. Starzy ludzie w Piasecznie uprzedzali, aby w niektórych miejscach nad Perełką nic nie budować. Wybudowano jednak m.in. 3 apartamentowce luksusowe dla zamożnych właścicieli. Pod każdym domem elektronicznie sterowany rozległy garaż. W ciągu kilkudziesięciu minut woda nie tylko zatopiła kilkadziesiąt samochodów w garażach ukrytych przed powodzią, ale sięgnęła okien parteru i pierwszego piętra. Takich przykładów w Polsce mamy tysiące. Po prostu błędne decyzje lokalizacyjne nie uwzględniające elementarnych zasad organizowania przestrzeni w urbanizującym się kraju. Bardzo byśmy chcieli uwierzyć, że ta giga-katastrofa powodziowa czegoś nauczy w Polsce zarówno rządzonych, jak i rządzących. Warto też chyba przybliżyć do szerokiej opinii publicznej wielką prawdę ekologiczną, iż każda rzeka ma swoje własne prawa i życie, oczym warto pamiętać budując wały ochronne. Andrzej Zalewski, 11.06.2010 *** Niszczenie starych drzew Z zainteresowaniem przeczytałam wypowiedzi na stronie EkoRadio związane z okrutnym kaleczeniem drzew w ramach, tak zwanych, zabiegów pielęgnacyjnych. Podobne irracjonalne okaleczenie drzew ma miejsce na moim osiedlu spółdzielni własnościowej w Warszawie, gdzie "zabiegom pielęgnacji" poddano też najpiękniejsze, życiodajne, rozłożyste drzewo [klon] rosnące od 50 lat. Przedstawiam zdjęcia tego drzewa po pierwszym "zabiegu pielęgnacyjnym" [zdjęcie 1] w maju 2007 roku i po drugim "zabiegu pielęgnacyjnym" [zdjęcia 2 i 3] w zimie 2009 roku, są już tutaj obcięte wszystkie konary potężnego dawniej drzewa. Niszczące działanie tych "zabiegów pielęgnacyjnych" dobrze jest widoczne gdy porównać wysokość tego drzewa i otaczających go drzew. Jeszcze na wiosnę 2009 roku, chociaż okrutnie okaleczone w 2007 roku, drzewo to było tak samo wysokie. Na stronie EkoRadio jest znamienna wypowiedź krytycznie oceniająca "zabiegi pielęgnacyjne" drzew, w szczególności starych, a mianowicie: "Należy bezwzględnie podkreślić, że żadne drzewa nie wymagają cięć z punktu widzenia ich zdrowotności.(...) Mówienie o cięciach pielęgnacyjnych, szczególnie starych drzew, jest nieporozumieniem. Cięcia takie należy ograniczyć do wycinania gałęzi suchych i chorych." - dr inż. Jacek Borowski, wykładowca drzewoznawstwa na Wydziale Ogrodnictwa i Architektury Krajobrazu, SGGW. Z literatury ekologicznej [adresy internetowe poniżej] o roli starych drzew wpływających pozytywnie na zdrowie i komfort życia człowieka wynotowałam następujące ważne informacje: 1. Zwarta i gęsta zabudowa w mieście to właściwie powiększony model dużej komory gazowej, wypełnionej spalinami samochodowymi, pyłami i gazami przemysłowymi. Życie na "wyspach ciepła", które tworzą się w centrach wielkich miast sprzyja rozwojowi wielu chorób cywilizacyjnych. Drzewa kształtują mikro i makro-klimat. W odniesieniu do klimatu globalnego drzewa mają istotny wpływ na redukcję gazów cieplarnianych. Drzewa mają zdolność pochłaniania dwutlenku węgla i wbudowywania go w swoje tkanki. Zdolność ta przyczynia się do obniżenia sumy dwutlenku węgla w atmosferze. Wielkie, długo żyjące i umiarkowanie rosnące drzewo może zgromadzić 3 tony węgla, to jest 1000 razy więcej niż zgromadzone przez małe, krótko żyjące drzewo. Obliczono, że 100-letnie drzewo podczas swego życia oczyszcza z dwutlenku węgla ok. 40 mln m3 powietrza i dostarcza ponad 30 mln m3 życiodajnego tlenu. Oczyszcza też powietrze z trujących gazów, metali ciężkich i innych zanieczyszczeń. 2. W niektórych krajach (głównie USA) podejmuje się nawet próby wyceny monetarnych korzyści płynących z żywych drzew w miastach. Mamy kapitalizm - warto więc wiedzieć, że drzewa na siebie zarabiają! Ceny domów i mieszkań z widokiem na zieleń drzew są wyższe nawet o 25% w krajach świadomych wpływu starych drzew na zdrowie człowieka. Mieszkania z widokiem na betonowe ściany i asfalt nie są atrakcyjne. 3. Podstawowe korzyści ściśle związane ze wzrostem i funkcjonowaniem drzew w mieście to: regulacja temperatury powietrza, oczyszczanie powietrza, ograniczanie spływu wód powierzchniowych, ograniczanie hałasu, korzyści społeczne - zdrowie, wypoczynek, doznania estetyczne. 4. Chociaż korzyści płynących z drzew rosnących w mieście jest tak wiele, to są one jednak wciąż nieuświadamiane w Polsce i przez to niedoceniane przez niektórych mieszkańców. Nastał czas, aby otaczać drzewa rosnące wśród nas troską i szacunkiem, jak to ma miejsce w innych krajach cywilizowanych. Konieczna jest coraz większą świadomość wartości starych drzew dla naszego zdrowia i życia. Wycinanie starych drzew jest dla ludzi aktem samobójczym, i nic braku tych drzew nie zastąpi. Niewiarygodne, ale pewne administracje osiedli mieszkaniowych w miastach [w tym mojego osiedla] ignorują korzyści płynące z rosnących tam od kilkudziesięciu lat drzew i kaleczą je w karygodny sposób, stawiając mieszkańców wobec faktu dokonanego. Tym samym administracje pozbawiają mieszkańców osiedli w miastach korzyści płynących z dobroczynnego działania starych życiodajnych o bujnej zieleni drzew. Uważam, że działanie administracji osiedli mieszkaniowych, jak opisane powyżej, powinno być powszechnie potępione i w rezultacie zaniechane - dla wspólnego dobra. Znalazłam też w literaturze słuszne, podsumowujące, stwierdzenie: "Idiota piłujący gałąź na której siedzi - to chyba jedyny komentarz dla samobójczych i bezmyślnych poczynań człowieka wobec drzew." Łączę wyrazy głębokiego szacunku Agnieszka z Warszawy
*** Tematy ochrony przyrody to ostatnio modny i nośny, zwłaszcza w polityce temat. Tutaj niestety ciśnie mi się na myśl konkluzja, że najwięcej szkód przyrodzie wyrządzają ci najbardziej hałaśliwi obrońcy przyrody. Weźmy na przykład taką sprawę żarówek. Ja mając na względzie zużycie energii od kilku lat modernizowałem swoje oświetlenie i pomimo poważnych wątpliwości dałem się namówić na zmianę typu żarówek. Z jakim rezultatem? W ciągu ostatnich 5 lat wyrzuciłem ok. 20 popsutych "energooszczędnych" świetlówek i podobną ilość wkładek halogenowych. 90 procent z nich nie wytrzymała nawet roku. Tymczasem na narożniku domu na zewnątrz mam zwykłą żarówkę, której, na szczęście, nie udało mi się wymienić, bo murarz partacz, w 1973 roku zatynkował mi obudowę tak skutecznie, że nie da się jej otworzyć. Żarówka działa do dzisiaj, świecąc po wiele godzin dziennie w zmiennych warunkach atmosferycznych. Zawiera niewiele szkła, aluminium i odrobinę drutu wolframowego. Gdy porównuję ją z ogromną ilością materiałów, najczęściej bardzo niezdrowych dla środowiska, zmarnowanych w tamtych „ekologicznych” to wściekłość we mnie wzbiera. Pomijam tu już sprawę kosztów. Pozostają jeszcze koszty transportu i utylizacji tych toksycznych odpadów. Dodatkowo pozostaje jeszcze świadomość, że cała energia „zaoszczędzona” przez takie „energo-oszczędne” żarówki została z góry zużyta na ich wyprodukowanie nie mówiąc o energii zużytej na zarobienie pieniędzy potrzebnych na ich zakup. Wygląda na to, że użytkownik nie osiąga żadnych korzyści z takich „wynalazków” . zmienia się tylko kierunek przepływu pieniądza - zamiast bezpośrednio do producenta energii płyną one tam za pośrednictwem producenta żarówek. W konsekwencji większa grupa "biznesmenów" kupi sobie większe Jeepy, czy quady i będzie nimi jeździła po lasach. Straci przede wszystkim natura. Szkoda, że takie psucie środowiska będzie teraz przymusowe. Natomiast panele słoneczne i fotoogniwa są nadal tak drogie, że niedostępne dla zwykłych zjadaczy chleba. Myślałem, że czasy takich aroganckich i nielogicznych nakazów słusznie minęły. Pozdrawiam serdecznie Marcin Skośkiewicz - Łódź *** Kaprawa pamięć rodaków Naszą obserwacją zdumiewającą, ciągle aktualną jest kalectwo naszych rodaków, które polega na braku pamięci o naszej przeszłości. Nie tylko historycznej i narodowej, ale także rodzinnej, środowiskowej, przyrodniczej i ekologicznej. Oto nasza obserwacja z ostatnich dni. Wśród licznych prezenterów pogody radia, telewizji oraz prasy chyba EkoRadio było jedynym źródłem zapowiedzi o nadciągających deszczach świętojańskich. Informujemy o tym obszernie, a sytuacja jest trudna w dalszym ciągu w Polsce południowo-wschodniej. Rzecz ciekawa, większość osób z współczesnych dwóch pokoleń nie zna zjawiska deszczy świętojańskich, ponieważ w ostatnich 50 latach nie wspominano w szkołach na lekcjach i w mediach o zjawisku znanym w historii od 400 lat. Propaganda komunistyczna dbała o to, aby religijne dni św. Jana szybko zapomnieć. Deszcze świętojańskie na przełomie kulminacji wiosenno-letniej zdarzały się wielokrotnie niosąc w Polsce oraz na dzisiejszej Ukrainie liczne zagrożenia wezbraniami i powodziami. Rzeczywiście w ostatnich kilkunastu latach rzadziej obserwowaliśmy tego rodzaju deszcze, a nawet w tym czasie zdarzały się wręcz upały i susze. W tym roku jest inaczej, a sytuacja się rozwija, o czym będziemy informować zarówno słuchaczy EkoRadia, jak i internautów na naszej stronie. Przykład może drobny, ale ciągle przywraca on nasz niepokój o istniejące kalectwo pamięci naszych rodaków w dziedzinach i sprawach znacznie ważniejszych od deszczy świętojańskich i świętojańskiej nocy. Dynamiczny rozwój naszego kraju w ciągu 20 lat sprawił, że mało kto zastanawia się nad tym, jak nowe domy, nowe wsie i osiedla czy miasta budujące się żywiołowo pogodzić z pamięcią o gospodarce przestrzennej przez setki lat. Nasze krajobrazy nie tylko wiejskie na dawnych wsiach "ulicówkach" czy "zaściankach wiejskich" całkowicie giną, aleje starych pięknych drzew idą pod topór w imię interesów pijanych kierowców, a nasza troska o tzw. głęboką ekologię interesuje niewielką część naszego społeczeństwa. Nasi przyjaciele EkoRadia i wyraźna grupa tworząca się rycerzy przyrody, a wśród młodzieży ekoludków z niezapominajką w ręku powinna stale rosnąć w sile i liczebności. Powinniśmy się wstydzić tej naszej kaprawej uszkodzonej i zniszczonej pamięci! Andrzej Zalewski, 20.06.09 *** Po prostu prawdziwe jedzenie Nie ulega dla każdego wątpliwości, że rynek żywnościowy w Polsce, sklepy spożywcze, są wypełnione towarem. Ceny rosną, ale nie dla rolników. Olbrzymią część ceny detalicznej przejmują pośrednicy, handel i hurt. Tendencja, która jest znana w Europie i ciągle budzi sprzeciwy przede wszystkim rolników. W Polsce jednak mamy nowe i bardzo ciekawe zjawisko. W ciągu ostatnich 20 lat nowa żywność stała się coraz bardziej prefabrykowana i udoskonalana, ale nie smakowo, tylko handlowo. Właściwie możemy już dziś powiedzieć, że na rynku prawie nie ma prawdziwych wędlin, czystego mięsa, prawdziwego masła, śmietany, kefirów, jogurtów, a nawet chleba. Nikt dziś nie uwierzy, że 70 lat temu wędliny, a zwłaszcza szynki, zawierające powyżej 60% wody były uznawane za fałszowane a masarze producenci karani za fałszerstwo. Dziś prawdziwych wędlin prawie nie ma, a wielkie supermarkety sprzedają produkty tylko wyglądem przypominające wędliny. Mleko, które na butelce jest sygnowane napisem "świeże" od krowy, pochodzi z rozpuszczonego importowanego proszku mlecznego. Śmietana jest zagęszczana wodorostami morskimi itd. Na tym tle pojawiły się produkty ciekawe. Oto zakonnicy z Tyńca w Krakowie sprzedają w kilku sklepach swoich w Polsce "po prostu masło", po prostu kefir", "po prostu makaron" i po prostu normalną żywność, która jakością i smakiem zwłaszcza bardzo już staremu pokoleniu żyjących rodaków przypomina słynne szynki wielkanocne, czy bekony, które podbijały rynek brytyjski. Jajko na polskim bekonie było w Anglii powszechnym śniadaniem. Na to nowe zjawisko w Polsce musimy patrzeć z wielką uwagą. Wydaje się, że jest szansa, aby pomysł zakonników z Tyńca został przejęty przez grupę drobnych producentów, a więc mleczarzy, masarzy, rzeźników oraz cukierników. Kolejki stojące w sklepach zakonników z Tyńca czegoś powinny nas nauczyć... I to właśnie poddajemy naszym słuchaczom oraz internautom pod rozwagę. Niewątpliwie idą czasy nie tylko w Polsce, czasy powrotu do smacznych kuchni, ucieczki od fast foodów i plagi otyłości. Zresztą nie mamy w Polsce świadomości, że właśnie tego rodzaju drobni producenci żywności w Polsce zaopatrują w swoje produkty najdroższe hotele i restauracje w krajach Unii Europejskiej. Podobno, choć nie jest to pewne, najsłynniejsze restauracje włoskie używają polskich makaronów do słynnych włoskich potraw - spaghetti! Smacznego! Andrzej Zalewski, 20.06.09 *** Edukacja w ZUO „Naszą generację stać na segregację!”. Tak brzmi zwycięskie hasło wybrane spośród wielu innych, nadesłanych na konkurs zorganizowany przez siedlecki Zakład Utylizacji Odpadów, dotyczący segregacji odpadów. Wypisano je na oryginalnym plakacie, który znajdzie się z pewnością na gazetkach informacyjnych we wszystkich szkołach w naszym rejonie. Na płóciennych torbach, przygotowanych w setkach sztuk, umieszczono inny napis, także wyłoniony w konkursowej rywalizacji młodzieży: „Torba magiczna, bo ekologiczna”. Podsumowanie obydwu konkursów, tego dotyczącego segregacji odpadów, jak i drugiego, zachęcającego do pakowania zakupów w wielorazowe torby, bo „Kto przy sobie torbę nosi, w sklepie o nią nie prosi”, zgromadziło wszystkich laureatów w nowo powstałej sali edukacyjnej w Zakładzie Utylizacji Odpadów w Woli Suchożebrskiej. Przybyli oni w towarzystwie nauczycieli opiekunów, a w kilku przypadkach w asyście dyrektorów szkół, co dodatkowo podkreśliło rangę problemu, którego konkursy dotyczyły i dowiodło jak bardzo te placówki oświatowe angażują się w jego rozwiązywanie poprzez działania edukacyjne. Nagrody ufundowane przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie wręczał wiceprezes funduszu, Pan Robert Ambroziewicz, w towarzystwie Pani wiceprezydent Siedlec Marty Sosnowskiej i prezesa ZUO Pana Jacka Paluszkiewicza. Spotkanie integracyjne, przy gorącej herbacie, bardzo potrzebnej, ponieważ 12 stycznia był dniem dość mroźnym, zakończyło edukacyjny projekt ogłoszony i zrealizowany przy współpracy z Instytutem Biologii Akademii Podlaskiej. Czas teraz na dyfuzję wymyślonych przez młodzież haseł do społeczeństwa i wdrożenie ich do powszechnej ochroniarskiej praktyki. W przeciwnym wypadku zginiemy pod zwałami różnorodnych odpadów, których masa z roku na rok wzrasta. Jeśli dziś nie powiemy stanowczo dość! – mogą spełnić się słowa Stanisława Lema o tym, że „żyjemy w cywilizacji jednorazowego użytku”.
Odpady to nie śmieci! Zwykło się zamiennie stosować te dwa określenia i całkiem niesłusznie. Odpad staje się śmieciem tylko wtedy, gdy znajdzie się w nieodpowiednim miejscu, zagraża środowisku, ludziom i zwierzętom, psuje estetykę otoczenia. Bez wątpienia śmieciem jest papierek po cukierku wyrzucony na ulicę i wszystko to, co wywieziono, np. do lasu i w ten sposób rozwiązano swój problem kosztem innych ludzi i przyrodniczego środowiska. Każdy śmieć jest odpadem, ale nie każdy odpad jest śmieciem. Wiele grup odpadów jest cennymi i poszukiwanymi surowcami wtórnymi. Wystarczy tylko je posegregować, wrzucić do wyznaczonych kolorowych worków lub pojemników, powszechnie już dostępnych. Każdy powinien włączyć się do tej pracy od zaraz, bo jest to ważne z wielu powodów, a segregacja u źródła jest najprostszą i najefektywniejszą z możliwych. Kilogram dziennie! Odpadowa statystyka Czy tego chcemy czy nie, jesteśmy „producentami” odpadów i tak będzie zawsze. Powstają one przy wielu codziennych czynnościach, ot chociażby obieraniu ziemniaków. Na statystycznego Polaka, powiedzmy Kowalskiego, przypada ich około 350 kg rocznie. Powołując się na dane ostatnio opublikowane przez GUS, w skali roku masa odpadów komunalnych w naszym kraju osiąga 10 milionów ton. Gdyby załadować je na wagony kolejowe, po 40 ton na każdy, potrzeba byłoby ich aż 250 tysięcy, a uformowany z nich pociąg towarowy miałby długość 2500 km. Niech kolejarze wybaczą mi ewentualną nieznajomość tonażu i wymiaru wagonów, co do masy ładunku jestem jednak pewny. Około 3 milionów ton stanowią same opakowania, z czego jedna trzecia przypada na tekturę i papier, około 600 tysięcy ton to tworzywa sztuczne, w tym kompromitujące nas foliowe jednorazówki i około 700 tysięcy ton to masa użytego do pakowania różnych produktów szkła. Wskaźnik odzysku surowców opakowaniowych nie stawia nas w europejskiej czołówce i aż wstyd przytaczać potwierdzające to liczby. Wielka góra odpadów wędruje zatem jako uciążliwy balast wprost na wysypiska. Ciekawe jest zestawienie powierzchni zajętej pod wysypiska i składowiska w naszym kraju. To prawie 9500 hektarów. Ponieważ obrazowe porównania najlepiej oddziałują na świadomość, warto wspomnieć, że jest to prawie trzykrotna powierzchnia Siedlec w ich administracyjnych granicach, ponad czterokrotna powierzchnia Pienińskiego czy Ojcowskiego Parku Narodowego i już niewiele potrzeba, aby zasypać powierzchnię całego Białowieskiego PN. Rozwijając w rosnącym tempie nasze konsumpcyjne przyzwyczajenia, przyczynimy się do podwojenia, a może nawet potrojenia tych liczb. Jeśli tak się stanie, to możemy być pewni, że następne pokolenia nam tego nie wybaczą i będziemy wspominani przy użyciu samych gorzkich słów. W poczuciu odpowiedzialności za warunki życia teraz i w przyszłości, powinniśmy się opamiętać!, bo przecież „Naszą generację stać na segregację!”. I nie tylko segregację. Przy odrobinie dobrej woli i niewielkich nawet wyrzeczeniach, każdy z nas ma szansę na zawalenie rocznego odpadowego planu. To chyba jedyny przypadek, kiedy za zmniejszenie tempa produkcji możemy spotkać się z pochwałą i nagrodą, w postaci lepszych wskaźników jakości przyrodniczego środowiska. Edukacja jest najwłaściwszym kluczem do rozwiązania odpadowego problemu. Dobrze, że edukacyjny trud podejmują różne podmioty i że tej grupy dołączył siedlecki ZUO. Wkrótce zagadnieniem tym zajmie się w szerokim zakresie Tygodnik Siedlecki, planujący rozpoczęcie programu „Czysta Gmina”. Instytut Biologii AP także zadeklarował w nim współpracę i merytoryczne wsparcie. Jest to bowiem powinność zapisana w naszej społecznej misji. Ten kierunek działania mocno wspiera także Liga Ochrony Przyrody, która w styczniu tego roku rozpoczęła 81 rok swojej aktywności. Ryszard Kowalski Instytut Biologii, Akademia Podlaska *** Polskie jadło warto szanować! Incydent z mięsem irlandzkim jest bardzo pouczający. Wskazuje bowiem na to, że Polska - kraj rolniczy, staje się coraz częściej importerem żywności, a zwłaszcza mięsa, którego jakość budzi zastrzeżenia. Chyba wszyscy zgodzimy się, że od czasu wejścia Polski do UE zwłaszcza w wielkich domach towarowych trafiamy na niesmaczne wędliny, a także mięso. Często szukamy dobrych wędlin, naprawdę smacznych - polskich w małych sklepach i w handlu gminnym poza wielkimi miastami. Niestety dzisiejsze pokolenie rodaków rzadko smakuje prawdziwe polskie szynki, serdelki, parówki! Mało kto dziś nawet pamięta, że kiedyś przysmakiem polskich wędliniarni była tzw. "kiełbasa cytrynowa". Były też wspaniałe wędzone boczki, nieprzetłuszczone i chude, ponieważ Polska była eksporterem bekonów do Wielkiej Brytanii. To wszystko było, a nie jest... Przed nami staje problem niezmiernie ważny, zarówno dla rolników, jak i dla nas konsumentów. Musimy przywrócić w produkcji i w handlu miejsce polskiej żywności, która będzie skutecznie konkurowała z żywnością przemysłową importowaną nie tylko z krajów Unii Europejskiej. Oto mamy np. przemysłowo przygotowany chiński miód, chemiczny i szkodliwy, mamy też niektóre partie owoców tropikalnych, z daleka przywożonych i chemicznie zakonserwowanych. Tymczasem bezkonkurencyjne w smaku i zdrowe polskie jabłka oraz gruszki, a także truskawki, czarne porzeczki, ciągle czekają na promocję i reklamę... Ponieważ nasze społeczeństwo nie uświadamia sobie zupełnie, iż polskie jadło jest w Europie poza Polską znane jako żywność luksusowa! Jest tajemnicą handlową, iż w Europie niektóre sieci najdroższych hoteli podają swoim klientom wyłącznie polskie wędliny. Zdarza się też, że słynne włoskie spaghetti jest również importowane z Polski. Naprawdę pora najwyższa, abyśmy my konsumenci zmienili nasze myślenie, a rynek wprowadził choćby sieć sklepów pod nazwą staropolskie wędliny. Oczywiście warunek jeden musi obowiązywać: że wędliny te będą produkowane w Polsce, z polskiej wieprzowiny i wg receptur staropolskich. Ale jak to w handlu bywa rodzi się przy tym pokusa oszustwa. Można stworzyć warunki niezależnego, nieskorumpowanego nadzoru nad takimi sklepami. Życzę Państwu, abyście mieli czasem okazję posmakować prawdziwą polską szynkę i prawdziwy polski bigos świąteczny... *** Tym razem gościnnie drukujemy artykuł dra Ryszarda Kowalskiego z Akademii Podlaskiej. Dziękujemy. Nie wypada nie mieć quada?! Tak jak wiele innych osób lubię las. Specyficzny mikroklimat, woń sosnowych olejków, spokój przerywany tylko śpiewem drozdów, zięb, sikor ..., a od czasu do czasu krzykiem zaniepokojonych sójek. Jeśli pojawi się jakaś wolna luka w zawodowej aktywności, jedziemy rodzinnie do lasu motywowani naturalną potrzebą obcowania z przyrodą i kierowani mądrością Ks. Prof. Józefa Tischnera, który mawiał, że „kontakt z naturą zmienia obraz świata”. Chcesz być lepszy, bardziej wrażliwy, zrozumieć to, co się wokół ciebie dzieje, nabrać dystansu do codziennych spraw i problemów, naładować biologiczny akumulator – jedź do lasu. Tam znajdziesz to, czego na co dzień ci brakuje, przeżyjesz terapię, przejdziesz biologiczną odnowę. Ale to już przeszłość. Może jeszcze gdzieś są takie sprzyjające skupieniu i refleksji lasy. Te które znam do tego się już nie nadają. Pomału zaczynam nie lubić lasu, a wszystkiemu winni są dziwni ludzie, którzy na siłę przypisują tym zbiorowiskom zupełnie inne funkcje. Oto przykłady. Po pierwsze śmieci. Leżą luzem i pakowane w worki, czasami niebezpieczne, jak te wyrzucone do odwiedzanego często przeze mnie sosnowego młodnika azbestowe płyty zdjęte wprost z jakiegoś remontowanego gospodarskiego budynku. Zamiast leśnej terapii, na taki widok wrażliwe osoby wpadają w nerwicę, chciałyby zlinczować złoczyńców, ale trudno ich złapać na gorącym uczynku, bo jak złodzieje działają często pod osłoną nocy, albo upodobnieni do turystów, zostawiają odpady opuszczając miejsce sobotnio – niedzielnego biwakowania. Zgłaszanie dzikich wysypisk odpowiednim instytucjom, czy urzędom umacnia nas tylko w poczucie bezsilności. Ledwie co zlikwidowane zostanie jedno dzikie wysypisko, na jego miejsce powstaje parę nowych, bo prawdą jest powiedzenie red. Andrzeja Zalewskiego z Ekoradia, że „elita sprząta, a hołota śmieci”. Ten dziwny zwyczaj jak rak niszczy nasze przyrodnicze skarby. Po drugie autodoging. Może zniechęcić i wypłoszyć z lasu szczególnie tych, którzy boją się biegających bez kagańca psów. Pan czworonoga „spaceruje” po leśnych ścieżkach nie wychodząc z samochodu. Dotleni się przecież otwierając okienko, przez które wypuszcza dym papierosa, bo co to za spacer, jak się fajki nie zakurzy. Pies biegnie przed lub za autem i nabiera fizycznej tężyzny płosząc przy okazji leśne zwierzęta i podnosząc adrenalinę tym, którzy przybyli tu w poszukiwaniu spokoju. Po trzecie leśni działkowcy. Pogrodzili las siatką, założyli talerze TV na dachy leśnych willi, wygrabili ściółkę i posiali trawę, wycieli część sosen, aby w to miejsce posadzić egzotyczne tuje, rododendrony, cyprysiki, bzy i inne rośliny obce dla lasu. To po co im leśna działka? – zadają sobie pytanie przybysze spragnieni kontaktu z naturalną przyrodą i zdenerwowani wracają do domu. I znów cała terapia na nic. Po czwarte – nie wypada nie mieć quada!? To prawdziwa plaga szerząca się w lasach. Ryczące motory na czterech kołach, dosiadane przez dorosłych i ich pociechy. Media podają, że jest to tegoroczny hit wśród pierwszokomuniknych prezentów. Niezależnie od wieku, wszyscy zachowują się tak, jakby byli sami i jak dzieci bawią się rozjeżdżaniem piaszczystych leśnych duktów. Z obserwacji wynika, że szaleństwa na tym cudzie techniki imponują bardziej dorosłym mężczyznom niż ich dzieciom. Gdy dosiądą quada, przypominają tokujące głuszce, ignorując całkowicie potrzeby innych ludzi, szukających w lesie tego, o czym była mowa na początku artykułu? Marzę o tym, aby zmotoryzowani egoiści przejrzeli wreszcie na oczy i zrozumieli, że hałasując ponad granice przyzwoitości psują odpoczynek innym użytkownikom lasów, dławiąc ich i oślepiając jednocześnie kurzem wzbijanym w powietrze przez koła rozpędzonych maszyn. Las świątynią przyrody jest! Chroń ją! Może przypomnienie tych słów prof. Władysława Szafera zmieni sposób postępowania przynajmniej niektórych zdegenerowanych użytkowników lasu. Oby tak się stało. Ryszard Kowalski, Akademia Podlaska *** 07.04.2008r. "Sapere aude" - Nie bój się być mądrzejszym Śnieżyca na Ziemi Szczecińskiej, która się zdarzyła 7 kwietnia 2008 roku znów nas nauczyła pokory wobec Stwórcy i sił natury. Oto w ciągu kilku godzin duże miasto Szczecin cofnęło się w cywilizacji o kilkaset lat wskutek braku energii elektrycznej wywołanej mokrym śniegiem i zniszczeniami wokół. Jeszcze raz przekonaliśmy się, iż nie mamy żadnych podstaw do pewności, że nasza cywilizacja jest zwycięska. Jak patrzę na Polskę, to wydaje mi się, iż daleko nam jeszcze do poziomu myślenia naszych sąsiadów w Unii Europejskiej. Chociaż z kolei nie bądźmy też zbyt skromni. Przykład katastrofy śmieciowej w Neapolu każe nam wierzyć, iż bałaganiarscy Włosi są bardzo blisko Polaków. Cytuję Państwu w nagłówku łacińskie powiedzenie starych Rzymian sprzed 2000 lat. Słowa te oznaczają Nie bój się być mądrzejszym. Mamy w Polsce wiele okazji zastosowania się do tej zasady. Oto Polska powoli ale systematycznie zapada się w otchłań śmieci. Ich wywózka z obszarów zabudowanych zdrożała i nasi rodacy doszli do wniosku, iż śmiecie warto wywieźć za darmo do lasu. Na naszych stronach pokazujemy fotografie, drukujemy listy Słuchaczy w tej sprawie. Chcielibyśmy w tym miejscu na naszej stronie felietonowej przestrzec Państwa przed czekającą nas w Polsce w tym roku światową kompromitacją. Oto przed nami w czerwcu spotkanie wszystkich dyrektorów lasów państwowych całej Europy w naszej wspaniałej Puszczy Białowieskiej, unikalnej w Europie. Potem w grudniu w Poznaniu powtórzy się światowe spotkanie wszystkich krajów na wzór ubiegłorocznego w Indonezji na wyspie Bali. Przyjeżdża do Poznania ponad 5 tys. członków delegacji ludzkości. Nie mam żadnych wątpliwości, iż pierwsi i drudzy goście w tym roku będą mieli okazję popatrzeć w Polsce na fury śmieci w naszych lasach. Wydaje mi się, że każdy z nas powinien poczuć się przynajmniej speszonym przed taką możliwością. Kraj nasz w swojej tysiącletniej historii odegrał w rozwoju świata niebagatelną rolę. W latach komunizmu nie wolno było o tym mówić, teraz warto przypominać i powtarzać, iż Polacy są na czołowej liście twórców naszej cywilizacji: Maria Curie-Skłodowska rozpoczęła erę atomową na świecie, Ignacy Łukasiewicz rozpoczął destylację ropy naftowej, zbudował lampę naftową i otworzył bramę wielkiego przemysłu paliwowego, który dziś stanowi podstawy bezpieczeństwa energetycznego Kuli Ziemskiej. Można też przypomnieć, iż ks. Stanisław Staszic był na Ziemi Świętokrzyskiej inicjatorem powstania rzemiosła nie tylko w Polsce. Wiemy, że rzemiosło przekształciło się w przemysł. Z innej szuflady można też przypomnieć, iż w kulturze świata zajmujemy wysokie miejsce. Chopin, Mickiewicz, Słowacki, Sienkiewicz, Reymont; myślę, że naszą listę można by jeszcze rozszerzyć o wiele innych nazwisk ludzi, którzy przodowali w medycynie, fizyce, a także w wielu innych dyscyplinach naukowych. Czy więc teraz żyjąc w 19. roku odzyskanej wolności, możemy zlekceważyć, iż Europa nazwie nas śmieciarzami? Nie bójcie się być mądrzejszymi! *** Eko-Wandale w natarciu Otrzymujemy wiele sygnałów i listów, które wyrażają niepokój oraz oburzenie narastającymi wypadkami niszczenia naszej przyrody i środowiska naturalnego. Wydaje nam się, że nasi Słuchacze i Internauci powinni podjąć energiczne działanie, które będziemy stymulować w Polskim Radiu oraz na naszej stronie internetowej. Zapis dwóch wydarzeń szczególnie nas zaniepokoił. Oto w Warszawie, stolicy, przy ul. Madalińskiego róg Wiśniowej na Mokotowie, nieznani sprawcy zdemolowali i zniszczyli pięknie i starannie urządzone ujęcie wody oligoceńskiej. Było 8 kranów, staranny zlew, podpórki różnego rodzaju, parking na samochody i rowery. Wandale i powiemy brutalnie rzezimieszki zdemolowali urządzenie, które od wielu dni jest nieczynne. Mieszkańcy Mokotowa, a było ich dziennie kilkuset, ale skutki tych protestów są niewidoczne. Wydarzenie ma miejsce w odległości 2 km od siedziby najwyższych władz w Państwie. Drugie wydarzenie to morderstwa małego półtorarocznego niedźwiadka w Dolinie Chochołowskiej koło Zakopanego. Kilku wandali początkowo zwabiło niedźwiadka kanapkami i słodyczami, a następnie go... UKAMIENOWAŁO. Narastające przerażenie nas wszystkich powinno wpłynąć na działanie nie tylko represyjne policji i sądów, ale również na nasze własne codzienne zachowanie. Obserwujemy wszędzie, jak coraz bardziej ludzie w tłumie są samotni. Rzadko kiedy kto reaguje na człowieka leżącego, czy też szukającego choćby wyciągniętej ręki z prośba o pomoc przy wsiadaniu choćby do tramwaju. Powstaje zasadnicze pytanie: czy deprawacja społeczeństwa jest skutkiem wieloletniego zniszczenia moralnego i psychicznego w czasach komunizmu, czy tez tkwią w nas Polakach pewne cechy wymagające powszechnego zwalczania. Oczywiście każdy mi odpowie, że wandale, huligani, zdarzają się wszędzie, a w szkołach amerykańskich uczniowie strzelają do kolegów i nauczycieli. Nie jest to naszym zdaniem wytłumaczenie, które nas zwalnia od czuwania. Prosimy Państwa: nie bądźcie bierni i bądźcie CZUJNI! *** Niebezpieczna pogoda Powoli, ale skutecznie zaczynamy wierzyć w efekt cieplarniany, a pogoda staje się rzeczywiście niebezpieczna. W naszym EkoRadio od dawna powiadamy i powtarzamy, że przed ludzkością stanęły trzy wielkie i dramatyczne problemy: bezpieczeństwo państw, czyli walka o pokój i przeciw wojnie, czy terroryzmowi, mamy też bezpieczeństwo energetyczne oraz bezpieczeństwo eko-bio-meteorologiczne. EkoRadio służy tej ostatniej wielkiej sprawie i często choć nieśmiało zachęcamy, aby zarówno w naszych rozmowach rodzinnych i przyjacielskich, jak i całej działalności medialnej, przestać traktować prognozy pogody jako cenny magnesik, który przytrzyma uwagę słuchaczy i widzów dla obudowanych tekstów propagandy manipulowanej. Pora też najwyższa, aby dziesiątki prezenterów pogody radia i telewizji przestali zachwycać się plażowym słońcem w trosce oczywiście o tych, co wypoczywają. Dzisiaj już o pogodzie musimy rozmawiać znacznie szerzej i mocniej ściskać musimy treści, które nasuwa to wielkie globalne niebezpieczeństwo. Istnieje więc potrzeba kojarzenia pogody ze zdrowiem, przyrodą i biorytmami zarówno ludzi, jak i przyrody. To jest właśnie specjalność firmowa EkoRadia i cieszymy się, że budzi ona narastające zainteresowanie wśród Słuchaczy PR oraz internautów zaprzyjaźnionych z naszą stroną w sieci internetu. Pora też najwyższa, aby prezenterzy pogody byli profesjonalistami, czyli dziennikarzami, którzy wiedzą, o czym mówią. Światowa Organizacja Meteorologiczna od dawna namawia media całego świata, aby liczna grupa prezenterów pogody stała się ważną "drużyną", która upowszechnia wiedzę niezbędną dla przetrwania zarówno świata, jak i ludzi. Życzymy więc powodzenia prezenterom pogody w polskojęzycznych mediach. Cieszymy się, że nasze stanowisko znajduje coraz większe poparcie władców polskich mediów. Cieszymy się również, iż na antenach radia i telewizji pojawiają się synoptycy, którzy profesjonalnie prognozują pogodę zarówno w IMGW, jak i różnego rodzaju modelach tak szeroko oferowanych w internecie i eterze radia czy telewizji. O pogodzie warto mówić często i dużo. Nie tylko dlatego, iż jest to najbardziej popularny temat medialny, znacznie nawet ważniejszy niż polityka. Niech te nasze "Słowa pod wiatr" będą swego rodzaju podziękowaniem dla Państwa w momencie, kiedy licznik naszej strony przekracza pierwsze pół miliona wejść. *** Czy woda tylko dla Murzynów? W tych dniach z dużym zaskoczeniem przyjęliśmy wiadomość o tym, iż Polska zamierza przyjść z pomocą Sudanowi w zdobywaniu wody. Polacy mają w Sudanie ratować ludzi, którzy giną z braku wody. Piękna propozycja i trudno ją krytykować, chociaż wydawałoby się, abyśmy i w tej sprawie przede wszystkim obejrzeli własne podwórko. Niewielu z nas wie, że na świecie około 1 mld ludzi cierpi na niedostatek wody do picia. Jest możliwe, że wkrótce i Polska dołączy do tej grupy. Tymczasem ciągle nam wszystkim, a przede wszystkim politykom wydaje się, że woda jak powietrze, jest dobrem powszechnie dostępnym. Niestety mamy coraz więcej brudnego powietrza i brudnej wody, a nasze potrzeby przyrastają, ponieważ chcemy budować konsumpcję i cywilizację wymagającą w produkcji wszelkich towarów i usług również coraz więcej wody. Wielu specjalistów z prawdziwym przerażeniem mówi o gospodarce wodnej w Polsce. Komunizm i sowiecka okupacja zniszczyła ponad 28 tysięcy małych zbiorników wodnych, stawów, młynów wodnych, jazów i różnego rodzaju uroczysk błotnych pełnych tętniącego życia przyrody. Mało kto wie, że sowieci za naszymi granicami zniszczyli również wspaniałe obszary dorzecza Prypeci, czyli Polesia pełnego czarów i piękna. Dzisiejsze Polesie staje się powoli stepem, a nawet pustynią. W PRL-u postaraliśmy się również zbudować całkowicie błędny i źle wykonany kanał Wieprz-Krzna, który piękne łąki Podlasia zamienił w "chwastowiska". Nasza melioracja doprowadziła do odwodnienia wielkiej przestrzeni Polski i w rezultacie mamy dzisiaj około 40 tysięcy kilometrów bieżących pustych rowów melioracyjnych. Podobne nonsensy stworzono w przemyśle, który choć ulega przebudowie, ale ciągle jeszcze jest chyba najbardziej wodochłonnym przemysłem w krajach Unii Europejskiej. 700 miast polskich swe wodociągi uzależnia od stanu wody w rzekach, a wody w rzekach coraz mniej i w bieżącym roku nigdy jeszcze w lecie nie było tak mało wody w całym dorzeczu Wisły. Zacznijmy może od oszczędzania wody wokół nas. Róbmy swoje, jak to śpiewa Wojciech Młynarski. Przeprowadziliśmy małą symulację, którą Państwu przedstawiamy: przeciętna rodzina, czyli rodzice, dziecko, no i babcia, razem 4 osoby. Te 4 osoby codziennie pod otwartym kranem myje zęby, tatuś się goli również pod otwartym kranem, a mamusia i babcia jak zawsze w kuchni, zmywa "statki" po posiłkach również w bieżącym strumieniu wody ciepłej z kranu. W niewielu mieszkaniach mamy mechaniczne zmywarki, a nikt już nie pamięta, jak nasze prababcie zmywały "statki" w dwóch miednicach brudnej i czystej wody. Przeważnie bowiem mamy wodę w kranie. Próbowaliśmy oszacować, ile ta rodzina mogłaby zaoszczędzić wody, gdyby myto zęby z kubkiem w ręku, gdyby tatuś się golił z mydelniczki, a mamusia i babcia miały zmywarkę mechaniczną albo dwukomorowy zmywak. Nam się wydaje, że tylko w tej rodzinie codziennie ocalałoby około 50l wody. A co Państwo myślą o tym?
|
|
||
![]() |
|
![]() |