Niezapominajki
To błękitne bajki
A szepczą Ci skromnie
Nie zapomnij o mnie

PROGNOZA

Przyjaciele

 
 Dzień Niezapominajki
 
 
 
 
 
 Pogoda ducha
 
 
 Nasza Ojczyzna
 
 
 
 Nie zapomnij o mnie
 
 
 
 
  wyślij pocztówkę
wirtualną

 

Zakochani w przyrodzie

Spektakl przyrodniczy

Poniżej prezentujemy fotografie (autor: P. Andrzej) ukazujące rodzinę łabędzi, których gniazdo sprytnie zbudowane pływa po powierzchni wody. Warto obejrzeć...

 

  

 

 

 

Najsmaczniejsze truskawki dojrzewają tylko w POLSCE

 

fot. Wiesław Łęgowski, Bielsko - Biała

 

Wiosna w Serpelicach nad Bugiem

Spieszymy donieść, że wiosna w Serpelicach nad Bugiem nieźle sobie poczyna. Żaby w starorzeczach szaleją, bociany siedzą już na jajkach, a w przerwach, gdy nie siedzą pasą się na łąkach, podbiał kwitnie, tam gdzie wapienne podłoże, kawki jak przystało na palmową niedzielę odprawiają drogę krzyżową, żurawie kłębią się na dużych wysokościach, bo z wysoka lepiej widać, gdzie założyć sezonowy domek, sikora uboga pilnuje swojego M1 w spróchniałej wierzbie. Przyroda nad Bugiem piękna o każdej porze, ale teraz szczególnie ciekawa. Jolanta i Ryszard Kowalscy z Siedlec

 

Zima w Piwnicznej

 

Polskie krajobrazy

Mieszkam w małym miasteczku Praszka w woj. opolskim ,bardzo tu spokojnie i sympatycznie, mili ,uprzejmi ludzie . Gdy idę na spacer, a robię to co dziennie, bez względu na pogodę ( a może właśnie i dlatego ) jestem coraz bardziej zachwycona otaczającym mnie światem i przyrodą. Każdego dnia jest inna i każdego dnia mnie zaskakuje czymś nowym .Inaczej wygląda zimą a inaczej latem, inaczej gdy świeci Słońce a inaczej gdy pada deszcz. Inaczej, a jednak zawsze tak samo zapiera dech i budzi zmysł artysty .Dlatego od jakiegoś czasu noszę zawsze przy sobie aparat i staram się uwiecznić to otaczające mnie piękno. Pomyślałam sobie, że podzielę się z panem i internautami odwiedzającymi niezapominajki, urodą mojej miejscowości i okolic.

Marta z Praszki

 

Pustynia Błędowska

fot. Dominik Niemczyk

 

 

Drzewko szczęścia

Witam Drogie Ekoradio!

Chciałabym się pochwalić, że zakwitło mi drzewko ,,szczęścia". Jestem

tym bardziej uradowana, ponieważ nie widziałam, że te drzewka kwitną.

stała słuchaczka z Częstochowy.

 

Jesień w Piwnicznej

W górach każda pora roku ma swój urok. Jedną z najpiękniejszych jest jesień. Na łąkach i w lasach kwitną jeszcze przepiękne i mało zauważane kwiaty, bo każdy zachwyca się nowymi kolorami jesieni. Sady pełne kolorowych owoców Lasy otaczające Piwniczną to lasy mieszane z różnymi gatunkami drzew co dopiero widać jesienią, gdy zaczynają nabierać kolorów, a gdy wybuchnie festiwal wszystkich kolorów jesieni podkreślonych promieniami słońca widoki są nie do opisania. Rano długo utrzymują się mgły, więc po wyjściu na szlak można zobaczyć bajeczne widoki - góry wyglądają jak wyspy na morzu - jest gdzie chodzić bo na terenie Piwnicznej jest 280 km. szlaków turystycznych, a wszystkie na terenie Popradzkiego Parku Krajobrazowego. W okolicznych lasach rosną rydze, a pomiędzy liśćmi buszują salamandry.

Adam Filipiak.

 

Dwa bociany

Ujęcie zostało wykonane w połowie września podczas ciepłych dni w miejscowości Głogówek na Opolszczyźnie. Fot. - Patryk W.

 

Na Bieszczadzkim krańcu Polski

W samym środku lata, gdy wielu Polaków wyrusza na wakacyjne szlaki - zapraszam w Bieszczady. Jeden z najpiękniejszych zakątków naszego kraju, z wciąż nieskażoną przyrodą i pamiątkami - trudnej na tym terenie - historii.
To co w tych górach najpiękniejsze i najcenniejsze wciąż pzostaje - i to chyba dobrze - poza zasięgiem turystyki masowej, a bieszczadzkie doliny kryją wspaniałe lasy, pełne dzikich uroczysk, w których żyją zapomniane już w innych regionach kraju zwierzęta. Wciąż można tu spotkać liczne niedźwiedzie, wilki, rysie, żbiki, borsuki, a z ptaków puchacza, głuszca, czy orła przedniego. Po sprowadzeniu z Puszczy Białowieskiej żubra w latach 60-tych XX wieku w rejon Pszczelin i Bukowego Berda, ten ginący w świecie gatunek z powodzeniem rozprzestrzenił się na bieszczadzkiej ziemi.

        Poza światem przyrody w Bieszczadach można spotkać elementy krajobrazu, których próżno szukać gdzie indziej. A to zapomniane, zarośnięte maleńkie cmentarze oraz nieliczne cerkwie, które ocalały po bratobójczych walkach przełomu lat 40 i 50 oraz akcji "Wisła", która zakończyła się spaleniem i doszczętnym zniszczeniem niemal wszystkich wsi w Bieszczadach. Dziś niejednokrotnie spotyka się miejsca, w których cmentarz i kilka lip (często będących potężnymi drzewami o obwodzie pnia 3-4m) okalających spaloną cerkiew to jedyni świadkowie dawnych, ludnych wsi. A nazwy takich wsi można mnożyć: Suche Rzeki, Caryńskie, Beniowa, Bukowiec, Moczarne i wiele innych.
       Tak więc ruszajmy w Bieszczady by pokłonić się jej przyrodzie i oddać hołd tym, którzy w dawnych czasach zamieszkiwali te ziemie. A żyli tu przez wieki w zgodzie Polacy, Łemkowie, Rusini, Żydzi....
          Wszyscy oni starali się ujarzmić trudną, ale jakże piękną bieszczadzką ziemię i wszyscy oni zniknęli, a po nich do dziś szumi tylko wiatr po dawnych polach, łąkach, zagajnikach, wśród których uważny obserwator dostrzeże ślady dawnej gospodarki - słabo widoczne zarysy miedz śródpolnych, fragmenty zabudowy lub fundamentów, pozostałości starych szlaków komunikacyjnych, dróg pasterskich na połoniny, czy filary mostów budowanych na potrzeby kolejek wąskotorowych wywożących drzewo z potężnych bieszczadzkich lasów.
        Ot bo Bieszczady żyły przez lata swoim rytmem, a dzisiejszy ich wygląd i charakter to 60 lat wtórnego dziczenia z dala od biegnącego coraz szybciej świata. Bo Bieszczady to mozaika gór, dolin, strumieni, lasów i charakterystycznych dla tych gór - połonin, pachnących kwiatami, żywicą pod niebem, które chyba już nigdzie w Polsce nie jest tak błękitne i gdzie woda nie jest tak czysta. Bo Bieszczady to wspaniała ziemia zroszona na pewno niesłusznie i niepotrzebnie krwią ludności, to ziemia, która pamięta zbyt wiele tragedii i cierpień ludzkich. Bo Bieszczady to ziemia, która musi podlegać najostrzejszym rygorom ochronnym nie tylko jako pomnik przyrody, ale i historii, będąc wspomnieniem i ostrzeżeniem co jeden człowiek drugiemu jest w stanie zrobić, jak wielką krzywdę można wyrządzić w imię własnych, wydumanych pomysłów i ideologii.

Zapraszam wszystkich w Bieszczady, ale z uwagą i czcią na jaką te góry zasłużyły.

Moje hasło: żyj tak byś się rozwijał, ale by przez Ciebie nie cierpiał drugi człowiek i przyroda, która została nam dana jako największy skarb, któremu należy się szacunek i opieka.

Pozdrawiam całe EkoRadio, Paweł Krzaklewski.

 

 

Kiedy ranne wstają zorze...

Już ubyło około 20 minut dnia, ale wschody zawsze urzekają... Iława- fotografia P. A. Rochowicza

Bory Tucholskie  i Kaszuby

Lato w Piwnicznej

W dolinach pełnia lata, kwitnące maki polne, zapach koszonej trawy i  akacji.
Ptaki już kończą swoje koncerty a robaczki "świętojańskie" przygotowują się do pokazów.
A wyżej ? - Koniec wiosny!
 - Polany całe w kwiatach i ośnieżone Tatry - niezapomniane widoki !
Piwniczna to wymarzona kraina dla ceniących piękno przyrody, ciszę, spokój i aktywny wypoczynek.
Na nich czeka 280 km.malowniczych szlaków turystycznych w paśmie Radziejowej i Jaworzyny Krynickiej,
wszystkie na terenie Popradzkiego Parku Krajobrazowego.
Na mniej wytrawnych turystów i osób starzych czeka 10 km. alejek spacerowych w Leśnym Parku Zdrojowym na zboczach góry Kicarz.
Park to las mieszany z przewagą drzew iglastych w tym sosny, latem pachnie żywicą, teraz dodatkowo pomaga akacja a niedługo zakwitnie już lipa, sama przyjemność przejść się na spacer, nabrać bezpłatnie wody mineralnej w małej pijalni.
U nas watro byłoby zaczekać do jesieni - bo jesień w Dolinie Popradu to...., ale o tym następnym razem.
Adam Filipiak.

***

Majówki

Choć obie majówki już za nami, chciałam się podzielić moimi skromnymi wspomnieniami z pobytu w Jeleniej Górze i okolicach. Bardzo sobie cenię naszą przyrodę, która za każdym razem wygląda inaczej i zaskakuje nas swoim ukrytym pięknem. To, co wspaniałe, często kryje się gdzieś pomiędzy jednym westchnieniem a drugim, dlatego kocham uwieczniać to, co poruszyło struny mojej duszy. Fotografia daje mi tą możliwość, za co jestem technice bardzo wdzięczna. Pochodzę z Zielonej Góry i lubię włóczyć się po okolicy z aparatem w ręku. Piękne chwile... :-)
Anioła Dominika

***

Ogród Botaniczny w Łodzi i jego mieszkańcy

Fot. Giovanna Boisse

***

Pracowity owad

Fot. Renata Niepsuj

***

Kosi sad

Od kilku dni pogoda na wschodzie lubelszczyzny jest bardzo kapryśna prawie co dzień pada deszcz, a pokazujące sie czasem słońce nie jest za ciepłe przez silny północny wiatr. Jednak niedziela zaczeła się uroczo piękne słońce i temperatura koło 22 C około godziny 11 spowodowała, że po porannej Mszy wybrałem się z aparatem do sadu, który znajduje sie niedaleko mojego domu. Przechadzając się z aparatem dostrzegłem że z pobliskiego krzewu bzu wyleciał Kos. Podszedłem bliżej i wśród gałązek dostrzegłem gniazdko ze czterema szmaragdowymi jajeczkami; za kilka minut przyleciała Pani Kos i niewzruszona moją obecnością kontynuowała wysiadywanie. Zrobiłem zdjęcia i cichutko się oddaliłem.

Pozdrawiam Mateusz z Sahrynia powiat hrubieszowski

***

"Długi zapiątek"

Ten zapiątek (czyli weekend) był nawet całkiem pogodny, zważywszy prognozy zwiastujące zmienną i nawet burzowo-deszczową pogodę w naszej części Małopolski. Na szczęście prognozy wzięły w łeb i przez dwa dni cieszyliśmy się w miarę słoneczną i ciepłą pogodą. Oczywiście w sobotę zrobiliśmy mały wypad na zielone szlaki Beskidów. Nie musieliśmy iść daleko - wystarczył wypad poza miasto nad zieloną (i bardzo płytką jak się okazało) Skawę.

Droga przypomina marsz poprzez zielony tunel - wszędzie żywa, jasna zieleń wiosny i żółć od przerażającej wprost i porażającej wyobraźnię ilości kwiatów mniszka lekarskiego! Momentami łąki przypominają wesołe zielono-żółte i żółto-zielone kobierce. Poza mniszkami bielą się czosnki niedźwiedzie i dzika rzeżucha. Spod stóp uciekają nam jaszczurki i owady, a także czarna żmija! Niestety - nie udaje się mi jej sfocić, szybko kryje się w gęstych trawach, a ja wolę ich nie rozgarniać rękami. Nie mam ochoty na zapoznanie się z jej jadowitymi kłami... Wszędzie słychać świergoty i gwizdy ptaków i żadnych odgłosów cywilizacji, poza odgłosem przejeżdżajacego pociągu i odległym pomrukiem silników przelatujących nad nami samolotów.

Grzybów niestety nie ma. Przynajmniej tam, gdzie przechodziliśmy. W lesie jest już sucho i ścioła niebezpiecznie trzeszczy pod stopami. Zresztą zastanawia ilość martwych, wysuszonych świerków, które żeżarły jakieś korniki kaukaskie czy inne... Ale inne drzewa rozwijają się bujnie i zielona mgła na ich gałęziach jest coraz gęstsza! Cały czas mamy widok na góry Pasma Babiogórskiego i jednostkę Hyćkowej Góry.

I znowu jadąc przez Spytkowice i Wysoką zaglądamy do lasów. Pusto, nie ma żadnego grzybasa, a ścioła trzeszczy, znaczy się - sucho... Na szczęście od Babiej Góry nadciągają bure obłoki i chyba zbiera sie na burzę, gdyż wypiętrzają się w formację charakterystycznego "kowadła". Tak czy owak ten zapiątek zaliczamy do nader udanych!

R. Leśniakewicz

***

Wiosna w Piwnicznej

Wiosna to jedna z najpiękniejszych pór roku w górach. Piękna młoda zieleń, polany w kwiatach, zapach wiosny, rano, wieczorem ptasie koncerty i niezapomniane widoki. Nie myśl o tłoku, zgiełku, jarmarcznych straganów w znanych kurortach bo w naszym niewielkim spokojnym uzdrowisku można w spokoju odpocząć od gwaru wielkiego miasta. Tu można wybrać się na malownicze szlaki, nacieszyć szumem Popradu i górskich potoków czy też posłuchać ciszy - uczta dla oczu i duszy.

Adam Filipiak

 

***

W poszukiwaniu piękna rodzimego

Chciałbym zaprosić na pasjonującą, odkrywczą wyprawę do krainy, która jest całkiem niedaleko, a jednak pozostaje dla wielu z nas zupełnie nieznana. Kraina ta jest położona w Polsce, nieraz wręcz w najbliższym sąsiedztwie naszego domu, nieraz w zasięgu kilkudziesięciu minut czy ostatecznie kilku godzin jazdy samochodem. Wędrówki po tych nieznanych terytoriach nie wymagają więc obcych walut, znajomości języka czy przekraczania granic. Nie trzeba też poświęcać aż tak wiele cennego czasu – nieraz wystarczy niedzielny wyjazd na kilkugodzinną przejażdżkę autem. Jedyne, co będzie nam potrzebne, to ciekawość świata, wrażliwość serca i otwarte oczy – wszystko za darmo!

Przeglądając czasopisma geograficzne, reportaże z pielgrzymek i zagranicznych podróży, katalogi biur turystycznych i albumy fotograficzne z różnych stron świata, ogarnia nas zachwyt pięknem dalekich krajów, egzotycznych krajobrazów, kultur i sanktuariów. Nie zawsze jednak stać nas na taki wyjazd: względy finansowe, brak czasu czy odwagi, powstrzymuje nas nieraz od dalekich wypraw.

I o ile piękno dalekich krain urzeka nas zwykle potęgą, odmiennością i kontrastem wobec tego, co znamy z naszych stron, to jednak musimy zdawać sobie sprawę, że jako turyści z dalekiego kraju, jesteśmy w stanie zobaczyć tam tylko „czubek góry lodowej”, małą cząstkę tamtejszej kultury, na mgnienie oka ogarnąć jakby samą powierzchnię zjawisk. Brak czasu i napięty program takich wyjazdów, uniemożliwia głębszą kontemplację piękna, odkrywanie różnych subtelności i skazuje nas tylko na szybkie, powierzchowne, pierwsze wrażenia. Z natury rzeczy, w tego typu wyjazdach dominuje raczej ilość i „wielogwiazdkowa” klasa obiektów turystycznych czy sakralnych, natomiast jakość i głębia przeżyć muszą z konieczności pozostać na poziomie „dla początkujących”. Po prostu: w czasie kilkunastodniowego, zagranicznego wyjazdu trzeba się skoncentrować tylko na „hitach”, na najbardziej znanych „atrakcjach”, przyswajając sobie jedynie najogólniejsze, najmocniejsze, ale zarazem najpłytsze wrażenia.

Tymczasem prawdziwe piękno i nieraz wręcz urzekająca egzotyka, kryją się doprawdy blisko – te piękne miejsca są w Polsce! Trzeba tylko umieć je odkryć, docenić i zachwycić się ich pięknem – pięknem rodzimym, bliskim i drogim. Pięknem, w które można bez pośpiechu się zagłębić, doszukując się subtelnych niuansów, odcieni, znaczeń i skojarzeń, dostępnych jedynie dla człowieka, który w tej kulturze wyrósł i jest wrażliwy na jej bogactwo. Jest to piękno dla koneserów, dla ludzi szukających głębi, zdolnych do kontemplacji i wysublimowanego smaku. A może po prostu dla ludzi wrażliwych: naturalną, ludzką, swojską wrażliwością na piękno, w którym się wyrosło, wychowało i które się pokochało.

Piękno to przemawia do nas w najprzeróżniejszy sposób: przez wzruszające skojarzenia z latami i domem dzieciństwa, wakacyjnych wyjazdów „do babci”; przez patriotyczną dumę z dokonań Polaków, którzy przez całe wieki nie szczędzili wysiłków, ofiar i krwi dla dobra naszej Ojczyzny; przez niepozorne detale i szczegóły, które ukazują swoje piękno dopiero wtedy, gdy człowieka zatrzyma się i pochyli bez pośpiechu nad kwiatem stokrotki, kamieniem w potoku czy sękiem w płocie. Jest też piękno blisko związane z codziennym życiem i ubogą egzystencją dawnych wsi: drewniane żurawie u studni, stary cebrzyk na rdzewiejącym łańcuchu, ręcznie kute klamki, blaszane kury na dachu…

Wreszcie piękno przemawia do nas językiem sakralnym, stając się wyrazistą ikoną potęgi i mądrości wszechmocnego Stwórcy; lub też świadectwem wiary: zarówno najwybitniejszych twórców renesansu, baroku czy klasycyzmu; ale także anonimowych, domorosłych artystów, którzy swą miłość do Boga wyrażali przez swoje skromne dzieła: przydrożne kapliczki, krzyże, cmentarne płoty, kute w żelazie lub rzeźbione w drewnie ornamenty, wiejskie kościółki. Ile autentyzmu i wyczucia harmonii z naturalnym krajobrazem kryje się w tych prostych, często naiwnych wizerunkach Chrystusa Frasobliwego, Piety, Świętego Nepomucena i wielu, wielu innych motywów sakralnych.

I to wszystko jest blisko nas, na wyciągnięcie ręki, rzut oka czy godzinkę jazdy samochodem.

Ale myliłby się ktoś myśląc, że jest to piękno, łatwe, przystępne i tanie – o nie, jest co najwyżej bezpłatne, bo nie wymaga wielkich finansowych nakładów, muzealnych biletów czy wykupywania dro­gich wycieczek. Piękno to jest darmowe, ale zarazem trudne i wymagające wysiłku, spostrzegawczości i wrażliwości. Dziś, jeśli coś nie krzyczy, nie przyciąga wzroku jaskrawymi akrylowymi kolorami reklam, nie cieszy się marką popularnego zabytku – to nie istnieje. I wcale nie jest wtedy łatwo dostrzec takie ukryte, niepozorne piękno, nawet jeśli przechodzi się tuż obok. Może więc warto pokusić się o taką swego rodzaju „archeologię”, czyli szukanie i odkrywanie piękna, które normalnie jest dla naszych oczu zakryte.

Gdy szedłem z pieszą pielgrzymką z Kalisza do Częstochowy, dwa razy po 180 km i po cztery bite dni pieszej wędrówki, po drodze mijaliśmy pewnie ze 300 krzyży i kapliczek przydrożnych, po trzy, cztery metry od nas, na poboczu. I spośród dwóch tysięcy pielgrzymów, którzy poza drogą, modlitwą i podziwianiem krajobrazu nie mieli nic innego do roboty, mało kto zwrócił na nie uwagę. Mimo, że często anonsowałem przez mikrofon, że za chwilę na drzewie po prawej stronie będzie piękna, stara rzeźba św. Michała, albo kuty ręcznie żelazny krzyż – prawie nikt tego nie widział. Może dopiero zdjęcia, które po pielgrzymce prezentowałem, unaoczniły niektórym, jak wielu pięknych rzeczy po drodze nie widzieli. I tak jest w całym naszym życiu: nasze oczy są często na uwięzi. Otacza nas piękno, a nie umiemy go dostrzec, docenić, cieszyć się nim.

Ale piękno to jest trudne, coraz trudniejsze, także z innego powodu: upływającego czasu i czasów, które dziś nastały. Czas jest bezlitosny, zwłaszcza dla drewna, wapna i kutego żelaza. Mało kto pomyśli o renowacji starego, zmurszałego krzyża z wyrytą datą 1854. Raczej postawi się w tym miejscy nowy krzyż ze stalowych kątowników, ewentualnie przykręci plastikową tabliczkę: 1854-2005 i tyle: taniej, praktyczniej, „ładniej”. Ile piękna ginie w ten sposób bezpowrotnie! Co prawda i ten stalowy krzyż nabierze za sto lat swoistego uroku, ale my już tego nie doczekamy. Naszym udziałem – i zadaniem – jest piękno, które pozostawili nam w dziedzictwie nasi dziadowie.

Także tempo i wymogi współczesnego życia nie sprzyjają dawnemu pięknu. Jak często drewniany płot cmentarny musi ustąpić miejsca prefabrykowanemu, betonowemu ogrodzeniu; kamienny słup z kapliczką stoi dokładnie w miejscu, gdzie ma być przystanek autobusowy; wprost na drodze modernizowanej szosy, jest kilka starych grobów. W takiej sytuacji piękno nie ma szans – cóż, presja doraźnej ekonomii…

Ale nawet gdy takie piękno przetrwa, nieraz pozostaje skazane na marginalizację i zapomnienie. Dziś moda, kanony i wrażliwość estetyczna jest inna. Polska się modernizuje, nadrabia zaległości, tworzy swój nowy wizerunek, zwłaszcza w odniesieniu do wsi. Muszą zniknąć drewniane żurawie czy żeliwne pompy; zamiast stogów siana – foliowe baloty na kiszonkę; stacje paliw zamiast kuźni – to naturalna kolej rzeczy. Miejsce rekwizytów z tamtej epoki jest w skansenach. A na wsi – betonbruk, lakierowana blacha, prefabrykaty – i sterty plastikowych śmieci w rowach i lasach.

Ale razem z tym pięknem ginie też coś w nas, ginie jakaś wrażliwość i wyczucie piękna, bez którego życie przestaje człowieka cieszyć, albo może radość zastępuje sztuczną, hałaśliwą wesołością. Ginie gdzieś poczucie naturalnej harmonii i bliskości człowieka ze swoją ziemią, krajobrazem, tradycją… Człowiek się wykorzenia, traci grunt pod nogami. I może dopiero ruch ekologiczny, poniewczasie, uświadomi nam, co straciliśmy i zaprzepaściliśmy.

Dlatego w tym cyklu artykułów i zdjęć, chciałbym na miarę skromnych możliwości, dzielić się swoim doświadczeniem, wrażeniami, wspomnieniami, szukaniem i odkrywaniem piękna, które co prawda na pier­wszy rzut oka nie poraża zachwytem wobec czegoś zupełnie zaskakującego, „niesamowitego” i „na topie”, ale które daje mi poczucie zakorzenienia, bezpieczeństwa, ciepła i swojskości. Piękna bliskiego i zrozumiałego, piękna świętego. Pośród tego piękna czuję się naprawdę u siebie.

Tekst i zdjęcia:

Ks. Mariusz Pohl

***

O POLSKIM BOCIANIE
(zimno, pada śnieg z deszczem)
 
 
Stoi na łące - przy kopie siana -
Postać  zmoczona i zziębnięta,
Znana nam, lecz rzadko widziana.
GOŚĆ! Zdążył wrócić na Święta!
 
Teraz ma iście Hamleta dylemat:
Stać?  Zmarznąć? Kto go ocuci?
Tyle zabiegów: droga, żony nie ma,
Czy kraj swój rodzinny porzucić?
 
Zostań gościu z nami, wytrzymaj!
Nie takie trudy znosiłeś mój panie,
Wszak wiosna jest, a nie ostra zima.
Bądź z nami! Kochamy cię!
 
Nasz polski BOCIANIE!
 
Marek Pierzynowski - Międzyzdroje

 

***

Szanowny Panie Redaktorze.

Chcę Pana poinformować, że w dniu 30.03.2008. o godz.,18,30.będąc w miejscowości Sieraków -Wielkopolska, a dokładnie na moście rzeki Warty zobaczyłem wielkie stado lecących BOCIANÓW ok.30 do 40 szt. Przemieszczały/szybowały/ na dużej wysokości ruchem okrężnym w prawo. Zobaczyłem moment odłączenia się jednego bociana, który skierował Sie na swoje gniazdo w samym środku miasteczka i dołączył do swego partnera będącego na tym gnieździe od 10 dni. Reszta bocianów skierowała się w kierunku Puszczy Nadnoteckiej. Zachodzące słońce ograniczyło dalszą obserwacje. Wspaniały widok nacieszył moje oczy. Mieszkam w Poznaniu, a do Sierakowa tylko 50 min./70 km/jazdy samochodem. Tereny wspaniałe, wielka puszcza, duża ilość BOBRÓW w jeziorach i we Warcie.

Z poważaniem Leszek

***

Witam Panie Andrzeju! Chciałbym podzielić się z Wami moją obserwacją rodziny szpaczej. Mieszkam w Świętochłowicach, z okna mam widok na park. W roku 2006 wydłubałem w pieńku wierzbowym budkę z otworem na szpaka. Ledwo ją p owiesiłem, przyleciała para szpaków .Chwilę potem przyleciał jeszcze jeden. Powstał trójkąt i budka nie została zasiedlona. Jesienią jeszcze raz przyleciały się pożegnać. Następnego roku przyleciały na wiosnę i założyły gniazdo z którego wyleciały4 młode. Piękny widok bo z otworu budki wystawał zawsze jeden głodny dziobek. Aż pewnego dnia rano wystrzeliły cztery-jeden za drugim. Najpierw przed otworem usiadł stary-coś przekazał i młode wyfrunęły za nim. Kiedy budka była już pusta to została zasiedlona przez następną parę. Z końcem sierpnia 4 młode opuściły budkę. Wszystko to mam na zdjęciach. Nawet dzięcioł się stołuje, sikorki to normalne. Pozdrawiam Pana i całe EkoRadio. Dionizy Lewandowski.

P.S. W tym roku na razie usuwają stare śmieci z budki. Ale szykują się do zamieszkania.

***

Koło mojego domu rośnie duży świerk i lipa (2-3m od domu). Od jakiegoś czasu zaobserwowaliśmy (z mamą) wiewiórkę która zaczęła odwiedzać karmnik dla ptaków za oknem, więc nasypaliśmy orzechów laskowych (z naszej leszczyny). Efekt był oszałamiający. Przychodziła codziennie (po murze). Od tygodnia buduje w świerku gniazdo. Zbiera kawałki agrowłókniny która została jesienią schowana za beczką na deszczówkę oraz "okorowuje" gałązki lipy. Na dowód tego przesyłam zdjęcia. Nawiasem mówiąc koło naszego domu (domek z ogrodem przy lesie) co roku w okresie zimowym obserwujemy kilkadziesiąt gatunków ptaków łącznie z drapieżnymi (krogulec, jastrząb) a z rzadkich gatunków np. dzięcioł czarny. Posiadamy rozbudowany tym samym "system" karmników łącznie z kompostownikiem. Pozdrawiamy miłośników przyrody

PS. czekamy na młode wiewiórki. Ile "dzieci" będzie miała Kaśka zobaczymy albo i nie. Na pewno damy jeszcze znać...

 

 

***

Dzielę się fotograficznym plonem mojego spaceru po Lesie Krzyszkowickim na południowo - wschodnich obrzeżach "wielkiego Krakowa". Zdjęcia zostały wykonane w niedzielę 24 lutego.

Niewielki Las Krzyszkowicki leży na granicy Krakowa i Wieliczki, w 1998 r. uznany został za użytek ekologiczny. Pomimo oddalenia o 10 minut drogi od "sypialni Krakowa" (osiedli Nowy Bieżanów, Nowy Prokocim i Nowe Piaski) na porządku dziennym są tu obrazki przemykającej sarny, zająca, lisa. W lesie porastającym niewielki pagórek lessowy zachowało się 12 gatunków roślin kwiatowych objętych ochroną. Wśród nich relikty flory gór, które co prawda rysują się na horyzoncie, ale oddziela je nieprzebyty pas osiedli ludzkich i pól, np. dorodna ciemiężyca zielona.

Na zdjęciu widać jeden z pierwszych kwiatów wiosennych, maleńką śledziennicę skrętolistną (Chrysosplenium alternifolium). Występuje w niżej położonej części lasu, na podmokłych brzegach strumienia i porasta rowy przydrożne. Należy do rodziny skalnicowatych, podobnie jak porzeczka i agrest - wystarczy spojrzeć na jej rozpłaszczone, zielonawożółte kwiaty.

Inną ciekawostką Lasu Krzyszkowickiego jest bluszcz (Hedera helix). Wspina się na wysokie dęby i tam kwitnie, a stanowiska kwitnącego bluszczu w Polsce są wielką rzadkością.

Drzewo oplecione przez bluszcz

Leszczyna jest symbolem przedwiośnia i kwitnie różnie - bywa że jeszcze w początkach marca jej kotki są zamknięte, w tym roku otwarły się już w lutym. Przebiśnieg został sfotografowany na w ogródku przydomowym w sąsiedztwie.

Zawsze z niecierpliwością czekam na kwiecień, kiedy runo leśne zamienia się w dywan biało - różowy od zawilca, miodunki, zdrojówki i kokoryczki. Późnej żółcieje jaskier ziarnopłon i gajowiec, w maju ozdobą są kępy konwalii i konwalijek dwulistnych. W ostatnich latach o sam brzeg lasu oparła się autostrada - tak potrzebna południowa obwodnica Krakowa. Szkoda, że nie zobaczymy już wilgotnej łąki różowiącej się rzeżuchą, która rosła w tym miejscu.

Oby człowiek zabierając przyrodzie jej najpiękniejsze dary również dawał coś w zamian.

Maciej Mikołajczyk biolog Kraków - Nowy Bieżanów

 

***

 

Przesyłam zdjęcia śnieżycy wiosennej, która w Wielkopolsce jest unikatem, ponieważ jej naturalnym miejscem występowania są Karpaty i Sudety. Zdjęcia zrobiłam 24.02.08 koło Murowanej Gośliny w rezerwacie "Śnieżycowy Jar". W tym roku, z racji "wczesnej wiosny", zakwitła o cały miesiąc wcześniej.

Pozdrawiam Łucja Koźlińska Luboń

 

***

Dziś (24. lutego) po południu przy opadającym słońcu udało mi się zauważyć moment, gdy za płotem naszej posesji z zagajnika wyszły 3 sarny, samiec i 2 samice. Ucieszony taką możliwością pobiegłem po aparat i pstrykałem przez kilka chwil. Przeszkadzały mi gałęzie, ale jakoś udało się skadrować. Miała to być miła pamiątka.... Po skopiowaniu na komputer przeglądam sobie aby zostawić najlepsze i uwagę zwróciło jedno zdjęcie, co to za plama na szyi jednej z saren? Przeczucie mnie nie myliło - jest pętla ! Przesyłam to "sielankowe" zdjęcie zbrukane bestialstwem.

2 - 3 lata temu też widzieliśmy z żoną sarnę chodzącą s takim drutem. Porozmawialiśmy wtedy z naszym kolegą - lekarzem weterynarii który opiekuje się naszymi psami i kotami. Wraz z mieszkającym niedaleko myśliwym opiekującym się tym obszarem przeszli ten mały - malutki - zagajnik. Znaleźli i zniszczyli ok. 200 takich pętli ale co gorsza znaleźli też (zima) uduszone i na wpół zjedzone szczątki małej sarny.

I dziś znów ten widok.

Wiem że mieszkam w województwie kłusowników ale nie mogę tego pojąć, zrozumieć. Bieda ? Nie ma co jeść ? Nie, nie ma zgody na to.

Co robić ?!!!

E. i K. ze świętokrzyskiego

 

HAŃBA!!!

 

 

***

 

"Z nastaniem bardzo wczesnej wiosny w Wielkopolsce znacznie ożywiły się zwierzaki na naszym terenie. Obserwacja oraz możliwość fotografowania dzikiej przyrody daje mi energii do życia. Przesyłam trzy fotografie wykonane w okolicach wsi Mochy w Wielkopolsce. 1) zwiastun wiosny - przyleciała pierwsza para żurawi 2)spotkanie z sarną na leśnej drodze) 3) Myszołów (owoc sześciogodzinnej nasiadówce w czatowni)."

Tomasz Paterek

 

 

 

 

Zobacz najpiękniejsze zakątki naszego kraju

kliknij

 

"Czyńcie sobie ziemię poddaną.
Te słowa bowiem są najpierwotniejszą i najbardziej kompletną definicją ludzkiej kultury"

(Jan Paweł II "Pamięć i tożsamość")